Dzień wolny za 5 zł. Lekarz z Chojnic wystawił tysiące zwolnień za łapówki

Anna Klaman [email protected]
Prokuratorzy docierają do tysięcy zwolnień lekarskich wystawianych za łapówki przez lekarza Pawła Cz.
Prokuratorzy docierają do tysięcy zwolnień lekarskich wystawianych za łapówki przez lekarza Pawła Cz. regiopraca.pl
Prokuratorzy docierają do tysięcy zwolnień lekarskich wystawianych za łapówki przez lekarza Pawła Cz. Dopiero po latach prawda o tym wychodzi na jaw. Ale proces nie rozpocznie się zbyt szybko.

To żmudna robota, którą zajmują się wszyscy chojniccy prokuratorzy. Paweł Cz., pediatra, który przyjmował pacjentów prywatnie, mimo iż ma postawione zarzuty, może nadal to robić, bo nie ma prawa osobiście wystawiać zwolnień.

Przeczytaj również: Kujawsko-pomorskie: coraz więcej kontroli pracowników, którzy są na zwolnieniach lekarskich

Dzień wolny za 5 zł

Proces nie zacznie się szybko, bo najpierw trzeba udowodnić winę tych, którzy wręczali mu łapówkę. Stawka była powszechnie znana. Nie była wygórowana. Dzień wolnego od pracy kosztował 5 zł, a więc za kilkudniowy odpoczynek, rzekomą chorobę, dawano doktorowi od 30 do 50 zł. Paweł Cz. nie wystawiał bowiem dłuższych zwolnień, ale nie odmawiał ich przedłużenia na kolejnej wizycie. Wszystko było jasne - delikwent jest zdrowy jak rydz, ale z jedynie sobie znanych powodów robi sobie przerwę w pracy. I to płatną.

Jak się dowiadujemy, do Pawła Cz. przychodzili ludzie w różnym wieku, wielu zawodów i o różnej pozycji społecznej. Zdarzali się też mundurowi.

Czytaj: Policjanci i żołnierze stracą na chorobowym

Teraz prokuratorzy docierają do ich pracodawców, bo to oni płacili za ich "chorobowe". Co niektórzy szefowie zrobią zapewne wielkie oczy, gdy dowiedzą się, że ich pracownik wcale nie leżał grzecznie w łóżeczku z gorączką, bo potrzebował dodatkowego wolnego na przykład na remont.

Dorota G. łapie infekcje

Prokuratorzy dotarli m.in. do szefa 48-letniej dziś Doroty G., która, jak dotąd w to święcie wierzył, była słabego zdrowia i często łapała infekcje. Jak często? "Chorowała" od 16 lipca do 31 lipca 2009 r. Wręczyła lekarzowi 65 zł, ale za to dostała od pracodawcy 743 zł świadczenia chorobowego, bo zgodnie z prawem, za pierwsze trzydzieści dni płaci je on, a nie ZUS. Pani Doroty nie było też w pracy w tym roku od 7 do 27 września, od 9 do 29 listopada i od 14 do 31 grudnia. W 2010 r. problemy ze zdrowiem zaczęły się 13 września, a powtórzyły się w październiku i listopadzie. W 2011 r. poszła na zwolnienie już w sierpniu. Wyliczono, że pracodawca stracił 5 tys. 605 zł. To spora sumka.

Zobacz też: Na lewym L4 tracimy miliony

Jak będą reagować pracodawcy? Czy puszczą sprawę płazem? Czy zwolnią pracownika? Nie wiadomo. W każdym razie prokurator dla Grażyny G. żąda jednego roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata i grzywny w wysokości 2 tys. zł.

Najlepsze artykuły za jednym kliknięciem. Zarejestruj się w systemie PIANO już dziś!

Wiadomości z Chojnic

Czytaj e-wydanie »

Oferty pracy z Twojego regionu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie