MON ujawnił część odtajnionego dokumentu o nazwie "Plan użycia sił zbrojnych RP Warta 01101". Jak zwraca uwagę Jarosław Wolski, analityk wojskowości, klauzulę "ściśle tajne", czyli "00" zdjęto już w 2013 roku. - Dlaczego? Ano pewnie dlatego że powstała nowa wersja planu a ta była...no chyba średnio wartościowa lub zbieżna z nowszymi wersjami skoro zdjęto 00, ale zachowano niższą klauzulę - stwierdza na Twitterze. W efekcie mamy do czynienia z ujawnionym planem z 2011 roku.
Oddajemy Rosjanom terytorium
Plan mówiąc wprost zakładał, że w przypadku agresji Federacji Rosyjskiej na Polskę, oddajemy Rosjanom około 30-40 procent terenów, bronimy się na linii Wisły i czekamy na reakcję Sojuszniczych Sił Wsparcia, czyli NATO. Byliśmy wtedy członkiem Sojuszu, tyle tylko, że żadne jednostki Paktu Atlantyckiego nie stacjonowały w Polsce. Plan zakładał, że dotrą do nas w ciągu 10-14 dni. Było to - zdaniem wielu wojskowych - nierealne, na taką operację lądową potrzeba było 2-3 miesiące.

"Politycy nie słuchali wojskowych"
Ale koncepcja ujawnionego planu była - o ile można tak powiedzieć - "zdroworozsądkowa". Problem bowiem polegał na tym, że na wschodniej flance zaczęto już wcześniej likwidować istotne jednostki. - Politycy nie słuchali wojskowych - stwierdził niedawno gen. Waldemar Skrzypczak, w latach 2012–2013 podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej.
Koniec miast w Kujawsko-Pomorskiem
Z odtajnionego planu wynika, że punktem oporu na linii Wisły miały być Grudziądz, Toruń i Bydgoszcz. We wszystkich trzech miastach istnieją lotniska, są jednostki wojskowe - w Bydgoszczy choćby centrum szkolenia wojsk NATO JTFC przy ul. Szubińskiej, jest Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych, I Brygada Logistyczna, zasłużony 1 Wojskowy Szpital Polowy... Są zakłady zbrojeniowe - Nitro-Chem, Belma, są Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2.
Wojskowi podpowiadają jasną strategię atakujących - jednym z pierwszych punktów ataku są lotniska, kolejnym - przemysł. Oznacza to tyle, że trzy nadwiślańskie miasta - zostałyby zniszczone. Strategia Rosjan w Donbasie pokazuje, że polega ona na systematycznych ścieraniu siedzib ludzkich z powierzchni ziemi atakami rakietowymi.
Otwarte pozostaje pytanie co stałoby się z ludnością cywilną i czy udałaby się jej ewakuacja z miast frontowych. Z odtworzenia informacji przez Jarosława Wolskiego wynika, że w okolicach Chełmży i Wąbrzeźna bitwa obronna miała także być oparta o tyły i flanki oparte o Wisłę.
Pytany o fragmenty planu z 2011 gen. Leon Komornicki w rozmowie z Polska Agencją Prasową ocenił, że to "zamiar strategiczny wyjątkowo nieodpowiedzialny, biorąc pod uwagę wyniszczający charakter rosyjskiej agresji". - Wojna w Ukrainie pokazuje, biorąc pod uwagę rosyjskie wyposażenie - rakiety dalekiego zasięgu, samoloty, które mogłyby oddziaływać na całe terytorium Rzeczpospolitej (...) że nie byłoby różnicy między frontem a tyłem, jeżeli chodzi o wyniszczanie potencjału obronnego RP. W obszarze, gdzie nastąpiłoby starcie wojsk lądowych, byłyby niesamowite straty materialne i ludzkie; te obszary trzeba by wcześniej ewakuować - ocenił, zwracając uwagę na zbrodnie popełniane przez Rosjan na okupowanych obszarach Ukrainy.
W minioną niedzielę w mediach społecznościowych pojawił się spot, w którym szef MON Mariusz Błaszczak przywołuje fragmenty planu użycia Sił Zbrojnych RP w ramach samodzielnej operacji obronnej, zatwierdzonego w 2011 roku przez b. szefa MON Bogdana Klicha. "Rząd Tuska, w razie wojny był gotowy oddać połowę Polski. Plan użycia Sił Zbrojnych, zatwierdzony przez ówczesnego szefa MON Klicha zakładał, że samodzielna obrona kraju potrwa maksymalnie dwa tygodnie, a po siedmiu dniach wróg dotrze do prawego brzegu Wisły" – mówi Błaszczak w nagraniu.
