Setki pomordowanych na nigeryjskim pograniczu muzułmańsko-chrześcijańskim

Waldemar Lewandowski <a href="mailto:[email protected]"><b>[email protected]</b></a> tel. 52 32 63 212
Infografika Jerzy Chamier-Gliszczyński
Śmierć przyszła w niedzielę o świcie. Napastnicy metodycznie przetrząsali chaty, dopadając tych, którzy nie byli w stanie uciekać - starców, chorych, kobiety z małymi dziećmi. Ocaleni mówią, że ich rodziny wymordowano maczetami.

Podobna masakra zdarzyła się w tym regionie niespełna dwa miesiące temu. Do dziś nie wiadomo, ile dokładnie osób wtedy zginęło. Zapewne nie uda się też nigdy poznać dokładnej liczby ofiar niedzielnej napaści. Cytowany przez agencję AP koordynator chrześcijańskiej misji charytatywnej w tej okolicy, Mark Lipdo, relacjonował w niedzielę po południu, że jego ludzie rozpoznali w wiosce Dogo Nahawa 93 pomordowanych. - Ale są tam też ciała zwęglone, w stanie uniemożliwiającym identyfikację - zastrzega.

Splątane ciała dzieci

Cytowani przez "The Washington Post" dziennikarze i działacze organizacji na rzecz praw człowieka, opisują widok z kostnicy w mieście Jos, gdzie widzieli stosy splątanych ze sobą ciał dzieci. Jedno wyglądało jak oskalpowane, inne miały obcięte dłonie i stopy. Najostrożniejsze szacunki, mówią że ofiar mordu w trzech wioskach było nie mniej niż 200, choć z dużym prawdopodobieństwem doliczano się nawet 500.

Poniedziałkowe wydanie online "The Washington Post" cytuje relację reporterów agencji AP, o licznych patrolach wojska, z gotową do strzału bronią, na ulicach miasta Jos. To 800-tysięczna metropolia położona o kilka kilometrów na północ od zmasakrowanych wsi. Patrole są pierwszą reakcją nigeryjskiego rządu. Bezpośrednio po ujawnieniu masakry, wiceprezydent kraju Goodluck Jonathan (sprawujący pełnię władzy z powodu choroby głowy państwa) oświadczył, że za wcześnie oceniać, kto jest jej winien, ale siły bezpieczeństwa szybko opanują sytuację.

Otrzymały nie tylko zadanie schwytać sprawców, ale i odciąć region od napływu broni oraz bojówkarzy ze zislamizowanych regionów na północy Nigerii.
Reakcja wojska jest potrzebna, by w zarodku stłumić panikę i niezadowolenie: mordercy przedostali się do wsi pod Jos, mimo trwania całonocnej godziny policyjnej, wprowadzonej jeszcze w styczniu.

Wet za wet

Dwa miesiące temu ofiarami zamieszek byli mieszkańcy wiosek zdominowanych przez muzułmanów z plemion Hausa i Fulani, a napastnikami byli najprawdopodobniej chrześcijanie z plemienia Berom.
- Ale nieporozumieniem jest widzieć w tym zamieszki religijne - zastrzega prof. Nina Pawlak z Katedry Języków i Kultur Afryki Uniwersytetu Warszawskiego. - To walka plemion o panowanie nad sporną ziemią - zaznacza.

Jos leży pośrodku bogatego w cenne surowce mineralne "Pasa Środka". Tędy biegnie granica między głównymi grupami językowymi: ludami używającymi języka hausa (w większości wyznającymi islam) oraz ludnością anglojęzyczną oraz Joruba i Ibo z południa (zazwyczaj chrześcijańską).
- To region, który niezwykle rozwinął się za panowania brytyjskiego. Ma umiarkowany, przyjazny klimat, piękne położenie i wiele pamiątek historycznych. Jeszcze kilkanaście lat temu uchodził za najatrakcyjniejszy turystycznie w Nigerii. Ale gdy byłam tam w 1999 roku, dało się już wyczuwać napięcie - przyznaje.

Mieszkający od 22 lat niedaleko Bydgoszczy Thomas Garus, pochodzący z Nigerii lekarz, ocenia, że starcia to skutek tracenia wpływów przez islamską populację, która była uprzywilejowana przez ponad 30 lat rządów wojskowych. Jego zdaniem jednak, starcia nie rozleją się na resztę kraju.

Nigeria dogania Europę?

- Nigeria to wielki kraj, intelektualnie i cywilizacyjnie doganiający Europę. To wielki błąd myśleć, że grozi mu wojna jak w Rwandzie. Nawet ci, którzy prowokują takie rozróby, mieliby za dużo do stracenia - mówi.
Prof. Nina Pawlak dodaje powściągliwiej: - Teraz, gdy ginęli chrześcijanie, sytuacja na muzułmańskiej Północy będzie stabilna, ale jeśli znów ofiarami padną Hausa-Fulani, to kluczowe okażą się reakcje społeczności w głównym mieście Północy - 2,5-milionowym Kano - mówi.
Jednak uczona także podziela przekonanie Thomasa Garusa, że bogacąca się od lat Nigeria ma dzisiaj dość siły - również wojskowej - by uśmierzyć zamieszki.

Zobacz poniedziałkową czołówkę dziennika "Next" z Lagos

ZOBACZ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie