Tomasz Kluczyński: - Nie mogłem uwierzyć, że jestem...

    Tomasz Kluczyński: - Nie mogłem uwierzyć, że jestem członkiem sztafety, która zdobyła srebrny medal

    ROZMAWIAŁ TOMASZ MALINOWSKI

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    w środku.

    w środku. ©fot. nadesłane

    - Po tym, co przeżyłem w Singapurze, chciałbym pojechać teraz na prawdziwe igrzyska - mówi w <B>wywiadzie </b> udzielonym "Pomorskiej" Tomasz Kluczyński, sprinter CWZS Zawisza Bydgoszcz.
    w środku.

    w środku. ©fot. nadesłane

    - Co pamiętasz ze Światowych Igrzysk Młodzieży w Singapurze?
    - Oszałamiającą liczbę uczestników. Wystartowało 3 500 sportowców z ponad 200 krajów. Rywalizacja była jakby na drugim planie. Dominowała ciekawość: poznać się, zintegrować. W wiosce olimpijskiej mieszkaliśmy blisko Jamajczyków, więc zawsze było sporo śpiewu, tańca i radosnej atmosfery. Dlatego to były niezapomniane chwile - nie tylko pod względem sportowym.

    Co ja tutaj robię?

    - Na które miejsce liczyłeś?
    - Nie chciałem być ostatni.

    - Tylko tyle...?
    - Poważnie. Gdy pojawiłem się na stadionie lekkoatletycznym, sam siebie zapytałem: co ja tutaj robię? Nigdy nie startowałem w aż tak wielkiej imprezie. Pomyślałem: żółtodziób z Polski wśród prawdziwych gwiazd. Po biegu na 200 m byłem trochę zdołowany siódmym miejscem. Biegłem na ósmym torze i po wyjściu na prostą myślałem, że będę walczyć o medal. Ale zabrakło mi, po prostu, siły. Nie wiem dlaczego, bo w Singapurze czułem się nawet lepiej niż podczas kwalifikacji europejskich w Moskwie, gdzie ustanowiłem rekord życiowy 21,38. Ale nazajutrz wróciła motywacja.

    - Przybliż zasady sztafety szwedzkiej.
    - Rywalizują ekipy kontynentalne. Dobiera się do nich najlepszych zawodników na dystansach. W Moskwie na 100 m wygrał Brytyjczyk David Bolarinva, ja triumfowałem na 200 m , a najlepszymi biegaczami na 400 m byli Włoch Marco Lorenzi i Rosjanin Nikita Ugłov.

    - Często na youtubie oglądasz ten wasz bieg?
    - Niespecjalnie. Parę dni po zawodach odtworzyłem go sobie z dwa, może trzy razy.

    - Miałem wrażenie, że wyglądałeś na bardzo szczęśliwego.
    - W szoku byłem! Nie mogłem uwierzyć, że jestem członkiem sztafety, która zdobyła właśnie srebrny medal.

    - To był medal olimpijski...
    - Wiem, ale dotarło to do mnie dopiero po ceremonii dekoracji. Mało trenowaliśmy zmiany, a poszło nam bardzo dobrze. Trener ekipy brytyjskich sprinterów, który się nami zajął uczulał, żeby przede wszystkim dobrze przekazywać pałeczkę. Każdy dał z siebie wszystko.

    - Wolisz biegać po wirażu.
    - Zdecydowanie tak. Bieganie "setki" wymaga dużych umiejętności technicznych. A ja trenuję ledwie dwa i pół roku. Mam spore braki w przygotowaniu motorycznym i technice.

    - W Singapurze miałeś pewnie okazję porównać się z czarnoskórymi sprinterami. Co ich tak napędza, że biegają najszybciej na świecie?
    - Odpowiedzi szuka się na gruncie etnicznym, fizjologicznym i socjologicznym. Biegacze, zwłaszcza z Karaibów, mają wyjątkowe predyspozycje do szybkiego biegania. Słyszałem, że decyduje o tym gen ACTN3. Po startach w Singapurze wiem jedno: my biali rodzimy się na przegranej pozycji.

    W pożyczonych kolcach

    Rok 2010 pełen sukcesów


    Tomasz Kluczyński
    wiek: 17 lat, trener: Stanisław Olczyk, n Halowe Mistrzostwa Polski w Spale: mistrz i rekordzista (22,17) na 200 m;n Ogólnopolska Olimpiada Młodziezy: złote medale na 100 m i 4x100 m, srebrny medal na 200 m; n Europejskie kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich Młodzieży w Moskwie: zwycięstwo na 200 m; n Igrzyska Olimpijskie Młodzieży - Singapur: srebrny medal w sztafecie szwedzkiej, 7. miejsce na 200 m; n Klubowy Puchar Europy - Bydgoszcz: zwycięstwa na 100 i 200 m, 3. miejsce w sztafecie 4x100 m



    - Srebrny medal olimpijski sprawił, że stałeś się gwiazdą?
    - W moim słowniku nie ma takiego słowa. Jak ktoś mówi "gwiazda", to inni myślą: o musiało mu odbić! Ja jestem sportowcem na dorobku. Ot, po prostu.

    - To może jesteś sprinterem jutra... Jesteś nim, czy nie?
    - Ładne określenie. Chciałbym, aby ta sportowa przygoda trwała możliwie najdłużej.

    - Jak sobie radzisz z tym całym zamieszaniem wokół siebie? Z drugiej strony między innymi dla sławy uprawia się sport.
    - Spokojnie, pilnuję się. Najważniejsze, żeby nie przegiąć. Nie mogę się też zupełnie przed ludźmi zamykać. Na gesty sympatii ze strony zawodników, przede wszystkim kolegów i koleżanek ze szkoły, staram się być otwarty.

    - Nie tak miała wyglądać chyba twoja kariera sportowca. Wszyscy liczyli, że będziesz solidnym piłkarzem. Może nawet reprezentantem kraju.
    - W rodzinnym Barcinie są sala gimnastyczna, boisko i klub piłkarski Dąb. To jednak za mało, by zacząć na serio uprawiać właśnie lekkoatletykę. Chciałem coś robić, trenować. A że lubiłem grać w piłkę...

    - To jak to się stało, że rozmawiamy na krytej bieżni Zawiszy?
    - Dałem się namówić mojemu nauczycielowi wychowania fizycznego w Gimnazjum nr 1. Rafał Rydlewski zaproponował udział w Gimnazjadzie. W Żninie, na zawodach powiatowych, wygrałem 100 m bez problemu i zdobyłem kwalifikację do finału wojewódzkiego. Nie wypadało się więc w takiej sytuacji wycofać. Krótko przed startem zorientowałem się, że zapomniałem kolców. Musiałem pożyczyć.

    - I pewnie zakasowałeś wszystkich faworytów.
    - Sam w to nie wierzyłem.

    - Farciarz z ciebie. Biegniesz w nie swoich pantoflach, a jeszcze do tego wpadasz pierwszy na metę.
    - Żeby tylko, jeszcze wprost w objęcia pana Stanisława Olczyka. Przedstawił się, że jest trenerem w Zawiszy i opiekuje się sprinterami. Trener opowiedział mi wiele ciekawych rzeczy z życia grupy i zaprosił na kilka treningów. Nie było lekko, bo trening lekkoatletyczny w przeciwieństwie do piłkarskiego jest niesamowicie wymagający. Ale poznałem kolegów, potem wyjechałem na pierwszy obóz. Pomyślałem - taka nowa przygoda może być ciekawa. Spodobało mi się do tego stopnia, że do czasu ukończenia gimnazjum trzy razy w tygodniu dojeżdżałem na treningi do Bydgoszczy.

    - Czy to prawda, że trener Olczyk lubi rzucać debiutantów na głęboką wodę?
    - Po zgrupowaniu i niespełna trzech miesiącach treningów - wystartowałem w mistrzostwach Polski młodzików. I zdobyłem dwa medale: srebrny na 100 m i brązowy na 300 m. To był dla mnie przełomowy moment. Wiedziałem, że potrafię więcej, chociaż trener powiedział, że poważne bieganie dopiero przede mną.

    - Jak szybko dziś biegasz?
    - Na 100 m rekord życiowy wynosi 10,71 sek. a ustanowiłem go półtora roku temu w Krakowie. W tym roku w Moskwie przebiegłem 200 m w czasie 21, 38 sek.
    - Czy tymi wynikami wyprzedzasz swój wiek? Masz dopiero siedemnaście lat, a przebiegasz "setkę" poniżej 11 sekund.

    - Wśród juniorów młodszych plasuję się w ścisłej europejskiej czołówce. Od nowego roku. przejdę do juniorów. Trzeba będzie się poprawić. Na ulubionym dystansie 200 m musiałbym uzyskać wynik w granicach 21,10 żeby się liczyć w Europie. W nadchodzącym roku są mistrzostwa Europy w Talinie. Dlatego pierwszym celem będzie dla mnie zdobycie kwalifikacji, a minimum wynosi 21,35 sek..

    - O czym myśli sprinter na tak krótkim dystansie? Coś się w głowie kłębi?
    - Musi szybko przetwarzać informacje dotyczące tego, co się dzieje w koło. Widzi rywali kątem oka i w ciągu ułamków sekundy musi dokonać analizy możliwości własnego organizmu. Jak się czuję, czy ma jeszcze rezerwy, żeby zmienić swoją sytuację? Czy, wreszcie, wytrzyma? Pamięta się bardziej o technice, aby podczas biegu wszystko trzymać w ładzie. Dlatego nie lubię biegać po skrajnych torach. Podczas biegu, nie tyle widzi się rywali, co ich słyszy. Potrafię w ten sposób ocenić, czy ktoś jest blisko, czy daleko. To daje dodatkową dawkę adrenaliny.

    Zakręcony w biegu

    - Bieganie jest dziś dla ciebie najważniejsze?
    - Na pewno jest jedną z ważniejszych rzeczy. Miałbym kłopot z określeniem rzeczy najważniejszych.

    - Zastanów się, nalegam...
    - Postawiłbym na równi sport z rodziną, z moją dziewczyną. Gosia też jest sprinterką.

    - Chcesz powiedzieć, że nauka znajduje się na dalszym planie. Przecież byłeś najlepszym uczniem swojego gimnazjum. Z przedmiotów humanistycznych 49 punktów na 50 możliwych; matematyczno-przyrodniczych 47 punktów i języka angielskiego znów 49 punktów. To było chyba trudniejsze od wygranej na bieżni?
    - W gimnazjum jakoś udało mi się połączyć sport z nauką. W liceum jest jej więcej, ale sport daje mi z kolei motywację. Dyscyplinuje.

    - Łatwiej zorganizować sobie czas?
    - W zasadzie tego wolnego czasu nie mam za dużo. Wracam z treningu i, przysiadam natychmiast do książek. Jak uda się wygospodarować chwilę, to zaraz trzeba kłaść się spać.

    - Wybiegasz w przyszłość, zastanawiasz się czym chciałbyś się zajmować?
    - Chodzę do klasy o profilu matematyczno-fizycznym. I raczej w tym kierunku zamierzam dalej się kształcić. Na pewno jednak nie informatyka.

    - A jak bieganie przestanie być twoją pasją?
    - To na razie niemożliwe. Jestem maksymalnie zakręcony na punkcie biegania. A do mety mam jeszcze daleko.

    - Czujesz już presję wyniku?
    - Jestem młodym sprinterem. Z trenerem umówiliśmy się, że traktujemy to moje bieganie na luzie. Jeżeli coś nie wyjdzie, trudno,szkoda, spróbuję następnym razem. Presja, w moim wieku, byłaby czymś niezdrowym.

    - Na najwyższym poziomie liczy się silna psychika?
    - Dlatego przed zawodami powtarzam sobie, że nic mnie nie złamie, że to mój dzień.

    - W które igrzyska olimpijskie mierzysz: już w te w Londynie, a może dopiero w Rio de Janeiro w 2016 r?
    - Wśród sprinterów nie jest łatwo w młodym wieku przebić się do seniorskiej kadry. Przede wszystkim potrzeba ciężkiego treningu fizycznego; atletycznej budowy. Ale po tym, co przeżyłem w Singapurze, chciałbym pojechać teraz na prawdziwe igrzyska. Mówią, że marzenia się spełniają.

    - Masz już indywidualnego sponsora?
    - Jeszcze nie. Otrzymuję stypendium z PZLA, od Marszałka województwa i prezydenta Bydgoszczy. Staram się nie wydawać na głupoty. Odkładam. Ważne dal mnie jest, że te pieniądze są też takim oddechem dla moich rodziców, którzy nie muszą już we mnie tak inwestować.

    - W lekkoatletycznej Golden League czeka sztabka złota.
    - (Śmiech!) Wiadomo, że każdy chciałby gdzieś tam zabłysnąć. Ale nie o to w tym chodzi. Ważne, aby mieć satysfakcję z biegania i móc sie cały czas nim cieszyć. Lekkoatletyka daje mi dużo, jeżeli chodzi o osobowość. To sport teraz kieruje moim życiem. Właśnie ze względu na sport wybrałem szkolę, w niej poznałem koleżankii kolegów; mam grono wypróbowanych przyjaciół.

    Mamine obiadki

    - Od września tego roku jesteś poza domem. Jak znosisz tą rozłąkę z rodziną?
    - Żartobliwie: trening czyni mistrza. Kiedy zacząłem trenować i dojeżdżałem z Barcina, w domu byłem gościem. Ot, wieczorem chwilę pobyłem z rodzicami. Potem zamieszkałem w internacie, zaczęły się obozy, wyjazdy na zawody i teraz częściej liczę dni w miesiącu, kiedy odwiedzałem dom rodzinny.

    - Brakuje ci niedzielnych obiadów?
    - Wiadomo, mamine są najlepsze, dlatego staram się ich nie opuszczać. Mama przygotowuje zawsze coś specjalnego.

    - Okres świąt jest dla ciebie zagrożeniem, że gdzieś tam nieco sadełka się odłoży?
    - Przesadzać, wiadomo, nie można. Odżywianie to także część treningu. Ale polskie święta są wyjątkowe, a biesiadowanie jest ich nieodłącznym elementem.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo