Czy premier chce cenzurować polski internet? Debata jakiej...

    Czy premier chce cenzurować polski internet? Debata jakiej nie było

    Waldemar Lewandowski

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Czy premier chce cenzurować polski internet? Debata jakiej nie było

    ©źródło: kadr z relacji

    - Nie dlatego proponuję tę ustawę, że nieprawidłowości w internecie mnie jakoś szczególnie dotykają. Robię to dla was, którzy w nim jesteście - dowodził premier.
    Czy premier chce cenzurować polski internet? Debata jakiej nie było

    ©źródło: kadr z relacji

    - Nikt nie powinien myśleć, że to go nie dotyczy. Jeśli ma konto w banku, komórkę, albo korzysta z bankomatu, to i tak jest zależny od internetu - ripostowali goście.


    70 tysięcy Polaków zarzuciło kancelarię premiera protestami w trzy tygodnie. Tyle zaledwie czasu minęło odkąd rząd zdecydował o skierowaniu do Sejmu projektu zmian w prawie, powołujących Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Miałby on działać tak, że na wniosek policji sąd w kilka godzin orzekałby, czy jakaś strona WWW łamie prawo. Dostęp do takiej strony byłby wówczas zablokowany (rękami i na koszt dostawców internetu). Przepis wprowadzono dla walki z hazardem w sieci, później dopisując do niego także strony pedofilskie.

    Jak raz się wsadzi but między drzwi...

    ...to trudno je już później domknąć - taki wniosek dominował w dyskusjach w internecie. Dowolny rząd ma arbitralnie dopisywać do listy kolejne tematy zakazane? To widmo cenzury. W globalnym internecie może coś zamknąć władza jednego kraj? To absurdalnie niewykonalne - orzekli internauci.
    Wsparli ich znawcy technik komunikacji (m.in. Polskie Towarzystwo Informatyczne i Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji) oraz kilkadziesiąt organizacji pozarządowych (w tym Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego, Fundacja Nowoczesna Polska). Nawet Krajowa Rada Sądownictwa nie zostawiła suchej nitki na pomyśle nowego, quasi-sądowego trybu orzekania.
    Bezprecedensowe wzburzenie blogosfery (najbardziej opiniotwórczej części środowiska internetowego) nie uszło uwadze rządu. Wczoraj premier przyjął kilkadziesiąt osób - wpływowych blogerów i delegatów organizacji. Jednocześnie za pomocą komunikatorów spływały pytania od internautów śledzących debatę na żywo w sieci.

    Argumenty zewsząd

    Debatę początkowo zdominowały zarzuty już wyżej przytoczone. Jeden to groźba naruszenia praw konstytucyjnych (swobody wypowiedzi, prywatności, wolności gospodarczej). Drugi - ryzyko uchwalenia prawa fasadowego, niemożliwego do egzekwowania, ale jednak absorbującego masę pieniędzy i rzeszę funkcjonariuszy. Trzeci - tak ważne zmiany wprowadzono chyłkiem, bez konsultacji, na marginesie ustawy hazardowej.
    Premier słuchał tego uważnie, ale w widoczną konsternację wprowadził go dopiero Jakub Śpiewak. Od wielu lat prowadzi największą w Polsce fundację przeciwdziałającą pedofilii i przestępstwom przeciwko dzieciom, Kidprotect. - Razi mnie wątek pedofilski w tym projekcie ustawy. Stawia oponentów rządu w niezręcznej sytuacji, jakby popierali pedofilię - tłumaczył. Tym_czasem jego zdaniem ustawa wcale się do walki z pedofilią nie przyczynia: - Jej zapisy przypominają dziecięcą zabawę w chowanego: zakrywam oczka i mnie nie ma. Nie zwalcza przestępstw, tylko zakrywa ślady ich popełnienia - mówił.
    Istotnie: rząd nie dąży do likwidacji stron i serwerów publikujących treści przestępcze. Wciągnięte do Rejestru mają być tylko blokowane. - Ale nie znikną. Wykorzystywanym tam dzieciom też w żaden sposób nie będzie się pomagać - podkreślał Śpiewak. Wskazał, że dla odmiany internauci najczęściej sami się organizują do walki ze złem w sieci i to z dobrymi : - Od 7 lat większość zakończonych w Polsce powodzeniem dochodzeń policyjnych w sprawach pedofilii w sieci, wzięła się z doniesień internautów - zauważył.

    Nie zrezygnujemy

    Większość mówców zaczynała swe zastrzeżenia do projektu ustawy od podkreślania, że doceniają kryjące się w niej dobre intencje rządu. Tomasz Barbaszewski, ekspert Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania ujął to odmiennie: - Ustawodawcy nie rozlicza się za intencje, ale za dobre prawo. A dobre prawo jest po to, by chronić słabszego, bo silniejszy, proszę mi wybaczyć, po prostu da w pysk - stwierdził, akcentując, że tym “słabszym" są obecnie internauci, których wciąż państwo chce objąć kolejnymi przepisami. - Władza tymczasem musi się pogodzić, że to zupełnie inne medium, nad którym nie ma kontroli. To nie jest jakiś nowy telefon. To możliwość wypowiadania się i mobilizowania opinii społecznej zupełnie nieporównywalna z tym, co można osiągnąć przy pomocy telefonu, czy gazety - wywodził.
    - Nie wykluczam, że wasza intuicja co do dalszego rozwoju wypadków może być lepsza niż moja - premier podsumowywał spotkanie w ugodowej tonacji. - Ale nie zrezygnujemy z prób ograniczenia przestępczości w świecie wirtualnym. Chcemy jednak, żebyście pomogli nam to zrobić tak, by nie zostały naruszone ważne swobody: wolności , prywatności, swobody wypowiedzi. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że mnie przekonaliście, aby było tak, jak wy chcecie - zaznaczył.

    Z czym zatem opuścili Kancelarię Premiera internauci, którzy przed spotkaniem wyrażali obawy, że będzie to rzucanie grochem o ścianę? - Postaramy się zamrozić na jakiś czas wszystkie projekty ustaw w różnych ministerstwach, które jakoś zahaczają o temat internetu. Wyjmiemy z tych projektów to, co nieskuteczne, ale potem razem zastanawiajmy się jak z przestępczością walczyć - zaapelował minister Michał Boni
    Zakładam, że to jest do zrealizowania - potwierdził Tusk, podkreślając, że teraz dostrzega, że błędem było pominięcie rzetelnych konsultacji społecznych.

    Hamulec na kole zamachowym

    Niezamierzenie ironiczny komentarz do zaawansowania polskiej łączności internetowej przyniósł już sam początek debaty. Obciążone ponad wszelką miarę serwery Kancelarii Prezesa Rady Ministrów marnie poradziły sobie z zainteresowaniem widzów. Transmisja rwała się, gubiąc a to głos, a to wizję. Gość premiera, który na bieżąco zbierał pytania nadsyłane na debatę, cytował: - Przedsiębiorcy są rozgoryczeni, bo Polska nadal jest w ogonie rozbudowy sieci internetowej, i nadal internet nie stał się - choć powinien - kołem zamachowym gospodarki. Tymczasem już szuka się pieniędzy na jego ograniczanie i kontrolę.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo