Dorian Bartkiewicz: Igrzyska w Tokio były dla mnie wspaniałym przeżyciem

Magdalena Zimna
Magdalena Zimna
Udostępnij:
Rozmowa z DORIANEM BARTKIEWICZEM, mechanikiem polskiej reprezentacji kolarskiej na igrzyskach olimpijskich w Tokio.

Ostatnio dostąpił Pan prestiżowego zaszczytu. Został Pan powołany jako mechanik naszej ekipy kolarskiej na igrzyska w Tokio. Jak do tego doszło?
Powołał mnie Polski Związek Kolarski. Nie zrobił tego jednak tylko w własnym zakresie lecz nastąpiło to po odpowiedniej rekomendacji mojej osoby przez trenera Kadry Narodowej Kobiet w Kolarstwie Szosowym Mariusza Mazura. Jest to trener z Dzierżoniowa. Współpracuję z nim od 4 lat. Jeżdżę z nim na mistrzostwa Europy oraz na mistrzostwa świata. Byłem między innymi w norweskim Bergen, w szkockim Glasgow, angielskim Yorkshire, na wyścigach we Francji. Pewnie w jego oczach na taką właśnie misję olimpijską sobie w jakiś tam sposób zapracowałem.

Zanim jednak został Pan w pełni profesjonalnym mechanikiem od skomplikowanych kolarskich rowerów to był Pan czynnym zawodnikiem. Jak przebiegała ta kariera?
W sumie ścigałem się przez 10 lat, z tego 7 lat w „Pacyfiku” Toruń. Zostałem w roku 2008 na torze w Żyrardowie złotym medalistą juniorów w wyścigu torowym na 3 kilometry. Także w roku 2008 drużyna - Michał Kwiatkowski, Łukasz Owsian, Łukasz Wiśniowski oraz ja zdobyła szosowe mistrzostwo Polski juniorów. Brałem udział w torowych mistrzostwach Europy w Mińsku gdzie w drużynie zajęliśmy 4. miejsce oraz mistrzostwach świata w Moskwie. Jednak siedem lat temu w wieku 23 lat zakończyłem karierę. Od tego czasu stałem się mechanikiem od rowerów. Nie tylko tych kolarskich. Też tych dla zwykłych użytkowników. Dlatego założyłem własny warsztat w Toruniu na Bydgoskim Przedmieściu.

Igrzyska olimpijskie to bardzo poważna sprawa. Miał Pan w Tokio bardzo dużo pracy?
Sam fakt igrzysk nakładał na mnie bardzo dużą odpowiedzialność. Ja na co dzień mało się stresuje. Tu jednak nie dało się tego ominąć. Każda śrubka musiała być dokręcona. Chodziło o wyeliminowanie sytuacji, którą dało się prze- widzieć. Każdy zawodnik miał po dwa rowery. Startowy i zapasowy. Zapewniały je ekipy w których dany zawodnik na co dzień jeździ. One już były przygotowane technicznie do igrzysk. Jednakże przyleciały samolotem w kartonach jako bagaż dodatkowy. Musiałem jednak je złożyć, kierownicę, koła, przerzutkę. Napompować koła według ścisłych parametrów dla każdego zawodnika osobno, sprawdzić czy wszystko działa.

Kiedyś, przed laty często Polscy kolarze narzekali, że nie mogą dorównać pod względem sprzętu innym ekipom
z lepiej rozwiniętych państw. Czy takie narzekania są nadal aktualne?

To już się na szczęście zmieniło. Mamy już taki sam sprzęt jak zawodnicy z innych krajów. Gdy od roku 2007 do roku 2020 brała udział w wyścigach jak dotąd nasza jedyna zawodowa ekipa CCC Polkowice z licencją UCI ProTeams to także już wtedy dysponowali oni super sprzętem najwyższej jakości.

Nasi reprezentanci celowali w olimpijskie podium. Michał Kwiatkowski był jedenasty. Jak ocenia Pan ten wyścig?
Ja w tym czasie jechałem w wozie technicznym, podawałem między innymi bidony z napojami zawodnikom. Sam wyścig oglądałem jednak na bieżąco przez internet w telefonie. Michał Kwiatkowski jak sam potem mówił na kilka kilometrów przed metą nie wykorzystał pewnego momentu który był decydujący dla końcowego wyniku na mecie. Warto dodać, że na trasie było zgromadzonych bardzo wielu miejscowych kibiców, nie było dużo wolnych miejsc.

Jakie warunki organizacyjne, warunki pobytu zaoferowali naszej reprezentacji japońscy gospodarze igrzysk?
Myślę, że organizacja samego wyścigu była na bardzo wysokim poziomie. Zakwaterowano nas jednak nie w samej
wiosce olimpijskiej bo tam ze względu na covid były ograniczenia lecz w hotelu. Poprzez to właśnie mieliśmy bliżej
do miejsca treningowego. Same obostrzenia były jednak bardzo męczące. Wyjść z hotelu mogliśmy bardzo rzadko,
tylko w wyjątkowych sprawach. Każdy nosił rygorystycznie maseczki. Ani razu nie widziałem nikogo bez niej. Nam
zainstalowano specjalne aplikacje w telefonach. System Bluetooth miał informować o ewentualnej styczności z kimś
zakażonym. Tak problem powstał u ekipy z Czech. Codziennie był robiony test na covid, była mierzona temperatura
ciała, ankieta przez telefon jak się czujemy. Po przylocie do Tokio miałem zaświadczenie o dwóch badaniach. Były
one w wykonane w Toruniu i wydrukowane od razu w języku japońskim.

Prawidłowe ożywianie jest bardzo ważne. Zabrano z sobą pewne produkty, czy polegano na tych miejscowych?
W hotelu była też kuchnia europejska odpowiadająca kolarzom. Jak zwykle makaron z sosem, dużo owoców i rzecz jasna ryż jak na Japonię przystało. Masażyści z kolei przygotowywali na sam wyścig dla zawodników tak zwane ciasta ryżowe. Na różne sposoby, na przykład z szynką parmeńską, z daktylami lub na słodko z ciastkami oreo. Taki podobny bufet zawodnicy spożywają podczas wyścigów też poza Japonią.

Japonia jest znana z gościnności dla przybyszy z zewnątrz. Czy to się tam potwierdziło?
Tak oczywiście. Starali się nam w niczym nie przeszkadzać. Gdy musiałem w ciągu krótkiego czasu w jakimś konkre-tnym celu przejść obok obsługi hotelowej to ten zawsze się głęboko kłaniał i tak ustawiał przy rozsuwanych drzwiach aby się one otwierały automatycznie, abym nie musiał zbyt długo czekać.

Jakie nastroje panowały wśród naszej olimpijskiej reprezentacji?
Przez cały czas były bardzo dobre. Nie było zbytniej nerwowości. Wszyscy sobie pomagali jak tylko potrafili.
Znalazł Pan czas na chociaż minimalne zwiedzenie tego kolosalnego miasta jakim jest stolica Japonii?
Nie udało się to niestety. Uniemożliwiły to obostrzenia covidowe. Tego bardzo żałuję. Jednak same igrzyska w Tokio które były wspaniałym przeżyciem mi tą stratę w pełni zrekompensowały.

Zabrał Pan stamtąd do samolotu jakieś ciekawe pamiątki?
Jedynie na lotnisku udało mi się kupić w sklepiku magnesy przyczepiane zwykle na lodówkę. Mogę je teraz jako miły
upominek wręczyć moim znajomym czy przyjaciołom, których coś takiego właśnie interesuje. Motywy na nich były
różne, przeważnie oczywiście ich kultowa góra Fudżi lub na przykład z napisem Tokio.

Rozmawiał Janusz Bąkowski

Australian Open nie dla Djokovicia, jakie szanse mają Polacy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie