Usuwanie skutków trąby powietrznej zajmie kilka lat

Andrzej Bartniak
Leśnicy obawiają się szkodników i chorób, które z pewnością zaatakują osłabione drzewa
Leśnicy obawiają się szkodników i chorób, które z pewnością zaatakują osłabione drzewa Andrzej Bartniak
Udostępnij:
Uprzątnięcie powalonych drzew w Nadleśnictwie Trzebciny, które najbardziej ucierpiało podczas pamiętnej nawałnicy, zajmie ponad rok. Do obsadzenia 450 ha potrzeba ponad 3,5 miliona sadzonek drzew.

Do tej pory przez media powielana jest informacja, że trąba powietrzna, która przeszła przez gminę Osie, zniszczyła 550 hektarów lasów. Faktycznie ta liczba jest jeszcze większa i oscyluje w pobliżu 600 hektarów. Skąd ta różnica? - Wynika ona z tego, że wszyscy bazują na danych z Lasów Państwowych - tłumaczy Marek Lejk z UG Osie. - Nie uwzględnia się lasów prywatnych, których na naszych terenach jest całkiem sporo. Tylko w Szarłacie jeden z mieszkańców stracił 8 hektarów.

Przeczytaj także:Trąba powietrzna zrywała dachy w Suchej [zdjęcia]

Lipcowy kataklizm najmocniej doświadczył Nadleśnictwo Trzebciny, gdzie wiatr stratował blisko 500 hektarów lasu. Mimo tego, że do usuwania skutków nawałnicy zabrano się niemal natychmiast, koniec prac jest bardzo odległy. - Do całkowitej wycinki nadaje się 450 hektarów - tłumaczy nadleśniczy Piotr Kasprzyk. - W przypadku pozostałych 50 hektarów zrobimy małą przycinkę i przez najbliższe dwa lata będziemy obserwować rozwój wydarzeń.

Wiadomości ze Świecia

Nie wiadomo ile z nieznacznie uszkodzonych drzew przetrwa. Pewne jest natomiast to, że rzucą się na nie szkodniki próbujące wykorzystać chwilowo osłabione sosny. Dodatkowym utrudnieniem w odzyskaniu kondycji będzie zmiana warunków klimatycznych. Do tej pory, ochranianie przez inne drzewa, zostaną wystawione bezpośrednio na działanie słońca i wiatru.

Popyt na drewno

Z szacunków nadleśnictwa wynika, że do końca tego roku powinno udać się usunąć większość grubizny, czyli pni o średnicy przekraczającej 5 cm. Około 60 proc. ze 100 tys. m sześciennych drewna zamierzają kupić papiernie. Kolejne 30 proc. przerobią tartaki. Do obróbki nadają się tylko te pnie, które nie zostały skręcone. Reszta trafi na opał. Zainteresowani tanim paliwem już szturmują nadleśnictwo, jednak póki co cena 74 zł za metr sześcienny sosny, nie jest wielką okazją. - Nie mamy interesu obniżać tej ceny, bo na razie drewno opałowe nie zalega na palcu - tłumaczy nadleśniczy z Trzebcin.
Cały przyszły rok upłynie na usuwaniu drobnicy i karpin, czyli podziemnych części drzew, z których wiele wystaje ponad powierzchnię. Chrustem zainteresowany jest przemysł energetyczny. Czy skusi się także na karpinę? - Jak najbardziej nadaje się ona do spalenia, problemem są tylko ziemia i kamienie, dlatego będziemy skłonni oddać ją za symboliczne pieniądze - zaznacza Kasprzyk.
Osadzanie terenu powinno zakończyć się w 2015 roku. Potrzeba do tego około 3,6 mln sadzonek: sosny, brzozy i dębu.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie