Beata Mikołajczyk-Rosolska: - Czuję się spełniona! [rozmowa]

KF
Udostępnij:
Rozmowa z Beatą Mikołajczyk -Rosolską, trzykrotną medalistką igrzysk olimpijskich, której wspaniałym benefisem podziękował za prawie 25 lat bogatej w sukcesy kariery, jej klub - UKS Kopernik.

Benefis, był dużym dla pani zaskoczeniem, niespodzianką?
Ogromnym. Niewielu zawodniczkom, czy zawodnikom z naszej dyscypliny w ten sposób dziękowano za wiele lat spędzonych w kajaku. Zostałem zaproszona, jak wszyscy goście na uroczystość, nie znając scenariusza wydarzeń. Jak się okazało, sentymentalna podróż w formie treningu przygotowana przez prezes klubu Henrykę Teliżyn i trenera Wiesława Rakowskiego przyniosły mi ogrom wzruszeń, uśmiechu, a przede wszystkim wspomnień za co im gorąco dziękuję.

A było co wspominać, lista była długa, począwszy od żłobka, szkoły podstawowej… ponoć miała pani zostać szachistką?
Wychowywałam się na Szwederowie, gdzie niedaleko domu działał MDK 2, a w nim sekcja szachowa. To był mój wybór na spędzanie wolnego czasu. Jako, że byłam bardzo ruchliwym dzieckiem szybko okazało się, że to nie moja dyscyplina. W tej sytuacji gdy w szkole pojawił się trener (ten sam, który prowadził benefis) zapraszający na zajęcia z kajakarstwa, pod namową koleżanki, wybrałam się na przystań Łączności. Spodobało mi się i tak zaczęła się przygoda z kajakiem.

Rodzice zaakceptowali zmianę szkoły na sportową, a później wyprowadzkę do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Wałczu?
Pierwszą – tak, choć powiedzieli, że odwrotu nie będzie. Co do Wałcza, to cały rok „pracowałam” nad rodzicami by zaakceptowali mój wybór. Nie byli przekonani, że dam radę.

Szybko udowodniła pani, że się mylili...
To nie tak. Wiem, że rodzice chcą dla dziecka jak najlepiej, pragną ochronić je przed czyhającymi niebezpieczeństwami. Starałam się realizować ich radę: Jeżeli coś robisz to rób to porządnie, na 120 procent, a wówczas, nie będziesz miała pretensji do siebie, jeżeli coś się nie powiedzie. Nie chciałam ich zawieść, a dyskretny nadzór sprawował trener i wychowawca Zbigniew Kowalczuk.

I przebojem, po medalach zdobytych w mistrzostwach Europy i świata juniorów, wdarła się do kadry seniorskiej i to jeszcze jako juniorka. Na igrzyska w 2004 roku do Aten pani jednak nie pojechała. A powinna?
Oczywiście, lecz taka była decyzja nieżyjącego już trenera Piotra Głażewskiego. Argument „ Młoda ma jeszcze czas” mnie nie przekonał.

Kolejny szkoleniowiec kadry Michał Brzuchalski, już takich dylematów nie miał. Przekonał się do pani, gdy zobaczył … pokój na zgrupowaniu.
Tak, jestem pedantką, wyniosłam to z domu. To chyba jedyna wada (śmiech). Może jeszcze upór. Lubię bronić swojego zdania.

W Pekinie wraz z Anetą Pastuszką zdobyła pani w dwójce swój pierwszy medal olimpijski – srebrny. Cztery lata później w Londynie miała być powtórka, lecz w ostatniej chwili nastąpiła zmiana partnerki, o co Aneta ma do pani żal. Słuszny?
W Pekinie, to najpierw były łzy rozpaczy i złość, po 4 miejscu w czwórce. I znowu niezawodna okazała się rodzina. Jej wsparcie pomogło mi się pozbierać i smutek zamienić na wielką radość. Co do Londynu, to o składzie osady ostatecznie decydował trener Tomasz Kryk, oczywiście rozmawiał ze mną obserwował i sprawdzał różne układy osad. Czekaliśmy bardzo długo na Anetę, która ze względu na kłopoty zdrowotne, utraciła zgodę lekarza sportowego na udział w treningach. Nikt nie chciał brać odpowiedzialności za zdrowie i przede wszystkim życie Anety - ani trener ani ja. Musieliśmy mieć plan B. Ja musiałam przecież trenować, grupa musiała się budować na nowo, w końcu do igrzysk pozostało niewiele. Na około 40 dni do IO zapadła decyzja i trener stworzył nową osadę K-2 z Karoliną Nają, która zamieniła mnie na szlaku i jak się okazało ten układ sprawdził się nie tylko w Londynie, ale i w Rio de Janeiro. Kolejne dwa brązowe medale olimpijskie są tego potwierdzeniem. Aneta ma żal, wiem bo czytam gazety. Dorośli ludzie rozmawiają jednak inaczej. To jednak nie temat na artykuł o benefisie.

Trener Kryk, stworzył kobiecy kajakowy dream team. Początki były jednak trudne.
Musieliśmy się „dotrzeć”, przekonać do jego metod szkoleniowych. Przekonał do nich też Macieja Juhnke, trenera kadry młodzieżowej, więc mistrzynie nie mogą spać spokojnie. W Tokio partnerką Karoliny w srebrnej dwójce była Ania Puławska, zaś w czwórce płynęły jeszcze Helena Wiśniewska oraz Justyna Iskrzycka.

Na Tokio miała i pani ochotę. Nawet podjęła próbę rywalizacji o miejsce w reprezentacyjnej osadzie...
Po igrzyskach w Rio zdecydowałam, że muszę skupić się na rodzinie. Czas uciekał, a ja chciałam być mamą. Okazało się, że najpierw muszę podreperować swój organizm. Trochę to trwało, stąd też kontynuowałam wiosłowanie, lecz zakończyło się szczęśliwie. Szymek ma już 2 lata, a w przyszłym roku będzie miał braciszka lub siostrzyczkę. I tak, na Tokio miałam ochotę, po porodzie wróciłam do wielkiego sportu i do formy sprzed ciąży. Gdyby nie przełożono igrzysk wiem, że bym na nie pojechała. Podjęłam decyzję, że rok więcej to nic w porównaniu z 25 laty treningu. Niestety wtedy okazało się, że zdrowotnie, jako u kobiety jest jeszcze gorzej, więc rodzina wygrała po raz drugi. Sport to przepiękna przygoda ale rodzina jest dla mnie ważniejsza aniżeli chęć zdobywania kolejnych medali.

Można zatem uznać, że Beata Rosolska jest kobietą spełnioną?
Sportowo – tak, życiowo, jak dotąd, również. Mam wspaniałego męża Rafała, także sportowca, doskonale spisującego się również w roli taty, rodziców: mamę Henrykę i tatę Sławomira oraz siostrę Anitę i szwagra Radka, liczne grono przyjaciół i znajomych, na których zawsze mogę liczyć. Sport nauczył mnie obowiązkowości, systematyczności, wytrwałości w dążeniu do celu, co bardzo pomaga mi w codziennym życiu. Były w tym okresie chwile zwątpienia, jak u każdego sportowca. Rozpoczęłam swoją drogę w klubie sportowym Łączność, który później zmienił nazwę na UKS Kopernik. Cieszę się, że byłam związana sportowo przez całą karierę z jednym miejscem. To mój drugi dom, a Benefis jest tego potwierdzeniem.

25 lat w kajaku, 139 medali, w tym 70 złotych, 42 srebrnych i 27 brązowych. A jaki ma pani pomysł, na życie po odłożeniu wiosła do hangaru?
Na razie skupiam się na macierzyństwie. Cieszę się pracami domowymi, spacerami itp. Co do dalszych planów? Kuszą kajaki, może w roli szkoleniowca młodzieży lub praca związana z zarządzaniem sportem? Póki co, chciałabym podziękować wszystkim sympatykom sportu, za słowa otuchy w chwilach porażki i gratulacje z okazji sukcesów. Te medale to również dla was.

Dziękuję za rozmowę.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Materiał oryginalny: Beata Mikołajczyk-Rosolska: - Czuję się spełniona! [rozmowa] - Express Bydgoski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie