Z miast uciekamy na wieś, by spełnić swoje marzenie o niezależności. Czy jako seniorzy wrócimy do miasta?

Agata Kozicka
Prognoza na lata 2014-2030.
Prognoza na lata 2014-2030. Monika Wieczorkowska
Liczba mieszkańców miast będzie malała. Prognozy Głównego Urzędu Statystycznego są nieubłagane dla naszego regionu.

W 2030 roku w Bydgoszczy będzie mieszkało 289 tys. ludzi, w Toruniu - 171,3 tys., we Włocławku - 99,1 tys., w Grudziądzu - 82,2 tys., w Inowrocławiu - 67,7 tys. Wyludnią się też mniejsze miasta, proporcjonalnie najbardziej w regionie - te w powiecie żnińskim.

I choć część z tych, którzy wyjadą z miast w naszym województwie, wybierze emigrację, a część - inne miasta w Polsce, to spora liczba miastowych zasili wsie i gminy wokół miast.

Do 2030 roku wzrośnie bowiem liczba mieszkańców w powiatach bydgoskim, toruńskim i włocławskim. Tylko w grudziądzkim nieznacznie zmaleje. Spadnie też w powiecie inowrocławskim, jednak musimy pamiętać, że głównie za sprawą spadku liczby mieszkańców samego Inowrocławia, miasta, które jest w granicach powiatu inowrocławskiego. (Pozostałe wymienione miasta są same na prawach powiatu). - W Niemczu mam taniej, utrzymanie domu jest łatwiejsze niż w mieście - usłyszałam od jednego z kolegów. - Nie zdecydowałbym się wybudować w Bydgoszczy. Po co?

Właśnie, po co wyprowadzamy się za miasto? Jak pisze w swojej książce "Suburbanizacja po polsku" Katarzyna Kajdanek, to zjawisko wywodzi się z "głodu mieszkaniowego odziedziczonego po okresie socjalizmu i powiększającego się po 1989 roku". Bo niestety... "Deficyt mieszkań po kilkunastu latach transformacji, mimo ich (pozornie) coraz większej dostępności, szacuje się na większy niż w 1989 roku." - pisze autorka.

Dr Piotr Stankiewicz, socjolog - adiunkt w instytucie socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika - wyjaśnia zjawisko wprost: - Wyprowadzamy się na wieś, bo domek z ogródkiem jest symbolem dobrobytu. To wręcz mit własnego domu, bez czynszu, za który sami odpowiadamy. Spełnienie marzeń.

Przez lata bowiem mieszkaliśmy w domach z wielkiej płyty, gdzie przez ścianę było słychać sąsiedzkie kłótnie, a kiedy myśmy organizowali imieniny, to przyjeżdżała policja, bo było za głośno. Teraz nie chcemy tych problemów.

- Wyprowadzenie się na wieś z jednej strony oznacza, że jesteśmy na swoim, a z drugiej okazuje się, że jakość życia jest tam niższa, rzeczywistość nie przystaje czasem do naszych marzeń - dodaje Stankiewicz.

- Innym efektem ubocznym rozlewania się miast na przedmieścia jest to, że pozbywamy się więzi społecznych. Wspólnoty zanikają. Miastowi nie integrują się z lokalnymi środowiskami na wsi, bo uciekli "na swoje". Wyprowadzili się do miejscowości-sypialni, gdzie wracają wieczorem po pracy i zajmują się tylko swoim domem i ogródkiem. Nie ma integracji.

- Bo ciążą do miasta ze względu na pracę, na wykorzystanie instytucji kultury - podkreśla dr Agnieszka Jeran z instytutu nauk Wyższej Szkoły Gospodarki. - Chcą zachować miejski styl życia. Wyprowadzili się za spokojem i ciszą, ale do wsi nie pasują ani mentalnie, ani kulturalnie. Potem dochodzi do takich sytuacji, że chcą mieszkać w zieleni, ale narzekają, kiedy wokół czuć nieprzyjemne wiejskie zapachy. Protestują, kiedy mają nieodśnieżoną drogę do domu. Ich celem nie jest integrowanie się z wiejskim środowiskiem, ale korzystanie ze wsi przy jednoczesnym zachowaniu wszelkich miejskich wygód.

To niekoniecznie dotyczy gmin bezpośrednio przylepionych do miasta. - W Osielsku ludzie się spotykają, wychodzą razem - opowiada mieszkanka podbydgoskiej wsi. - Choć nie jesteśmy typową wsią. Nie bywam na spotkaniach koła gospodyń wiejskich, bo takowego u nas nie ma. A w remizie nie ma zabaw. Za to w weekendy się integrujemy.

I tak to może działać, dopóki pracujemy w mieście, mamy kontakt z ludźmi. Ale czy, kiedy dom opustoszeje z dzieci, przyjdzie emerytura, to ci, którzy uciekli na wieś, nie zechcą wracać do miasta, gdzie jest z kim pogadać, blisko przychodnia, sklep. - Być może tak się stanie. Oby ci, którzy zainwestowali w dom na wsi, mieli już pospłacane kredyty, np. te zaciągnięte na 30 lat. Poza tym, wrócą do miasta, jeśli będzie ono dla nich przygotowane.

Zdaniem dr Agnieszki Jeran, socjolog... nie jest przesądzone, że starsi wrócą do miasta. - To zależy od tego, jaką infrastrukturę zapewni im wieś. Może się okazać, że na starość przeprowadzka z powrotem do miasta będzie trudna. Miasto, jeśli nie chce się wyludniać, powinno teraz zadbać o mieszkańców, żeby się nie wyprowadzali. Nie powinno wypuszczać mieszkańców na wieś. Zorganizować im takie, warunki, które ich zatrzymają w mieście.

Nie ma co czekać. - Lepiej, aby gminy miejskie już teraz myślały strategicznie o przyszłości, o tym, że za kilkadziesiąt lat będzie więcej starszych osób w mieście - uważa Piotr Stankiewicz. - Myślenie, żeby sprzedać deweloperowi każdy skrawek terenu pod budowę, jest krótkoterminowe. Starsi nie wrócą do miasta, w którym nie będzie przyjaznych dla nich przestrzeni, infrastruktury w postaci przychodni zdrowia, sklepów. Co z tego, że teraz powstaną tanie mieszkania na obrzeżach, w których za jakiś czas nie będzie komu mieszkać. Szkoły, drogi, transport, parki…

O przyszłości poważnie myśli Gdańsk. - Miasto rozpoczęło interakcję z mieszkańcami, warsztaty będące początkiem dyskusji na temat strategii rozwoju miasta. Zapytano mieszkańców, czego oczekują. Mieli sobie wyobrazić miasto za kilkadziesiąt lat. To dobry początek, by planować przyszłość - uważa dr Stankiewicz.

Przeczytaj także: Pani Stefania zmarła na wygnaniu. Przeżyła prawie 93 lata. Na wieś nie zdążyła już wrócić

I nasze miasta robią takie rzeczy, proszą społeczność, by brała udział w tworzeniu np. kultury w mieście (Bydgoszcz), by działała na rzecz zrównoważonego rozwoju (Toruń), ale… - Ale to za mało. To są lokalne działania, ograniczone do postawienia ławek w parku, jakiejś imprezy, a miasto trzeba planować w dalszej perspektywie czasowej i na szerszą skalę. W grę wchodzi przyszłość miasta.
Jeśli miasto nie zadba o mieszkańców, to się wyludni. Może zamiast szukać wymówek, dlaczego nie asfaltuje się gruntówek, lepiej znaleźć sposób, żeby to w końcu załatwić.

- Wprowadziłam się niedawno do domu na bydgoskim Miedzyniu. Odziedziczyłam go po rodzicach. Od czasu, gdy powstał, minęło 40 lat, a mieszkańcy nadal czekają na utwardzenie ulicy - opowiada bydgoszczanka. - Gdybym zdecydowała się na nowy dom w Osielsku albo w Białych Błotach, to pewno nie czekałabym na drogę dłużej niż kilka lat.

Wsie wokół miast rzeczywiście dbają o budowę nowych ulic. Głównie korzystając z unijnych dotacji. - Ale to się może szybko skończyć. Tym gminom przyjdzie spłacać ogromne kredyty zaciągnięte na wkład własny do inwestycji, a już teraz są zadłużone - zaznacza Jeran.
Czy jednak to tylko starsi wrócą do miasta?- Nie ulega wątpliwości, że społeczeństwo się starzeje, ale miasto może być też dla młodych. Kto wie, czy za jakiś czas młodzi ludzie, których rodzice wyprowadzili się na wieś, nie będą chcieli wrócić. Może na zasadzie "mam już dość wsi, dość dojeżdżania do miasta" zdecydują się osiedlić w mieście. I dla nich miasto powinno być przyjazne, dostosowane do ich potrzeb, sposobu życia i spędzania czasu.

I kto wie, może, gdy wrócą, to zamieszkają nawet w blokowiskach. Na Zachodzie to, wprawdzie często miejsca dla najbiedniejszych. Ale niekoniecznie tak się musi stać u nas. - W Polsce na tych właśnie osiedlach na wolnych przestrzeniach powstają nowe budynki. Wielorodzinne, ale mniejsze, bardziej ekskluzywne - zauważa Agnieszka Jeran. - Bywa że tworzą enklawy lepszych warunków z ładnymi placami zabaw i są ogrodzone, a jednak wpływają na otoczenie. To szansa dla blokowisk, by pozostały bezpieczne. Ale ważne jest, jak miasto wpłynie na integrowanie ludzi.

I co zrobi z blokowiskami. Nic dobrego z nich nie będzie... - Jeśli gmina zacznie w blokowiskach kwaterować najbardziej potrzebujących albo przemieni je w domy socjalne - uważa socjolog UMK. Na razie nie skazywałby blokowisk na marny los niebezpiecznej dzielnicy.- Znam wiele osób, które z wyboru mieszkają na takich osiedlach. Były projektowane z myślą o mieszkaniu tam, a nie tylko spaniu, w przeciwieństwie do dzisiejszych nowych osiedli deweloperskich pod miastem. Okazuje się, że infrastruktura, szkoły, przychodnie, place zabaw na Rubinkowie mogą zachęcać, żeby tam pozostać.

Agnieszka Jeran: - Trudno powiedzieć dokładnie. To zależy od samego miasta, jak jest zlokalizowane, jaką ma strukturę. Nie sądzę, żeby miały się wyludniać centra, które są w środku miast. Nadal będą żyły, ale mniej, jako miejsce zamieszkania, może jedynie dla tymczasowych mieszkańców, studentów, a bardziej jako miejsce rozrywki, handlu, bankowości.

Statystyki mówią, że miasta coraz szybciej będą się wyludniały? Jak zatrzymać ten trend?- Dane statystyczne odzwierciedlają - pamiętajmy - tylko przeszłość. Nie biorą często pod uwagę zmian społecznych. Kiedy ludzie już zapełnią okolice miast, z których do centrum jest do 30-40 km, to co wtedy? Czy ludzie nadal będą chcieli się wyprowadzać, by mieszkać 80-100 kilometrów od miasta?

Czytaj e-wydanie »

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
piernik krzyzacki

170 tys to nic strasznego ,nadal bedziemy miastem wiekszym od włoszczowej i wąchocka,,,,,alllleeee ojca dyktatora tonam nikt nie zabierze

Dodaj ogłoszenie