Brodnica. Na folwarku cechowego Jana

Marek Ewertowski
Starszy cechu - obdarzony łańcuchem i zaufaniem (niektórych) kolegów
Starszy cechu - obdarzony łańcuchem i zaufaniem (niektórych) kolegów Marek Ewertowski
Mobbing wobec kierowniczki biura, sfingowanie włamania i pobieranie pieniędzy za pełnienie społecznej funkcji starszego cechu, stałe naruszanie statutu i skłócenie środowiska - to tylko niektóre z zarzutów kierowanych pod adresem Jana Lewandowskiego z brodnickiego Cechu Rzemiosł Różnych.

Od kilku kadencji starszym brodnickiego cechu jest Jan Lewandowski. Jeszcze niedawno łączył funkcje z wyboru ze stanowiskiem kierownika biura. Jakiś czas temu miejsce za biurkiem zajęła kobieta - Gabriela Sternicka - tak zadecydował zarząd Cechu Rzemiosł Różnych. Zamiast satysfakcji zaczęły się dla niej kłopoty.
Oskarżenia
o nieudolność i błędy w pracy zaczęły się mnożyć. Doszło nawet do zawiadomienia policji o włamaniu do biura starszego cechu i kradzieży pieczątki. Jan Lewandowski oskarżył o to kierowniczkę. Stróże prawa nie znaleźli śladów włamania, ale ... schowaną w dolnej szufladzie jego biurka, zaginioną pieczątkę. Zdesperowana kobieta w końcu nie wytrzymała i złożyła zawiadomienie w prokuraturze i sądzie pracy o znęcaniu się psychicznym i mobbingu. Szykanowana i straszona nie ulękła się gróźb starszego cechu. Nie wycofała sprawy. W odwecie otrzymała wypowiedzenie z pracy.
- Ta pani została zwolniona zgodnie z kodeksem pracy - mówi Jan Lewandowski, starszy cechu. - Sprawy w sądzie nie będę komentował.
Nie był to pierwszy konflikt z kobietami pracującymi w biurze cechowym, przez które przewinęło się już kilka osób.
Niektórzy twierdzą, że organizacja stała się folwarkiem pana Jana, który bez oglądania się na decyzje zarządu robi to, co uważa za słuszne. Oczywiście głównie dla siebie.
Kto to jest starszy cechu?
Zastanawia się zapewne wielu mniej zorientowanych Czytelników "Pomorskiej". Zgodnie ze statutem, starszy cechu to członek zarządu, ani lepszy, ani ważniejszy od pozostałych. W Brodnicy jest inaczej. Tutaj rządzi pan Jan jak udzielny książę. Wielu próbowało zmienić stan rzeczy. Wszyscy skończyli tak samo. Zostali zmuszeni do odejścia z zarządu, innych stanowisk wybieralnych. Niektórzy całkiem pożegnali się z Cechem Rzemiosł Różnych.
Dziwne historie w brodnickim cechu ujrzały światło dzienne po raz pierwszy w roku ubiegłym, kiedy to zbuntowało się trzech członków ówczesnego zarządu. Zarzucono starszemu cechu niewłaściwe pełnienie funkcji i nadużycia finansowe. Okazało się wówczas, że Jan Lewandowski pobiera wynagrodzenie za społeczne pełnienie funkcji. To był jedyny taki przypadek w polskim rzemiośle. Buntownikom udało się nawet rozwiązać umowę o pracę i choć na bardzo krótko, zawiesić w czynnościach Jana Lewandowskiego. Po kilku dniach zwołany przez zawieszonego zarząd, już bez powiadomionych wichrzycieli, przywrócił stan poprzedni. Sprawa trafiła do brodnickiej prokuratury, która jednak uznała, że są to głównie naruszenia statutu cechu. Cała trójka buntowników znalazła się szybko poza głównym nurtem wydarzeń.
- Chcesz rządzić takim samorządem jak cech? Zbierz kilkunastu przyjaznych ludzi i przegłosujesz wszystko. Muszą być tylko mobilni - uważa jeden z rzemieślników. - Tak postępuje nasz starszy cechu
Dziwnym trafem w wyborach ogłoszone wyniki różniły się znacznie od uzyskanych przez kandydatów na zebraniu. Jeszcze w czasie owego spotkania jeden z uczestników zauważył - i zgłosił - znaczne różnice w ilości głosów otrzymanych przez poszczególnych kandydatów do zarządu. Nikt jednak specjalnie nie przejął się tymi zastrzeżeniami. Zdecydowano, że sprawa zostanie wyjaśniona później. Po zebraniu nie można było policzyć od nowa głosów, bo szef komisji skrutacyjnej zabrał kopertę z głosami do...domu.
O dziwo, pomyłki w liczeniu głosów dotyczyły głównie kandydatów przyjaznych starszemu cechu. Dzięki nim niektórzy trafili w skład zarządu. Sprawą znów zajęła się brodnicka prokuratura.
- Po przeanalizowaniu zebranych materiałów uznaliśmy, że nie było umyślności w działaniu a jedynie niestaranność i niedbalstwo - tłumaczy Alina Szram, prokurator rejonowy w Brodnicy.
Sfałszowane wybory
do zarządu zmusiły brodnickich rzemieślników do zorganizowania nadzwyczajnego walnego zebrania. Tym razem skrupulatnie liczono każdy głos. Okazało się, że wszystko można powtórzyć, tylko nie wyborów na starszego cechu, mimo zgłaszania takich postulatów przez delegatów. Nie powiodła się także próba odwołania Jana Lewandowskiego. Wszystkie oskarżenia wobec starszego cechu nie spotkały się z większym zainteresowaniem rzemieślników.
- Przejąłem cech zadłużony, budynek zrujnowany - mówi Jan Lewandowski. - Dziś nie musimy się niczego wstydzić. Na koncie bankowym są pieniądze. Sam odejdę po wyjaśnieniu wszystkich kwestii. Z różnych pomówień oczyściła mnie prokuratura.
- Człowiek bez wykształcenia, a potrafi dobrze zarządzać! Uniemożliwił przejęcie budynku cechu, bo takie były też pomysły, przez jednego z rzemieślników za długi. Dopóki może powinien nasz Jan kierować cechem - uważa rzemieślnik Andrzej Kowalski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie