Czas zysków się skończył, możemy jedynie minimalizować koszty

Adam Willma
Marcin Kędzierski
Marcin Kędzierski Archiwum
Rozmowa z dr. Marcinem Kędzierskim, ekspertem Klubu Jagiellońskiego, o polskiej polityce zagranicznej po konferencji bliskowschodniej.

Jak określić to, co dzieje się w polskiej polityce zagranicznej? Słowo wstyd wystarcza?

Wstyd to akurat w dyplomacji nie jest najlepsze kryterium oceny. Pozostaje jednak pytanie o koszty i korzyści. Przed szczytem bliskowschodnim nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że koszty będą znaczne, a korzyści nieproporcjonalnie niewielkie. Te koszty wzrosły w sposób nieproporcjonalny wraz z wypowiedzią premiera Netanjahu. Nawet jeśli jakieś działania strona polska teraz podejmie, to może się okazać, że koszty zdecydowanie przekroczą korzyści. Będę jednak bronił tezy, że organizacja tej konferencji miała sens.

Nie trzeba było być dyplomatą, żeby to przewidzieć.
To, że będzie to szczyt antyirański, oczywiście wiedzieliśmy. I gotowi byliśmy taki koszt ponieść ze względu na nasze ograniczone relacje z Iranem. Drugim kosztem było pogorszenie się relacji pomiędzy Polską a Europą, ale ta konferencja i tak nie pogorszyłaby relacji pomiędzy Polską a Niemcami i Francją. Mogła za to umocnić nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Polska dyplomacja nie wzięła jednak pod uwagę siły lobby izraelskiego w USA. A jest to lobby o ogromnym wpływie na politykę amerykańską, nawet wbrew amerykańskiemu interesowi. Tak silnie akcentowany watek interesów Izraela był jednak zas koczeniem dla polskiej dyplomacji, choć uważam, że wypowiedzi Netanjahu i Pompeo nie były skoordynowane. Teraz kanałami dyplomatycznymi powinien dotrzeć z Warszawy do Waszyngtonu komunikat, że oczekujemy konkretnej zapłaty za koszty, które ponieśliśmy. Czy ta konferencja sprawi, że uda nam się uzyskać coś więcej niż tylko obecność żołnierzy, na przykład jakąś formę stałych baz i uzbrojenia. Poczekajmy jeszcze kilka tygodni. Niestety, podpisanie niezbyt korzystnej umowy dla Polski umowy na zakup systemu HIMARS raczej nie napawa optymizmem.

Żadna z polskich ekip rządowych nie była dotąd tak upokarzana.
To prawda, ale żadna nie funkcjonowała w czasie podobnym do obecnego. Paradygmat polskiej polityki zagranicznej się wyczerpuje, bo zmienia się sytuacja w USA, zmienia się też sytuacja w Izraelu. A więc porównywanie polskiej strategii w polskiej polityce zagranicznej dziś do tego, co było w 2005 roku jest nieadekwatne. Sytuacja zmieniła się u wszystkich aktorów sceny politycznej. Niestety, w pewnych obszarach pozostajemy w zależnościach i jesteśmy w stanie jedynie minimalizować koszty.

W narracji polskiego MSZ nadal cementujemy partnerstwo z USA.
Partnerstwo między Polską a Ameryką nie jest partnerstwem w klasycznym tego słowa rozumieniu - ze względu na ogromną dysproporcję potencjału. Niestety, interes Polski w tej relacji jest znacznie większy niż interes USA. Nasza gospodarka to 3 proc. unijnego PKB i to jest nasz realny potencjał. Ale jesteśmy jednocześnie ważnym partnerem politycznym dla Amerykanów, którzy nie mają sojuszników w Unii, a jednocześnie pali im się dziś pod nogami grunt w Azji południowo-wschodniej.

Jakie alternatywne scenariusze ma w podorędziu polska dyplomacja?
Dramat sytuacji polega na tym, że Polska ma dziś bardzo ograniczone pole manewru. Jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa, jesteśmy skazani na amerykańskie gwarancje, ponieważ nie uzyskamy ich od Niemiec i Francji. Zagrożenie rosyjskie jest realne, zwłaszcza w sytuacji, w której Putin traci poparcie, ma kiepską sytuację gospodarczą i będzie potrzebował jakiejś formy konfliktu. Nie jest bez znaczenia, że Polska jest jednym z najważniejszych amerykańskich partnerów w Europie. Możemy więc domagać się jakiegoś szacunku, ale w polityce zagranicznej szacunek nie jest kwestią kluczową. Jednak przejść do porządku dziennego, że ktoś co jakiś czas palnie coś głupiego na nasz temat moglibyśmy wtedy, gdybyśmy mieli stałą amerykańską infrastrukturę wojskową, technologię budowy radarów i systemy antyrakietowe. Niestety, otrzymujemy relatywnie mało i to jest realny problem, a nie słowa Pompeo i pani Mitchel.

Czyli na zmianę obecnej sytuacji możemy liczyć dopiero po wyborach w USA?
Niestety nie, ponieważ Trump zmienił formę uprawiania polityki przez USA, ale nie zmienił jej treści. Pivot w kierunku Azji to jest zasługa prezydenta Obamy, podobnie wycofanie się z Europy, wzrost napięć w stosunkach z Europą - również.To jest zmiana trwała w amerykańskiej polityce.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3