Współcześni piraci mórz i oceanów

Karol Przybylak Autor jest studentem V roku stosunków międzynarodowych UMK w Toruniu
Fot. sxc
Zmieniło się wiele. Jedno pozostało - współcześni korsarze nadal wzbudzają strach tych, którzy pływają po morzach i oceanach.

Za to wyposażenie współczesnego pirata znacznie różni się od tego, którym dysponował najsłynniejszy korsarz sprzed wieków - Francis Drake: nowoczesne motorówki zamiast drewnianych łajb, nadajniki GPS w miejsce busoli i broń maszynowa zamiast maczet...

Strach pływać
Według danych przytaczanych przez "Newsweek", w latach 2000-2006 na całym świecie zanotowano 2,4 tys. aktów piractwa morskiego. Z kolei z informacji Międzynarodowego Biura Morskiego (IMB) wynika, iż między styczniem a marcem 2008 roku liczba tego typu przestępstw była o 20 proc. większa niż w taki samym okresie rok wcześniej.

Co gorsza, eksperci twierdzą, że przytaczane liczby są zaniżane, gdyż część armatorów nie zgłasza ataków, aby uniknąć obciążenia wyższymi stawkami ubezpieczeniowymi.

Tymczasem flota handlowa przewozi aż 95 procent towarów, które trzeba dostarczyć na inny kontynent. W ładowniach wielu statków znajdują się produkty o wartości milionów dolarów. O ile na lądzie byłyby pilnie strzeżone, na wodzie nie da się zastosować odpowiednich środków ostrożności. Piraci natomiast działają szybko i skutecznie - są w stanie przejąć kontrolę nad statkiem, zanim nadejdzie pomoc.

Napad w 20 minut
Za rejon szczególnie niebezpieczny uważana jest najdłuższa na świecie (937 km) cieśnina Malakka, znajdującą się między Półwyspem Malajskim a Sumatrą.
Kapitan Krzysztof Baranowski (jako pierwszy Polak dwukrotnie samotnie opłynął kulę ziemską) tak opisał sposób działania tamtejszych piratów: "Celem ataku są najczęściej kontenerowce. Szybkie motorówki podpływają z obu burt statku, napastnicy wdzierają się na pokład, terroryzują załogę i w czasie gdy statek nie zmieniając prędkości płynie swoim kursem, włamują się do kontenera, dziwnym trafem z najcenniejszym ładunkiem, biorą co się da i w ciągu dwudziestu minut już ich nie ma. Nawet wezwanie pomocy, gdyby się udało zmylić czujność atakujących, nie jest w stanie sprowadzić odsieczy w ciągu kwadransa. A piraci z tamtych okolic dysponują znakomitym sprzętem, nowoczesnymi środkami łączności i szybkimi motorówkami".

Groźny Róg Afryki
Od 1992 roku w Kuala Lumpur (Malezja) działa Centrum Badania Piractwa. Jego zadaniem jest zbieranie danych dotyczących tego rodzaju przestępstw, informowanie o sposobach działań piratów oraz koordynacja międzyrządowej współpracy w walce z korsarzami. W wyniku prac Centrum powstaje także "mapa międzynarodowego piractwa". Oprócz wspomnianej cieśniny Malakka, ważne miejsce zajmują na niej: Zatoka Gwinejska, Karaiby, Morze Arabskie, Morze Wschodniochińskie oraz tzw. "Róg Afryki".

Skradziona pomoc
Właśnie o tym ostatnim rejonie stało się głośno w ostatnich miesiącach, gdy świat obiegły informacje o atakach piratów u wybrzeży Somalii. W ubiegły weekend uprowadzono został saudyjski supertankowiec "Sirius Star" z dwoma Polakami na pokładzie.

Wielu piratów to byli rybacy. Wskutek tsunami, które w 2004 roku nawiedziło także okolice Somalii nawet 70 proc. rybaków straciło pracę. Piractwo stało się ich sposobem na ucieczkę przed nędzą i głodem.

Paradoksem jest fakt, że gdyby nie tsunami, piraci nie mieliby na kim dokonywać przestępstw. Przez długi czas w rejonie "Rogu Afryki" napadano przede wszystkim na statki transportujące pomoc humanitarną dla ofiar żywiołu. Najbardziej spektakularny atak miał miejsce w 2005 roku, gdy przestępcy opanowali statek Semlow transportujący ponad 900 ton ryżu dla ofiar tsunami. Początkowo piraci domagali się 500 tys. dolarów za wypuszczenie załogi. Ostatecznie uwolnili marynarzy, ale zatrzymali dla siebie cały ładunek ryżu. Nie zawahali się także użyć przejętego statku do ataku na inną jednostkę.

Somalijska tragedia
Ułatwieniem dla działających w rejonie "rogu Afryki" piratów jest katastrofalna sytuacja polityczna Somalii (wielu ekspertów twierdzi, że nie powinna być ona traktowana jako państwo). Kraj ten nie jest w stanie kontrolować tego, co dzieje się na lądzie, nie wspominając już o morzu terytorialnym.

Reagując na sytuację w Somalii, 2 czerwca 2008 r. Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję, która umożliwiła okrętom państw współdziałających z somalijskim Federalnym Rządem Tymczasowym (m.in. USA i Francji) swobodne wpływanie na wody terytorialne Somalii w celu zapobiegania i zwalczania aktów piractwa z użyciem wszelkich koniecznych środków (także zbrojnych).

Prawo to dotyczy wyłącznie wód terytorialnych i nie obejmuje zgody na ściganie przestępców uciekających na ląd. Eksperci twierdzą jednak, że bez sprawnie funkcjonującego państwa somalijskiego zwalczanie piractwa w tym regionie jest niemożliwe. Tezę tę zdają się potwierdzać fakty. Mimo uchwalenia rezolucji skala pirackich ataków nie zmieniła się, a część armatorów zamiast współdziałać w zwalczaniu piratów, woli po prostu płacić haracze, zachęcając tym samym przestępców do kontynuowania działalności.

Chilijski przykład
Tego, że sprawnie funkcjonujący aparat państwa przybrzeżnego jest w stanie przeciwstawić się pladze morskiego piractwa, dowodzi przykład Chile. Po kilkunastu atakach, które miały miejsce w tamtym rejonie w 2003 r., za przestępcami ruszył pościg złożony z okrętów wojennych i jednostek straży granicznej. Piraci zostali schwytani wraz ze skradzionym mieniem. Sąd wojenny po kilku godzinach skazał przestępców na śmierć. To kontrowersyjny sposób walki z korsarzami. Tyle, że skuteczne ściganie i karanie piratów w zgodzie z normami prawa międzynarodowego jest niezwykle trudne.

Żadne azjatyckie państwo nie chce zgodzić się na to, aby na jego morze terytorialne wpływały ścigające piratów okręty innych państw. Tego typu propozycję składał amerykański sekretarz obrony Donald Rumsfeld Tajlandii i Indonezji. Spotkał się jednak z odmową. Odrzucenie takiej oferty w chwili gdy nie istnieje też żadna "międzynarodowa policja morska", która mogłaby ścigać piratów zarówno na morzu otwartym, jak i na morzach terytorialnych zamyka drogę do skutecznej walki z przestępczością morską.

Mekka terrorystów
W tej sytuacji niektóre państwa przybrzeżne nie są w stanie kontrolować swojego morza terytorialnego, stają się "przechowalnią" zbójeckich jednostek. Jak przekonać je do tego by, w imię walki z piractwem, zrzekły się części praw, przysługujących im jako suwerennym podmiotom, i jak pilnować, by później mocarstwa nie wykorzystywały tego na swoją korzyść? Znalezienie odpowiedzi na te pytania może okazać się kluczem do skutecznej walki z piractwem. W chwili, gdy wielu ekspertów zwraca uwagę na powiązania tego rodzaju przestępczości z międzynarodowym terroryzmem, staje się to problemem jeszcze bardziej poważnym.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie