Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Deep fake po bydgosku. Sztuczna inteligencja głosem posła Schreibera obiecuje pato walki na rynku

Maciej Czerniak
Maciej Czerniak
Jedno z wystąpień Łukasza Schreibera wykorzystano do wykreowania tzw. deep fake'a, czyli zmanipulowanego materiału wideo
Jedno z wystąpień Łukasza Schreibera wykorzystano do wykreowania tzw. deep fake'a, czyli zmanipulowanego materiału wideo Tomasz Czachorowski
Po raz pierwszy w Bydgoszczy użyto technologii z zastosowaniem AI w walce wyborczej. Ktoś przerobił nagranie, na którym widać kandydującego na urząd prezydenta Łukasza Schreibera, kiedy obiecuje bydgoszczanom organizowanie pato walk, czyli freak fightów na Starym Rynku. Ekspert: Przed sięganiem po takie środki chroni nas tylko etyka. Ale czy politycy będą się nią kierować?

- Proszę państwa, co proponujemy? Cykliczne kobiece gale walk MMA w Bydgoszczy. Dzisiaj bydgoszczanie, by zobaczyć dobry sport, muszą jeździć do Łodzi, gdzie mój ojciec jest marszałkiem - słychać na wideo, które od kilku dni krąży w mediach społecznościowych. - 9 marca, aby zobaczyć moją małżonkę w akcji przeciwko Gosi Magical, będą musieli jechać do sąsiedniego województwa. Jak wygram wybory oraz nasza drużyna Bydgoskiej Prawicy, takie walki będą się odbywać na Starym Rynku.

Na krótkim nagraniu widać Łukasza Schreibera, występującego na tle tablicy z wypunktowaniem imprez, które miałyby zagościć w Bydgoszczy. Zachowanie jest naturalne, a głos zupełnie przypomina głos Schreibera, posła i byłego ministra z PiS, który obecnie jest kontrkandydatem Rafała Bruskiego w walce o prezydenturę w Bydgoszczy.

Polityk na takim brefingu prasowym wystąpił, faktycznie stał przed identyczną tablicą, ale o freak fightach, czyli patowalkach nie mówił. Nie jest jednak tajemnicą, że Marianna Schreiber, jego żona w galach MMA bierze udział. I naprawdę ma się bić z wymienioną "zawodniczką". Poseł nie odpowiedział na naszą prośbę o skomentowanie sprawy.

To pierwszy raz w kampanii wyborczej w Bydgoszczy, ale nie pierwszy w Polsce, kiedy sięga się po narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję w kreowaniu tzw. deep fake'ów, czyli zmanipulowanych nagrań. W ubiegłym roku kilka razy już bywały orężem w politycznej walce, np. kiedy wykorzystano głos Mateusza Morawieckiego do wykreowania nagrania, na którym rzekomo czyta ujawnione wiadomości ujawniające partyjną kuchnię PiS. Z drugiej strony podrobiono również głos Donalda Tuska, który miał zapraszać swoich wyborców do pracy przy zbiorach szparagów w Niemczech.

Deep fake zagości na stałe w polityce?

- To, czy deep fake będzie narzędziem wykorzystywanym nie tylko przez polityków, ale i dezinformatorów na szeroką skalę, jest zależne głównie od technologii ich wytwarzania i kosztów z tym związanych - mówi dr Katarzyna Bąkowicz, medioznawczyni z Uniwersytetu SWPS. - Póki co, tworzenie deep fake'ów jest jeszcze stosunkowo skomplikowane, to znaczy potrzeba do tego specjalistycznego oprogramowania, czasu i mocy obliczeniowej komputera. Chociaż proste deep fake, ale tez łatwiejsze do rozpoznania, są znacznie tańsze. Jeżeli ta technologia się upowszechni, to jest szansa, że będzie częściej stosowana.

Badaczka wspomina też o zjawisku "cheap fake", które można przetłumaczyć jako "tania manipulacja". Jak zaznacza, to właśnie tańsza wersja dezinformacji wizualnej, dostępna z poziomu darmowych aplikacji dostępnych w telefonie.

- I to jest gigantyczne zagrożenie, dlatego, że tego może używać każdy, kto ma smartfona - mówi dr Bąkowicz. - W zasadzie jedyną rzeczą, która stoi na straży używania takich technologii, jest etyka. Powstaje pytanie, czy politycy tę etykę będą mieli, czy nie. Warto też podkreślić, że stosunkowo łatwo jest zweryfikować takiego deep fake'a i on stosunkowo szybko wychodzi na jaw. Możemy takiego polityka od razu zapytać, sprawdzić, czy powiedział coś, czy nie. Czas między publikacją a reakcją jest bardzo krótki. Są też jednak osoby, do których ta informacja "sprostowująca" nigdy nie dotrze. I to są osoby, które w tego deep fake'a uwierzą. Jest to, jak cała dezinformacja, zjawisko bardzo niebezpieczne. Ono jest od nas zależne.

Medioznawczyni nie sądzi jednak, by używanie tego typu manipulacji stało się nagminnie używane w kampanii wyborczej. To jednak nie znaczy, że powinniśmy podobne zjawiska lekceważyć.

- Jednym z typów fake newsa, w opinii amerykańskiej badaczki Claire Wardle, jest satyra. I okazuje się, że treści satyryczne, kiedy trafią do odbiorcy, który nie ma zdolności szerszego zrozumienia, wychwycenia żartu, są uznawane za prawdę. Gdybyśmy myśleli w takich kategoriach, to powinniśmy zabronić kabaretu. Między dezinformacją świadomą i mającą sprawić krzywdę, a zwykłym żartem jest bardzo cienka granica.

Zdaniem dr Bąkowicz, dla polityków tym, czego nie chcą, na co nie mogą sobie pozwolić, jest utrata zaufania. - Kiedy zaczęliby się posługiwać takimi narzędziami, zaryzykowaliby bardzo wiele. Myślę, że to jest też coś, co ich przed tym powstrzymuje - dodaje.

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska