"Wołyń" poruszył i nas. W Żninie i Barcinie dyskutowaliśmy o filmie ze Stanisławem Srokowskim

Iwona Góralczyk
Iwona Góralczyk
Stanisław Srokowski, autor wielu książek, w tym o ludobójstwie na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej, gościł w Żninie i Barcinie. Podczas spotkań mówił o kulisach powstania najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego "Wołyń", a także znaczeniu Kresów w kształtowaniu i rozwoju kultury polskiej. Iwona Woźniak
Stanisław Srokowski, autor wielu książek, w tym o ludobójstwie na ziemiach wschodnich II Rzeczpospolitej, gościł w Żninie i Barcinie. Podczas spotkań mówił o kulisach powstania najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego "Wołyń", a także znaczeniu Kresów w kształtowaniu i rozwoju kultury polskiej.

Stanisław Srokowski, urodzony w 1936 roku na Kresach Wschodnich, był świadkiem zbrodni, które dokonały się na tych terenach. Makabryczne wspomnienia zebrał m.in. w opowiadaniach "Nienawiść". Te m.in. wspomnienia były dla Wojciecha Smarzowskiego źródłem wielu wątków podczas powstawania scenariusza do filmu "Wołyń".

- Jeżeli w kogokolwiek ten film uderza, to uderza w zbrodniarzy. Tylko i wyłącznie! Tych zbrodniarzy było pół procenta Ukrainy - około 40 tysięcy, niektórzy mówią, że 60 tysięcy, wobec 40 milionów ludzi, którzy uznają się za Ukraińców. Więc to nie jest film, który uderza w Ukrainę czy Ukraińców - mówił Srokowski do zebranych w czytelni żnińskiej książnicy. - Co do ludobójstwa. Wszyscy prokuratorzy IPN-u w Polsce, badając te wydarzenia, określili jednoznacznie, że to była zbrodnia ludobójstwa. A nie - broń Boże - wojna polsko - ukraińska, bo to byłoby przekłamanie historii.

Gość spotkania zaznaczył przy tym: - Ale i było bardzo wielu, tysiące dobrych, uczciwych, sprawiedliwych Ukraińców, którzy ratowali Polaków. Wystąpiłem z inicjatywą do polskiego rządu, aby postawić tym Ukraińcom pomniki w Polsce. Bo nie wiem, czy w ich kraju możemy się tego domagać. Bo tym szlachetnym Ukraińcom trzeba podnosić godność do najwyższej wartości. Oni ratowali człowieczeństwo!

Nie polityka, to kultura musi sobie poradzić

- Po filmie "Wołyń" my tu dziś dyskutujemy. I te dyskusje winny się odbyć w całej Polsce - mówił też Srokowski. - Musimy przeorać to w sobie, bo inaczej trudno nam będzie przeżyć kolejny etap w naszych dziejach. Musimy się rozumieć. I ten temat przegadać. To tak samo jak w rodzinie: gdy rodzina się kłóci, to się oczyszcza, jak powie sobie prawdę. To nas czeka, nas - Polaków. Bo gdyby przez 70 lat powstał nie jeden, a sto filmów, setki prac doktorskich, książek, bylibyśmy normalnym narodem. A tak to my dziś też jesteśmy chorym narodem, nierozumiejącym pewnych procesów. Dlatego trzeba rozmawiać!

- Dziś tożsamość ukraińską buduje się na krwi. To jest bardzo niedobrze. Niemcy się rozliczyli. Oni nie. Jeśli polityka sobie z tym nie radzi, to kultura musi sobie poradzić. Ich naród wcześniej czy później otrzeźwieje, ale nie wiem, czy za 5, czy za 20 lat. Ale to musi nastąpić, nie można żyć w obłudzie, że mordercy są bohaterami. U nich nie wolno mówić o tym, co się stało, że to zło. Za mówienie prawdy dziś na Ukrainie karze się więzieniem. Bo jest prawo, które zakazuje mówić, nie wolno też mówić uczonym, że to była zbrodnia; oni mają zamknięte usta skomentował Stanisław Srokowski.

W każdym narodzie są okrutni ludzie, ale i dobrzy. O tym trzeba pamiętać

- Teresa Kurczewska ze Żnina

Emocje i wspomnienia

Podczas spotkania w Żninie najwięcej emocji towarzyszyło wyznaniom osób, których rodziny były związane z Kresami.
- Moi dziadkowie pochodzą z Kresów. W naszym domu wiele się mówiło o tych sprawach, a szczególnie gdy przyjeżdżali tak zwani repatrianci. Mówili, jak przebiegały czerwone noce na wsiach, ale i przewijał się temat wspólnego sąsiedztwa. Nie mogli uwierzyć, że to zgotowali im sąsiedzi. Przecież wcześniej organizowali wspólne wesela, zabawy, Wielkanoc była podwójnie, Boże Narodzenie podwójnie. Nie było konfliktu do momentu wybuchu nacjonalizmu. Ten film nie jest wymierzony w Ukraińców, ale w nacjonalizm - podkreślała obecna w żnińskiej bibliotece Józefa Błajet.

Dodała też: - Mówi się, że tam jest brak edukacji. Ale czy my jesteśmy wyedukowani na temat Kresów? Za moich czasów w szkole się o tym nie mówiło. Trzeba to zmienić. Uświadamiać, co tam się stało. Myślę, że te 360 sposobów mordowania ludzi, napawanie się sadyzmem, to było ludobójstwo. Raz kiedyś odwiedziłam te strony. Odwiedziłam wieś moich przodków. Na cmentarzu, gdzie są ciała zamordowanych jednej nocy Polaków, w tym miejscu jest kompost. Ale mieszkający tu doskonale wiedzą, co jest pod ziemią... - zrelacjonowała Józefa Błajet.

Teresa Kurczewska, przez wiele lat właścicielka apteki "Pod Orłem" na rynku w Żninie, wspominała, gdy jako 4-letnie dziecko uciekała z rodzicami z klasztoru w Wiśniowcu na Wołyniu. - Cała rodzina wyskoczyła na śnieg z II piętra. Ja zawinięta w tobołku. Gdy zatrzymali nas banderowcy, mama na kolanach błagała o życie. Zlitowali się. Później, już w kolejnej miejscowości, jeden z młodych banderowców przyłożył mamy rękę do swojej twarzy. Płakał. Mówił, że go zmusili, że on wie, że jesteśmy Polakami, ale nas nie wyda. Że powiedziała mu o nas sąsiadka... Ocalenie życia zawdzięczamy Bogu, ale też tym dobrym Ukraińcom. W każdym narodzie są okrutni ludzie, ale i dobrzy. O tym trzeba pamiętać.

Srokowski, wyraźnie poruszony zwierzeniami pani Teresy, poprosił o przesłanie na piśmie tej historii. - Już do niego dotarła. Wraz ze zdjęciem mojej mamy sprzed lat - powiedziała nam pani Teresa.

W 2017 roku kolejne spotkania

- Nasz gość, podczas wizyty w bibliotekach, poruszył nasze sumienia i serca. Nie da się przejść obojętnie wobec tak ważnego tematu - komentuje Stefan Czarnecki, prezes ŻTK.

Stanisław Srokowski, jak zapewnili nas Jadwiga Jelinek i Stefan Czarnecki, przyjedzie na Pałuki ponownie wiosną 2017 roku.

- Bardzo zainteresował się naszym regionem. O wszystko wypytywał, otrzymał od nas sporo publikacji. Kolejna wizyta ma na celu edukowanie młodzieży. W planach jest podjęcie współpracy ze szkołami, zorganizowanie spotkań z tym pisarzem - dowiedzieliśmy się.

- Dziękuję paniom Grażynie Szafraniak i Jadwidze Jelinek za otwartość, życzliwość i współpracę.

- Stanisław Srokowski przyjechał do nas dzięki staraniom prezesa zarządu firmy Novago, pana doktora Zbigniewa Pałki - dodał Stefan Czarnecki, prezes Żnińskiego Towarzystwa Kultury, współorganizator wydarzenia w książnicach barcińskiej i żnińskiej.

Fragment spotkania ze Stanisławem Srokowskim w żnińskiej bibliotece

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie