Akcja antyterrorystów na Miedzyniu. Zamiast dilera znaleźli...

    Akcja antyterrorystów na Miedzyniu. Zamiast dilera znaleźli przerażoną rodzinę

    mc

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Waldemar Anatowicz pokazuje drzwi z dziurami po kulach. W tle jego córka Klaudia z mamą

    Waldemar Anatowicz pokazuje drzwi z dziurami po kulach. W tle jego córka Klaudia z mamą ©Paweł Skraba

    Antyterroryści przyszli po narkotykowego dilera. Przestrzelili drzwi na wylot, kula wyłupała dziurę w ścianie, inna zbiła klosz. A w środku zastali małą dziewczynkę i mamę.
    Waldemar Anatowicz pokazuje drzwi z dziurami po kulach. W tle jego córka Klaudia z mamą

    Waldemar Anatowicz pokazuje drzwi z dziurami po kulach. W tle jego córka Klaudia z mamą ©Paweł Skraba


    - To był jakiś koszmar - mówi Waldemar Anatowicz. Od kilku dni razem z żoną i 13-miesięczną córeczką Klaudią wynajmują mieszkanie w domu przy ulicy Osada 30. - Wparowało tu chyba z pięćdziesięciu policjantów. Kominiarki, kamizelki kuloodporne; uzbrojeni po zęby... Wzięli nas za bandziorów.



    Akcja miała miejsce w piątek, krótko po godzinie 17. Jak twierdzi Anatowicz policjanci strzelali do otwartych drzwi.
    - Cudem uniknąłem kuli w głowie - wspomina mężczyzna. - Nawet nie sprawdzili, czy drzwi wejściowe są zamknięte. Przestrzelili zamek. Padłem na podłogę - Ana-towicz wskazuje na posadzkę. - I wczołgałem się do pokoju.

    Antyterroryści stracili pracę przez Paris Hilton

    Mężczyzna zaznacza, że w pierwszej chwili nie wiedział, co się dzieje. - Akurat stroiłem radio w pokoju, była ze mną żona i córka. Na początku myśleliśmy, że ktoś kopie w drzwi. Wszedłem do przedpokoju i już wiedziałem, że to strzały.

    - Przecież to małe dziecko - Karolina Gellert ściska w ramionach córeczkę Klaudię. - A jakby ona pobiegła w tym czasie do korytarza? Przecież mogła zginąć...



    - I co? Nic nie znaleźli - mówi Dariusz Schuschke, właściciel domu. Mieszka na piętrze. - Przetrzepali całe mieszkanie. Sprawdzili samochody. Na sam koniec wmawiali, że znaleźli woreczek z suszem roślinnym - mężczyzna odwraca głowę w kierunku srebrnego mercedesa przed domem. - Nie wiem, jak to się tam znalazło. Tego dnia auto było odkurzane.

    Według świadków akcja policyjna trwała około sześć godzin. - Przez większość tego czasu byłem skuty - zaznacza Schuschke.

    Schuschke miał już styczność z prawem. W 2009 roku siedział sześć miesięcy w areszcie za to, że znaleziono u niego w domu między innymi broń z XVIII wieku. - Stary pisolet - tłumaczy właściciel posesji. - Gdyby był 20 lat starszy, to nie byłoby mowy o areszcie. A i tak zostałem później oczyszczony z zarzutów.

    Policjanci zapowiadają, że okoliczności interwencji będą wyjaśnione.

    Więcej w czwartkowym, papierowym wydaniu "Gazety Pomorskiej."

    Wiadomości z Bydgoszczy


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (59)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (59) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Wiadomości z Bydgoszczy