Wrześniowa broń - dobra, ale mało

Roman Laudański
sxc
Rozmowa z Arkadiuszem Kalińskim, dyrektorem Pomorskiego Muzeum Wojskowego w Bydgoszczy

- Jaką bronią walczyli Polacy we wrześniu 1939 roku?

- Dobrą, ona wcale nie odbiegała od niemieckiej, a niektóre elementy uzbrojenia i wyposażenia mieliśmy nawet lepsze. Polski granatnik wzór 36, kaliber 46 mm, był ciekawą konstrukcją o podobnej sile rażenia co broń niemiecka czy sowiecka, natomiast ważył o połowę mniej, co świadczy o jego wartościach użytkowych na polu walki. Niestety, polski pluton piechoty miał mniej tych granatników niż pluton niemiecki. Podobnie z mauserami, to był ten sam model broni. Niczym się nie różniły. Niemcy, po przejęciu polskich mauserów, dalej ich używali. Słynny polski "VIS", który Niemcy po zajęciu fabryki w Radomiu produkowali sami do końca wojny. Polskie armatki przeciwpancerne Boforsa 37 mm. Na owe czasy doskonała broń. Ich pocisk przebijał pancerz każdego niemieckiego czołgu. Mobilne, niewielkie. Można się było z nimi łatwo ukryć i uderzyć z zasadzki. Tylko znowu kłaniają się liczny: Polacy mieli około tysiąca dwustu sztuk, a Niemcy wjechali do Polski na ponad czterech tysiącach czołgów. Dysproporcja sił mówi sama za siebie.

- Niektórzy mówią - mieliśmy zbyt wiele kawalerii.

- Być może. Pułk kawalerii nigdy nie miał takiej siły jak pułk piechoty. Kawaleria nie atakowała szarżą w galopie. Dojeżdżała do pola bitwy, zsiadała z koni i walczyła jak piechota. Taka była taktyka walki. Konie odprowadzali koniowodni, stanowili jedna trzecią liczebności pułku i o taką siłę słabsi żołnierze stawali do wali. No i mieliśmy za mało czołgów. Polskie czołgi 7 TP w ilości 150 sztuk były na tym samym poziomie co niemieckie. W niektórych parametrach je przewyższały, choć nie dorównywały niemieckim czołgom średnim, ale stanowiły przeciętną wartość bojową maszyn z tego okresu.

- W powietrzu królowali Niemcy?

- Między polskimi samolotami PZL P-11, a niemieckimi Messerschmittami 109 było 100 km/godz. różnicy prędkości. Samoloty bombowe? "Łosie" były doskonałe. Biło się o wprowadzenie ich do użytku połowa Europy. Świadczyło to o jakości polskiej broni. Tylko było jej za mało. Owszem, w przededniu wojny Polska zamówiła duże ilości broni we Francji i Anglii. Nawet zdążyły dopłynąć do Polski francuskie czołgi, ale było już za późno.

- Czy potrafilibyśmy - z większa ilością broni - przeciwstawić się niemieckiego blitzkriegowi? Umiejętności walki klinami pancernymi?

- To już jest inna kwestia. Niemcy zastosowali taktykę, pod którą załamała się Francja, później Związek Radziecki. W 1939 roku praktycznie byliśmy okrążeni ze wszystkich stron, a 17 września otrzymaliśmy uderzenie w plecy ze strony Rosji sowieckiej. Polski żołnierz dysponował dobrą bronią, która nie ustępowała jakością broni przeciwnikom, tylko było jej zbyt mało.

- Czym szczególnie możecie się pochwalić?

- Na naszej wystawie prezentujemy cały przekrój uzbrojenia. Nie mamy czołgu czy tankietki, bo w naszym muzeum mamy tylko elementy polskich wozów pancernych z tego okresu. Natomiast jest przeciwpancerny Bofors, granatnik wzór 36, ciężki karabin maszynowy browning, ręczny karabin maszynowy, cała gama mauserów. Plus ogromna ilość mniejszych lub większych elementów wyposażenia żołnierza polskiego we wrześniu 1939. Można to zobaczyć nie tylko w gablotach, ale i ciekawie zaaranżowanych wnętrzach muzeum.

- Macie eksponaty "z duszą", mające ciekawą historię?

- Dla znawców interesujący będzie oryginalny płaszcz generała Boruty-Spiechowicza. Jest armatka przeciwpancerna Boforsa. Znawcy twierdzą, że jest to najlepiej zachowany egzemplarz w Polsce, a jeśli w Polsce, to i w Europie i na świecie. Są mundury garnizonowe po konkretnych żołnierzach służących m.in. w bydgoskim garnizonie.

- Są jeszcze egzemplarze, które chciałbym pan, żeby trafiły do bydgoskiego muzeum?

- Szukamy granatnika, ten prezentowany na wystawie, został wypożyczony. Szukamy kompletnego karabinu przeciwpancernego KB.UR. Jesteśmy na tropie, niestety, dużo kosztuje. Są też wrześniowe mundury polowe, bardzo rzadkie.

- Jest szansa na tankietkę, która stanęłaby przed muzeum?

- Kompletna byłaby białym słoniem. W muzeum rodzi się pomysł wybudowania repliki tankietki TK-3, która była na wyposażeniu 8. Batalionu Pancernego. Zapraszam zainteresowanych do współpracy przy tym projekcie.

- A samolot?

- Nie mielibyśmy, na razie, gdzie go wstawić. Może, kiedy powstanie filia muzeum na terenie NGL? Jeśli udałoby się przebudować budynek przy ul. Czerkaskiej, to pojawiłoby się tu tyle miejsca, żeby w przyszłości zbudować dużą makietę samolotu. W Muzeum Postania Warszawskiego pod sufitem jest Liberator. U nas świetnie prezentowałaby się replika P-11, na takim samolocie latał nad Pomorzem por. pilot Skalski czy "Karaś", bo one również operowały nad Pomorzem we wrześniu 1939 roku.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
GOŚC
Czemu w Bydgoszczy jest Pomorskie Muzeum Okręgowe jeżeli Bydgoszcz położona jest na Kujawach. Zasanawia mnie te odwracanie się Bydgoszczy od Kujaw.
Dodaj ogłoszenie