Bydgoszczanin otworzył drzwi i usłyszał od nieznajomego: - Pana syn nie jest pana synem. On jest moim dzieckiem

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Radek krótko po śmierci żony dowiedział się, że wychowuje nie swoje dziecko
Radek krótko po śmierci żony dowiedział się, że wychowuje nie swoje dziecko Pixabay.com
- Dzień dobry. Jestem ojcem pana syna - usłyszał Radek z Bydgoszczy parę dni po pogrzebie swojej żony.

Radek do Bydgoszczy przyjechał po ukończeniu szkoły. - Pochodzę z małej miejscowości przy granicach Kujawsko-Pomorskiego. Nasza wieś stolarniami stoi. Jak skończyłem zawodówkę, pracy dla mnie w żadnej jednak nie było. W innych firmach też nie.

Po miesiącach poszukiwań etatu na swoim terytorium, zawitał do dużego miasta. W Bydgoszczy mieszkał chrzestny. Chrzestny nie miał rodziny, ale miał mieszkanie. Radek z kolei nie miał gdzie się zatrzymać. Dobrze się złożyło. - Wujek wyjechał w delegację na długo. Zatrzymałem się w jego pustej kawalerce.

Chłopak nie znalazł pracy w wyuczonym zawodzie - stolarz. - Ale znalazłem jako pomocnik na budowie - wspomina. - Nie miałem kwalifikacji, ale majster nauczył mnie roboty w wykończeniówce.

Dla Radka robota w wykończeniówce stała się początkiem czegoś nowego. - Otrzymaliśmy następne zlecenie. Generalny remont mieszkania w bloku. Z kolegą miałem go przeprowadzić. Pracy było na 2 miesiące. Dobrze nam szło.

Pierwsza miłość, a maślanka i bułki w tle

A po drugie śniadanie albo picie (żadne tam wyskokowe, zaznacza Radek) szło się do najbliższego spożywczaka. - Już jak pierwszy raz robiłem w nim zakupy, wpadła mi w oko młoda sprzedawczyni - przyznaje mężczyzna. - Zjawiałem się u niej codziennie po maślankę i bułki.

Minęło 1,5 tygodnia od pierwszego spotkania i Radek zaprosił Asię na randkę. Potem na kolejne.

Radek opowiada: - Asia była panienką, 2 lata ode mnie młodszą. Mieszkała z rodzicami. Wprowadziła się do mnie. Chrzestny, bo to przecież jego mieszkanie, się zgodził.

Wujkowi kontrakt przedłużono, dzięki czemu narzeczeni mogli dłużej zajmować jego kawalerkę. - 8 miesięcy od mojego przyjazdu do Bydgoszczy dowiedziałem się od Asi, że zostanę ojcem. Fakt, to nie było planowane, ale cieszyłem się, jak oszalały. Ona też. Chcieliśmy wziąć ślub, zanim maluch się urodzi. Jej się marzyła biała suknia na bogato i setka gości. Nie było nas stać. I Asia, i ja, zarabialiśmy najniższą krajową. Wzięliśmy ślub w USC. Byliśmy my, świadkowie plus rodzice. Rodzeństwa nie zapraszaliśmy.

Urodził się pierworodny syn. 2 lata później córka. - Asia zajmowała się dziećmi i domem. Nie wróciła do sklepu. Utrzymywałem rodzinę. Nadal mieszkaliśmy u wujka. On wciąż pracował za granicą.

Ale ten chrzestny był w wieku przedemerytalnym. - Zadzwonił i zaproponował, żebym zajął miejsce po jego odejściu - dodaje Radek. - Zarobiłbym jeszcze raz tyle, ile tu dostaję. Stwierdziliśmy z Asią, że warto. Jak trzeba będzie opuścić mieszkanie wujka, będzie mnie stać na wynajem mieszkania w Bydgoszczy dla Asi i dzieci, a i odłożyć coś się uda co miesiąc. Wyjechałem kilka dni po chrzcinach córki.

Wiadomość od żony

Przez pierwsze tygodnie pracował razem z chrzestnym. On go wprowadził do zawodu. Później krewny wrócił do Polski. - A ja się wpracowałem. Zleceń było tyle, że do Polski, do naszego wynajmowanego mieszkania, jeździłem tylko 3-4 razy do roku. Asia dalej opiekowała się dziećmi. Nie musiała pracować. Regularnie dostawała ode mnie przelewy.

Któregoś dnia on dostał od niej SMS-a: „Jestem w ciąży”. - Tak, jak za każdym razem, byłem przeszczęśliwy, chociaż zdziwiłem się, że powiadomiła mnie SMS-em, a nie zadzwoniła.

Zdziwił się ponownie, gdy uświadomił sobie, że żona zaszła w ciążę wtedy, gdy on do domu wpadł na 3 dni.
Na świat przyszedł syn.

- Niecały rok później wróciłem do kraju. Tu znalazłem etat w budowlance. Miałem pracę wyjazdową. Wyjeżdżałem w poniedziałek rano, wracałem w piątek wieczorem. Rodziną w komplecie stawaliśmy się na weekendy i święta.

Asia znalazła pracę, gdy starsze dzieci otrzymały miejsca w przedszkolu, a najmłodsze w klubiku dziecięcym. Małżonkowie wreszcie mieli zdolność kredytową i kupili mieszkanie. Życie przypominałoby bajkę, gdyby nie choroba kobiety. - Wiedziałem, że chodzi do lekarza, ale wmawiała, że do ogólnego. Nigdy nie pokazywała żadnych skierowań na badania specjalistyczne. Ukrywała, że ma raka z przerzutami. Gdy nagle prosto z domu trafiła do szpitala i zadzwoniła, że leży na oddziale, myślałem, że to zwykły szpital, a ona znalazła się w onkologicznym. Już go nie opuściła. Zmarła.

Nieznajomy pod drzwiami

Radek został sam z dziećmi. - Szef rozumie. Dał mi bezpłatny urlop. Na razie bezterminowy. Moja mama przyjechała. Teściowie dochodzą.

Wdowiec nie może jednak dojść do siebie po tym, co usłyszał. Parę dni po pogrzebie żony do drzwi zapukał nieznajomy.

Radek otworzył, a tamten powiedział: - Dzień dobry. Jestem ojcem pana syna.

- Poczułem się, jak w ukrytej kamerze - dzisiaj już bez emocji opowiada Radek. - Potem chciałem pobić faceta, zrzucić go ze schodów. Jeszcze potem ryczeć. A co zrobiłem? Zaprosiłem go do środka.

Dzieci spały. Oni dwaj usiedli w pokoju. Przesiedzieli tak 3 czy 4 godziny. - Opowiadał o sobie i o Asi. Znali się od czasów podstawówki. Kontakt twarzą w twarz im się urwał, ale utrzymywali internetowy. Najpierw na Naszej Klasie, potem na Facebooku. Mówił, że opowiadała mu o samotności. O tym, że ją zaniedbuję. Gach chciał ją pocieszyć. Tak pocieszał, że zaszła z nim w ciążę.

Biologiczny ojciec chłopca nie planował wspólnego życia z jego mamą. Mężczyzna ma żonę, z nią dwoje dzieci. - Doszli do wniosku, że ani jego żona, ani ja, niczego się nie dowiemy - kontynuuje Radek. - Ponoć bała się powiedzieć mi o ciąży. Poradził, żeby napisała do mnie SMS-a i czekała na moją reakcję. A ja, głupi, się ucieszyłem. Krótko po tym SMS-ie przestał ją odwiedzać.

Mężczyzna od wspólnego znajomego dowiedział się o śmierci Asi. Na pogrzebie się nie pojawił. Niby zabrakło mu odwagi. Kochanek utrzymuje, że tak samo nie miał pojęcia o chorobie kobiety.

- Jak wychodził z mojego domu, poprosił, żebym uchylił drzwi do pokoju dzieci i pokazał mu śpiącego syna. Odmówiłem. Zaproponowałem, żebyśmy spotkali się za tydzień, może dwa, jak emocje opadną.

No i się spotkali. - Nie chciałem go widzieć w moim mieszkaniu, a wszystkie knajpki były zamknięte z powodu obostrzeń związanych z koronawirusem. Moja mama została z dziećmi. Uwierzyła, że muszę coś załatwić z kumplem, chociaż gdyby żona zdradziła mnie z prawdziwym kumplem, to bym go chyba zabił.

Ławka w parku

Radek spotkał się z byłym kochankiem swojej żony na ławce w parku. Sądził, że skoro biologiczny ojciec chłopca nalega na rozmowę, to pewnie chce ustalić warunki dotyczące widywania syna. - Zamurowało mnie. Ujawnił się tylko... ze względów bezpieczeństwa dziecka. „Czasem są wypadki drogowe albo choroby i wtedy szuka się dawców. Dawcami mogliby być rodzice. Mały stracił matkę. Jedynym dawcą mogę być ja. Gdyby, odpukać, zaszła taka konieczność, wiesz, gdzie mnie szukać”.

Gach znowu miał życzenie. Tym razem, żeby wszystko zostało po staremu. - Ale nic już nie ma po staremu! - wykrzykiwał Radek.
Wdowiec tego dnia nie wrócił do mieszkania.

- Zdążyłem zatelefonować do matki i przekazać, że nie będę nocować w domu. Na przemian płakałem i piłem na ławce w parku. Może była godzina 22, jak poszedłem stamtąd, żeby mnie straż miejska nie zwinęła. Dowlokłem się do chrzestnego. Nie dopytywał. Myślał, że znowu dorwała mnie rozpacz po śmierci Asi. Przecież od pogrzebu minęły 2 tygodnie.

Rano czuł się, jak nieżywy. Myślał nawet, że opowie wszystko wujkowi, ale się wycofał. Wziął prysznic, zjadł śniadanie, przyszykowane przez chrzestnego, i wrócił do domu.

- Tego dnia mama nie zaprowadziła maluchów do przedszkola i żłobka - wspomina Radek. - Spojrzałem na najmłodszego synka, miał popołudniową drzemkę. Znów się rozkleiłem. On jest mój. Tak samo, jak starszy synek i córka.

Minęły tygodnie. Ponownie zobaczył się z dawnym przyjacielem małżonki.

- Po raz trzeci, ale pierwszy na spokojnie - podkreśla. - Postanowiliśmy, że mały nie pozna prawdziwego ojca. Ja nim jestem tatą. Nie tamten. Gach pracuje na produkcji. Żadne alimenty nie wchodziły w grę, lecz zaproponował, że co miesiąc będzie przelewał mi kilkaset złotych na syna. Odparowałem, że nie chcę żadnych pieniędzy na moje dziecko. Wstałem z ławki i odszedłem.

Siostrzenica-powiernica

Podobne przypadki się zdarzają. W 2001 roku pan Adam spod Łodzi poślubił o 9 lat młodszą kobietę. Nie mogli doczekać się potomka. W międzyczasie mężczyzna wyjechał do pracy w Anglii. Wkrótce żona z Polski zakomunikowała mu, że będą mieli dziecko. Przez 10 lat pan Adam wychowywał syna wierząc, że jest jego. Prawdę usłyszał od siostrzenicy, której żona pana Adama zwierzyła się z romansu. Dwukrotnie wykonane badania genetyczne potwierdziły, że ojcem chłopca jest ktoś inny. Pan Adam się rozwiódł. Przed sądem domagał się, aby chłopiec nosił nazwisko faktycznego ojca, a nie jego.

Rzecznik Praw Obywatelskich w 2019 roku przedstawiał historię: - Pani Anna urodziła się w latach 90-tych. Jej matka wyszła za mąż za mężczyznę, który uznał dziewczynkę jako swoje dziecko. Gdy pani Anna miała kilkanaście lat, jej matka, już po rozwodzie, powiedziała, że ojcem jest inny mężczyzna. Nastolatka nawiązała z nim kontakt. Zaprzyjaźnili się.

Pani Anna chciała sformalizować więź z prawdziwym ojcem, lecz na przeszkodzie stanęły przepisy. Na mocy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego dziecko, którego ojcostwo zostało uznane przed osiągnięciem pełnoletności, może żądać „ustalenia bezskuteczności uznania ojcostwa” w ciągu 3 lat od osiągnięcia pełnoletności (teraz obowiązują nowe przepisy i pełnoletnie dziecko ma na to rok od dnia, gdy dowiedziało się, że nie pochodzi od męża swojej matki). Te 3 lata już upłynęły.

To dlatego pani Anna złożyła wniosek do RPO, powołując się na swoje prawo do tożsamości. Wszyscy zainteresowani, czyli pani Anna, jej matka, jej były mąż i ojciec biologiczny, poparli powództwo.

Szacuje się, że nawet 10 procent mężczyzn w Polsce wychowuje nie swoje dzieci.

- Ja wychowuję wszystkie swoje, całą trójkę - zarzeka się Radek. Wrócił do pracy. Wraca do życia. Przy dzieciach pomagają dziadkowie.

Ma tylko żal do żony. Nie, że zdradziła, ale że ukryła chorobę. - Kupiliśmy przed laty zestaw garnków do nowego mieszkania. Do dziś stoją nierozpakowane. Porządkowałem ostatnio szafki i w kartonie z garnkami znalazłem dokumenty szpitalne żony i plik recept.

PS. Zmieniliśmy imiona bohaterów.

Już od lipca zmiany w 300 plus?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie