www.pomorska.pl/swiecie
Więcej informacji ze Świecia i okolic znajdziesz na stronie www.pomorska.pl/swiecie
On wynajmuje kawalerkę w Gdańsku. - Jestem bezrobotny, mieszkam z żoną. Sam sobie nie radzę, tym bardziej nie potrafię pomóc rodzicom - przyznaje otwarcie Sławomir Gwizdała.
Pierwszy dramat w 2000 roku
Państwo Barbara i Janusz Gwizdałowie (ona ma 48, on 50 lat) przeżyli już w Ciemnikach (gmina Jeżewo) dwa pożary. - Pierwszy w 2000 roku - uściśla ich syn. - To był dom kryty strzechą. Spłonął doszczętnie.
Zbudowali więc obok nowy budynek. - Na dole miał być warsztat, rodzice zamieszkali na poddaszu - tłumaczy syn.
Dzisiaj przed południem, przez telefon zaalarmował go ojciec: "Dom płonie! W ogniu jest całe wyposażenie. Jezu, gdzie my się podziejemy?!" - Zaraz potem dowiedziałem się, że mama była w środku, że podtruła się czadem i ma poparzoną prawą rękę. Leży w szpitalu, ojciec został sam. Jest zupełnie skołowany - Sławomir wylicza jednym tchem przez telefon. Jest w drodze do Ciemników.
A ty się człowieku martw
Strażacy nie wiedzą jeszcze, jak ogień dostał się do wnętrza. - Tata twierdzi, że od komina, ale to za wcześnie, żeby mówić na pewno. Wiadomo, że nie może tam zostać, że nic nie ocalało. I będzie jak wtedy: strażacy zgaszą pożar i odjadą. A ty się człowieku martw - biadoli Sławomir Gwizdała.
- Może ludzie pomogą? Tak, jak wtedy, sąsiedzi wyciągnęli do rodziców dłoń - w tle słychać otuchę Emilii, żony Sławomira.
- Mam już wsparcie - uspokaja Janusz Gwizdała, pogorzelec. - Dostałem od gminy paczkę. Jest pościel, koce, kawa, jakieś produkty spożywcze. Nie miałem głowy, żeby do niej zajrzeć - tłumaczy.
Gmina pomoże
Paczkę przygotował Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Jeżewie. - Będą doglądać państwa Gwizdałów - zapewnia Mieczysław Pikuła, wójt gminy Jeżewo. - Mamy dla nich miejsce w świetlicy wiejskiej w Taszewskim Polu. Państwo Gwizdałowie mogą z tego lokum korzystać przez miesiąc, a może i dłużej.
Według wójta, spalony budynek nadaje się do remontu. - Trzeba tylko wylać tam betonowy strop, bo poprzedni był drewniany. Pewnie stąd taki rozległy pożar - sądzi Pikuła. - Moi pracownicy pomogą pogorzelcom w remoncie. Ale najpierw pan Gwizdała musi ochłonąć, pozbierać się i jakoś zorganizować naprawę budynku. Trzeba to zrobić czym prędzej. Ja na jego miejscu bałbym się tak go zostawić na pastwę losu.