CSI Bydgoszcz? Miami się chowa

Maciej Myga [email protected] tel. 52 326 31 52
Krótka wizyta w pracowni chemicznej. Tak wykrywa się amfetaminę.
Krótka wizyta w pracowni chemicznej. Tak wykrywa się amfetaminę. Maciej Myga
- Oczywiście, że oglądamy ten serial. Czasami trochę się z niego śmiejemy, bo sporo w nim fantastyki - mówią o "CSI" pracownicy laboratorium kryminalistycznego w Bydgoszczy. Bo przecież to oni są prawdziwymi, wytrwałymi fachowcami.
Michu, pogodny i posłuszny pies. I z perfekcyjnym węchem!
Michu, pogodny i posłuszny pies. I z perfekcyjnym węchem! Maciej Myga

Michu, pogodny i posłuszny pies. I z perfekcyjnym węchem!
(fot. Maciej Myga)

Każdy z nas posiada swój wyjątkowy, niepowtarzalny zapach. I nie jest to dobra wiadomość dla przestępców, bo nasi osmolodzy to fachowcy światowej klasy. Zapachy pozostawione na miejscu zdarzenia i zabezpieczone tamponami identyfikują specjalnie wyszkolone psy, takie jak Michu - sympatyczny owczarek niemiecki, którego obserwowaliśmy podczas codziennych ćwiczeń.

- Właśnie nawęsza zapach dowodowy, a za chwilę sprawdzi, czy wyczuwa go w jednym ze słojów z materiałem porównawczym. Także pobranym od osoby podejrzanej - mówi starszy aspirant Krzysztof Lewandowski z pracowni osmologicznej laboratorium Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.

Michu jest motywowany przez swojego przewodnika - policjanta. Jest zabawiany, dostaje psie przysmaki, a na koniec pracy ukochaną piłkę.

Psy osmologiczne (nie można ich mylić z tymi, które są wytresowane do odnajdywania zapachów np. narkotyków czy materiałów wybuchowych) są selekcjonowane w Zakładzie Kynologii Policyjnej w Sułkowicach i przechodzą siedmiomiesięczne szkolenie, a później egzamin, po którym otrzymują roczny atest. Oznacza to, że aby zdobyć uprawnienia na kolejny rok, muszą zostać poddane kolejnej próbie.

Pracownia osmologiczna w Bydgoszczy jest jedną z ośmiu w kraju i jedyną w północnej części Polski. W ciągu roku wykonuje około stu ekspertyz. W każdej, żeby wyeliminować błędy, uczestniczą dwa psy. Jeśli wskażą ten sam zapach, wynik jest pozytywny, a opinia może służyć jako twardy dowód w sprawie.

- Polska jest liderem światowej osmologii, prekursorem tej metody kryminalistycznej. Mamy najbardziej rozbudowaną metodologię. Kraje zachodnie dopiero raczkują, uczą się od nas - zaznacza Krzysztof Lewandowski.

Przenosimy się do pracowni kryminalistycznych badań wariograficznych. Niewiele różni się ona od studia nagraniowego - ściany są wygłuszone perforowanymi płytami i gąbką. Obok stołu z komputerem, rejestrującym badanie, stoi skórzany fotel z przewodami i czujnikami potocznie nazywany "wykrywaczem kłamstw". To wariograf (inaczej poligraf).

- Interesują nas trzy podstawowe czynniki, odzwierciedlające wybrane procesy fizjologiczne - tłumaczy Agata Jastrząb z pracowni wariograficznej. - Badamy oddech - przeponowy i płucny - przewodnictwo elektryczne skóry oraz praca serca - ciśnienie oraz tętno.

Fotel ma jeszcze ukryte czujniki, które skutecznie eliminują próby oszukiwania aparatury, czyli np. napinanie mięśni (najczęściej pośladków), które może wpłynąć na wynik ekspertyzy.

- Wariografia ma jeszcze jedną bardzo ważną zaletę - podkreśla Agata Jastrząb. - Oszczędzamy dzięki niej. Podam przykład mężczyzny, który zgłosił rozbój. Miał zostać okradziony. W chwilę po tym, kiedy został wprowadzony do tego pokoju i odmówił badania [każdy ma prawo się na nie nie zgodzić - dop. red.] przyznał, że wymyślił całą historię. Policjanci nie musieli więc szukać i typować sprawców.

Bydgoszcz to obecnie jeden z czterech policyjnych ośrodków, w których przeprowadzane są badania poligrafem. Pozostałe to: Warszawa, Białystok i Łódź. Polscy specjaliści szkoleni są przez Amerykanów, którzy są twórcami wariografii. Jednym z ekspertów jest Raymond Nelson, przedstawiciel Amerykańskiego Stowarzyszenia Poligraferów, spadkobiercy wszystkich metod i całej wiedzy, jaka na ten temat powstała. Warto dodać, że praca poligrafera to nie tylko mierzenie funkcji życiowych. Musi on dobrze poznać sprawę, której dotyczy badanie, czyli przestudiować akta sprawy. Tylko wtedy może ułożyć pytania, na które odpowiedzi będą ważne dla dochodzenia.

W laboratorium kryminalistycznym nie może zabraknąć daktyloskopii. To jedna z najstarszych używanych do tej pory technik, mająca z górą sto lat. Dłonie mają listewki skórne, które tworzą charakterystyczny rysunek - niepowtarzalny, nieusuwalny i niezmienny. - I właśnie na tym opiera się cała daktyloskopia. Nie ma naukowego dowodu na to, że są na świecie dwie osoby, które mają identyczny rysunek linii papilarnych. Nawet jednojajowe bliźniaki - mówi nadkomisarz Janusz Komuda, jeden ze specjalistów z KWP.

Zanim jednak odciski palców trafią do laboratorium swoją, niezwykle ważną rolę, muszą wykonać technicy policyjni. To oni dostarczają dowody do komendy. Jeśli odcisk nadaje się do badania, to eksperci nanoszą na jego wydruku lub obrazie komputerowym minucje, czyli cechy indywidualne. W polskiej kryminalistyce przyjęto, że muszą znaleźć ich dwanaście. Inaczej jest m.in. w Rosji (7-8) i w krajach anglosaskich (14-16). Po znalezieniu odcisku wystarczy go porównać z liniami papilarnymi podejrzanego. Jeśli takowego nie ma, to odcisk trafia do AFIS-u, czyli Automatycznego Systemu Identyfikacji Daktyloskopijnej. System koduje pojedynczy ślad z miejsca przestępstwa i w ciągu kilku minut porównuje go z odciskami palców milionów osób. AFIS służy także do identyfikacji osób nieżyjących, których tożsamości nie udało się wcześniej ustalić i podczas kontroli na granicach.

- Do Polski system trafił w 2000 roku, a u nas wprowadzono go dwa lata później. Dzięki niemu udało się zatrzymać podejrzanych o zabójstwo właściciela lombardu w Toruniu w 1998 roku. Przeprowadzono w tej sprawie jedenaście ekspertyz. Pozostał tylko jeden nieznany odcisk, pozostawiony na plastikowej kuwecie. Dzięki AFIS-owi zidentyfikowano jednego z podejrzanych. Podobnie było ze sprawcą brutalnego napadu na jubilera we Włocławku, którego po sześciu latach od przestępstwa odnalazł AFIS - wspomina nadkomisarz Komuda.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

X
XXX
Piękny artykuł tylko dlaczego nikt nie napisał o statystyce o relacjach atmosferze i zarobkach.
Może będzie 2ga część artykułu o pozostałych działach w Laboratorium.
G
Gość
Szkoda, że nie napisaliście o byłym naczelniku laboratorium Drzewieckim, który komunikował się ze swoimi podwładnymi tylko drogą elektroniczną. Miał jeszcze kilka innych niewątpliwych "zalet". Można puścić wodze fantacji i wyobrazić sobie jakich ... Szkoda, że nie napisaliście ile "wysokiej klasy" specjaliści i eksperci z LK KWP w Bydgoszczy potrafią jechać na zdarzenie. Dla przykładu 3 godziny na odległość 100 km. Szkoda, że nie napisaliście, że ci sami wyjeżdżają tylko na zdarzenia aby wpisać się do telegramu zdarzeniowego, a później za to zgarnąć piękną premię za zrobienie niczego ... szkoda. Często nie zabierają też ze sobą podstawowego sprzętu bo sądzą, że wszyscy dysponują tym czym oni w KWP. Żenada !
Dodaj ogłoszenie