MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Chore ambicje rodziców. Dzwonią do dzieci z pretensjami za słabą ocenę nawet w czasie lekcji

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Ambicje u dzieci trzeba pielęgnować, ale chora krytyka szkodzi - i dzieciom, i ich ambicjom.
Ambicje u dzieci trzeba pielęgnować, ale chora krytyka szkodzi - i dzieciom, i ich ambicjom. Tomasz Czachorowski
Dwie uczennice dostały po czwórce z matematyki. Jedna matka pogratulowała córce. Druga swoje dziecko skrytykowała: - Lepiej mogłaś napisać. Mówiłam, stać cię.

W bydgoskiej szkole średniej jest sobie uczennica. Można by powiedzieć: dusza towarzystwa. Rozmowna, wesoła, przebojowa, przy tym skupiona na lekcjach, ale na przerwach skupiająca na sobie uwagę innych.
Na tych przerwach - wybranych - przestaje być radosna. To wtedy, gdy chwilę wcześniej pisała sprawdzian (albo została poproszona do odpowiedzi przez nauczyciela) i właśnie wyszła z sali. Mama dokładnie zna plan lekcji nastolatki, więc wie, kiedy może zadzwonić do córki i zadać jej pytanie, którego młoda bardzo nie lubi, ale które często słyszy.

- A jak poszło ci na klasówce? - pyta matka. (Albo: a z jakich lekcji pani cię pytała?).

Kobieta dzwoni też za każdym razem, jak córce wpadnie nowa ocena, a matka zobaczy ją w e-dzienniku. Chce, aby dziewczyna uzasadniała, dlaczego np. dostała trójkę zamiast - spodziewanej przez matkę - przynajmniej czwórki.
Ostatnio klasa pisała sprawdzian z matematyki. Wspomniana dziewczyna i jej koleżanka dostały po czwórce. Obie po chwili odebrały telefony od swoich mam. Matka koleżanki pogratulowała jej oceny. Gdy do drugiej bydgoszczanki zadzwoniła matka, na powitanie doradziła: - Lepiej mogłaś napisać. Mówiłam, stać cię. Ja bym napisała.

Matka praktycznie sama wychowuje jedynaczkę. Ojciec od lat pracuje za granicą. Jego żona chce na bieżąco uczestniczyć w życiu córki. Dziewczyna uczy się dobrze, ale nie bardzo dobrze. Jest właśnie czwórkowa, a nie piątkowo-szóstkowa. Często więc rodzicielka uznaje że córce poszło średnio, nawet słabo.

Rozmowa w toku

Matka od razu rzuca wiązankę pretensji: - A mówiłam ci wczoraj, żebyś pouczyła się dłużej. Potrafisz. Ja bym potrafiła.
Mina uczennicy wskazuje na to, że dziewczyna chciałaby na chwilę zapaść się pod ziemię. To tym bardziej, że koleżanki słyszą donośny głos kobiety w telefonie.

Córka odpowiada jedynie coś w stylu: - Tak... Yhym... Dobra... No...

Licealistka albo nie ma śmiałości, albo matka nie pozwala jej pierwszej zakończyć rozmowy. Dziewczyna więc czeka, aż matka zakończy monolog, no i w ogóle zakończy rozmowę. A jak matka się rozłączy, nastaje dziwna cisza. Dziewczyna wie, że jej kumpele znów słyszały, jak matka ją zganiła, a kumpele wiedzą, że takiej matki można współczuć.

Niektórzy rodzice zbyt wysoko stawiają poprzeczkę córce lub synowi. Szczerze pragną dla dziecka jak najlepiej, nie zważając na to, czego ono pragnie. Rodzice próbują uchronić je przed swoimi błędami młodości, niepowodzeniem, którego doświadczyli. Teraz przy pomocy dziecka, ale często nie za jego zgodą, chcą zrealizować swoje dawne plany. Narzucają latorośli dodatkowe zajęcia. Starają się zainteresować ją rzeczami, które tak naprawdę jedynie ich, dorosłych, pasjonują.

Syndrom gnębienia

Karolina Kliszewska, pedagog z Bydgoszczy, pracująca z uczniami w technikum i liceum ogólnokształcącym, wspomina o syndromie gnębienia podświadomego. - Niektórzy rodzice za bardzo chcą, żeby córka lub syn byli wyjątkowo ambitni. Ambicje nie są jednak wyssane z mlekiem matki. One stanowią połączenie cech osobowości i środowiska. Człowiek od wczesnego dzieciństwa kształtuje w sobie te cechy. Nakazy i zakazy zewnętrzne, w tym od rodziców czy rówieśników, może brać pod uwagę, ale nie musi.

Szóstka oczekiwana

Kontynuuje: - Część rodziców mierzy dzieci swoją miarą. Taka mama bądź tata wychodzą z założenia, że skoro byli piątkowi, nawet szóstkowi, to ich dziecko tak samo musi. Traktowanie córki i syna jak winowajców, którzy nie dostali dobrej oceny, jest nie tylko negatywne dla dzieci, ale także dla dorosłych. Dziecko bowiem zacznie się bać zbyt wymagającego rodzica. Będzie go unikać. Przestanie z nim rozmawiać. Stanie się wycofane, zastraszone. Będzie miało problemy z nawiązywaniem kontaktów również z rówieśnikami. Będzie uważało, że musi zasłużyć na miłość rodziców. Będzie obwiniało siebie o to, że ma pewnie braki.

Kultowy filmik

Po internecie krąży filmik, którego (wtedy 9-letni, dzisiaj już dorośli) bohaterowie rozgrywali mecz piłki nożnej. To przykład na to, jak rodzice potrafią dziecku podciąć skrzydła. Niektórzy wykładowcy puszczają go studentom pedagogiki. Na niespełna minutowym nagraniu nie widać wprawdzie rodziców jednego z zawodników, lecz ich słychać. Komentują każdy ruch dziecka.
- Czego schodzisz do boku?! No co ty, zwariowałeś?! Do przodu, a nie do tyłu! Do tyłu się nie gra! Szybciej, z życiem! Połóż się i leż.

Wreszcie chłopczyk nie wytrzymał, odwrócił się w stronę rodziców (no i kamery) i krzyknął z nutą rezygnacji w głosie:- No weź mnie nie poganiaj!

Chyba nie dotarło. Matka z ojcem nadal nie zauważali, że ich dziecko gra najlepiej w drużynie. Dało się wywnioskować, że ich zdaniem syn źle sobie radzi na murawie. Mały słyszał porady dorosłych i stał się bardziej sfrustrowany, przez co mu nie wychodziło.
Autor nagrania napisał: „Był to w tym meczu najlepszy chłopiec tej drużyny. Jako jedyny próbował coś zrobić oraz wykazywał dużą kreatywność, która była od początku meczu notorycznie zabijana przez swoich rodziców, jak i pseudotrenera. Wiem, bo mój syn grał w tym meczu. Żałuję tylko, że nie nagrałem całego spotkania, bo naprawdę się działo. Szkoda chłopca, ale rodziców się nie wybiera”.

Zaciera się granica między zdrowym motywowaniem dziecka do samorozwoju a wywieraniem chorej presji przez rodziców. Centrum Badania Opinii Społecznej zapytało dorosłych o cechy, które najchętniej widzieliby oni u swoich dzieci, kiedy dorosną. Jedną z cech, które ankietowani najczęściej wymieniali, jest dążenie do osiągnięcia własnego szczęścia. Niby proste, tyle że według matki i ojca dziecko będzie szczęśliwe, zdobywając dobre wykształcenie, ponieważ ono jest potrzebne do otrzymania dobrej pracy - a dobra praca, to i człowiek zadowolony. Z tego powodu, zdaniem rodziców, dziecko trzeba dopingować, inaczej satysfakcjonująca praca i w ogóle szczęście przejdą mu koło nosa.

Rzeczywiste marzenia

Już Zygmunt Freud, twórca psychoanalizy, żyjący na przełomie XIX i XX wieku, twierdził, że rodzice próbują urzeczywistnić swoje marzenia poprzez swoje dzieci. Mamy XXI wiek i mamy kolejne wnioski, dotyczące tego obszaru. Zespół holenderskich naukowców z amerykańskim profesorem psychologii, Bradem Bushman’em na czele, zajęli się tematem. Zauważyli, że wiele dzieci jest skłanianych (nawet zmuszanych) do dodatkowych działań przez swoich rodziców. Dorośli przenoszą niespełnione marzenia na dziecko. Sęk w tym, że nie postrzegają go jako odrębnej osoby. Traktują je jak przedłużenie ich samych. Siebie samych nie krytykują, swoje dziecko - owszem.

Ktoś napisał sprayem na ścianie: „Zawsze chcemy widzieć w naszych dzieciach coś, o czym wiemy, że jest dla nich niemożliwe. A możliwego w nich nie zauważamy”.

od 12 lat
Wideo

echodnia.eu Dom rodzinny Ponurego czeka na gości

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska