Żeby zrozumieć teksty Staszewskiego nie wystarczy się zakochać

Rozmawiała Agata Kozicka
Pojawiła się nowa płyta Jacka Bończyka "Mój Staszewski". To kolejna interpretacja utworów Stanisława Staszewskiego, taty Kazika. Kto chciałby posłuchać nowego, spokojniejszego wykonania "Celiny" - jest okazja. My o płycie rozmawiamy z aktorem, reżyserem i muzykiem Jackiem Bończykiem.

- "Mój Staszewski"? Dlaczego Pana?

- Już pół roku temu wyreżyserowałem spektakl w teatrze "Syrena" z piosenkami Stanisława Staszewskiego. W wykonaniu innych aktorów. Po spektaklu pytano mnie, dlaczego sam nie zaśpiewam. Przyznaję, że od paru już lat zbierałem się, by to zrobić. Chwilę mi to zajęło, ale płyta już jest. I są to moje wersje piosenek Stanisława Staszewskiego.

- Pana wersje w odróżnieniu od wersji Kazika Staszewskiego, syna Stanisława, który nagrał z Kultem swoje wykonania utworów taty na płytach "Tata Kazika" i "Tata 2" w 1993 i 96 roku.

- Kazik nagrał piosenki swojego taty w wersji rockowej. Ale zaakceptował moje interpretacje, spodobały mu się i ucieszył się, że ktoś wraca do tych utworów.

- Pan je znał z wersji oryginalnej, czy Kultowej?

- Z oryginalnej. Miałem nagrania już dużo wcześniej. Nagrania, których Stanisław Staszewski dokonał krótko przed śmiercią w Paryżu. Ta postać od dawna mnie fascynowała. Nie tylko twórczość ale i niezwykły życiorys.

- I pana nagrania są inne niż Kazika. Jakiego odbiorcy Pan się spodziewa?

- Nie zastanawiam się nad tzw. targetem, czyli grupą docelową moich utworów. Myślę, że są osoby, które takiej muzyki słuchają. Ja słucham. Myślę, że to jest ciekawa alternatywa dla “papki", której obecnie mnóstwo jest w mediach, dla zapędzonego życia. To jest płyta dla osób, ktore chcą się zatrzymać i pomyśleć nad tekstem. Nagrałem ją, bo chciałem dać utworom Staszewskiego jeszcze jedno życie. Choćby dlatego, że mają mądre, wrażliwe słowa.

- O rzeczywistości czasów, kiedy te kawałki powstawały - lat 60. - pisze Pan, że była szaro-bura.

- Bo tak mi się kojarzy moje dzieciństwo. Urodziłem się w Wałbrzychu i wszystko było w czerni i bieli. Telewizja była czarno-biała.

- A utwory Staszewskiego?

- Były smutne, ale były i takie do tańca, do grania w klubach. Nawet Kazik nie był do tych utworów od początku przekonany. Ale w pewym momencie życia dojrzał do nich.

- Czy po pół wieku od ich powstania mogą być dziś inaczej zrozumiane?

- Na pewno ja je po latach inaczej interpretuję. Mój odbiór jest inny. Ale to są takie właśnie utwory, które lepiej rozumiemy nie dlatego, że świat się zmienił, ale dlatego, że nasze życie się zmieniło. Po tym, jak kilka razy się zakochamy, stracimy złudzenia i potem znowu zaczynamy marzyć, to wtedy wiemy, o co w tych utworach chodzi.

- Są jakieś ulubione przez pana utwory Staszewskiego?

- Niektóre budzą więcej emocji. Choćby ostatni przez niego nagrany - "A gdy będę umierał". Wzrusza mnie niezmiennie - "W czarnej urnie" i takie szaleństwo i jednocześnie skowyt w tym kawałku. Ważny jest też dla mnie utwór: "Nie dorosłem do swych lat"

- Zespół trudno było skompletować?

- Przyszło mi nagrać tę płytę z mistrzami świata. To trzech młodych facetów, a każdy na swój sposób jest dojrzały. Konrad Kubicki - kontrabasista, który gra z niesamowitym zaangażowaniem. Fabian Włodarek - akordeonista. Okazał się też mistrzem fortepianu i na koncertach ma fantastyczne solówki. Ogień. Paweł Stankiewicz to młody gitarzysta, który właśnie rozwija skrzydła. Każdemu życzę, żeby mógł pracować z tak świetnymi muzykami.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie