Emerytury do poprawki

Jolanta Zielazna, [email protected]
Kto ma rację w dyskusji o przyszłości naszych emerytur?
Kto ma rację w dyskusji o przyszłości naszych emerytur? sxc.hu
Czujemy się skołowani - mówiąc bez ogródek. Kto ma rację w dyskusji o przyszłości naszych emerytur?

Grzechy zaniedbania

Dyskusje uaktywnił zapowiedziany przez rząd przegląd działalności OFE. I bardziej niż pilna decyzja, kto ma wypłacać dożywotnie emerytury z części kapitałowej.

Reformę emerytalną wprowadzono w 1999 roku. Miała być powszechna, ale do dziś nie zlikwidowano przywilejów rozmaitych grup zawodowych. Mamy emerytury górnicze, mundurowe (dopiero w ubiegłym roku nieśmiało zreformowane), rolnicze.

Przeczytaj także:Lista płac 2012. Ile płaci państwo emerytom i rencistom?

Co roku kosztuje nas to miliardy złotych. Dopłacać do nich trzeba z budżetu. Summa summarum zrzucamy się na to wszyscy z naszych podatków.
Po 14 latach ciągle nie wiemy tak podstawowej rzeczy, jak ta, kto będzie wypłacał emerytury kapitałowe z OFE.

Poza obniżką opłat (wymuszoną przez naciski mediów) nie zmieniono zasad funkcjonowania OFE, które zwiększyłoby ich efektywność. Towarzystwa emerytalne zarządzające funduszami zarabiają nawet wtedy, gdy zamiast zysków są straty.
Tu rząd z działaniami się nie kwapi.

Nie zadbano o bezpieczeństwo pieniędzy gromadzonych w OFE przez osoby, które w niedługim czasie przejdą na emeryturę.

To główne grzechy zaniedbania i zaniechania wobec wszystkich, którzy płacą składki emerytalne i przed laty uwierzyli, że na reformie zyskają. Dziś wakacje pod palmami i szampan pod drzwiami zamiast butelki mleka - są kpiną.

Reforma, ale jaka?

Nawet wśród ekonomistów do dziś nie ma zgody, czy reforma powinna być przeprowadzona właśnie tak, czy inaczej? Każdy fakt interpretowany jest na dwie strony.

Przeczytaj także:Tylko do końca tego roku wypłacane będą emerytury okresowe z OFE. Co dalej?

- Reforma emerytalna była potrzebna, bo zmieniła system repartycyjny na kapitałowy - mówi Aleksander Łaszek, ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. W systemie repartycyjnym emerytura nie zależała od uzbieranych składek. W kapitałowym - i owszem. Ile uzbierasz, tyle będzie do dzielenia na starość.
- Gdyby nie reforma, do ZUS trzeba by dopłacać jeszcze więcej - uważa Łaszek. - OFE to dług, ale dług jawny, a nie ukryty, zamiatany pod dywan.

- Reforma była potrzebna, ale nie taka, jaką przeprowadzono - ocenia Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. - Ta, którą zrobiono zwiększyła deficyt finansów publicznych. Jednocześnie wprowadziła szkodliwe rozwiązanie: przymusowe fundusze kapitałowe. Jeśli OFE są tak dobre dla obywateli, to dlaczego są przymusowe? - pyta retorycznie.

- Otwarte fundusze emerytalne się sprawdziły - broni rozwiązania Marek Góra, prof. SGH, współtwórca reformy. Podkreśla, że ta część naszych pieniędzy jest inaczej zarządzana, więc wystawiona na inne ryzyko niż składka w ZUS. Podzielnie pieniędzy między ZUS i OFE to rozproszenie ryzyka, realizacja zasady, że nie nosi się wszystkich jajek w jednym koszyku.
Co nie znaczy, że działalność OFE nie wymaga zmian.

Serce do reformy w części kapitałowej stracił też ekonomista Bogusław Grabowski, członek Rady Gospodarczej przy Premierze, niegdyś prezes towarzystwa emerytalnego. Pochwala wprowadzenie zasady, że emerytura zależeć będzie od tego, ile wpłacimy składek. To oznacza, że za kilkadziesiąt lat system się sfinansuje sam.
Ale, podobnie jak Sadowski, krytykuje przymusowy filar kapitałowy, czyli otwarte fundusze emerytalne. Oszczędzanie w nich nie powinno uszczuplać składki płaconej do ZUS.

Fundusze emerytalne - jak można usłyszeć - rozłożyły publiczne finanse i generują coraz większy dług.
Ale czy przygotowując reformę nie brano tego pod uwagę? Były prowadzone rozmaite symulacje i na określone konsekwencje się zgodzono. Czy założenia okazały się zbyt optymistyczne?

Eksperci fundacji FOR jeszcze w 2010 roku, czyli przed obniżeniem części składki przekazywanej do OFE obliczyli, że koszt jej refundacji stanowił tylko 3,5 proc. wartości wydatków publicznych. Obsługa tego długu jest tańsza niż obsługa zobowiązań ZUS.

Mechanizm bezpieczeństwa

Nad emeryturami, ale bardziej nad OFE gromadzą się chmury.

- Ludzi wprowadzono w błąd pokazując reklamy, które doprowadziły do niekorzystnego rozporządzenia mieniem - uważa Andrzej Sadowski. - Okazuje się, że z OFE będzie 20, maksymalnie 30 proc. emerytury. Za te pieniądze polski emeryt nie wyjedzie nie tylko do ciepłych krajów, ale nawet na wczasy pod gruszą w Polsce.

Instytut im. Adama Smitha od dawna powtarza, że każdy powinien mieć zagwarantowaną jednakową, podstawową emeryturę obywatelską, a o resztę zadbać sam.
Na to jednak nie ma szans, bo wtedy rzeszę podopiecznych zyskałaby pomoc społeczna.

Wartością nowego systemu miało być "Bezpieczeństwo dzięki różnorodności". Czyli przywołana wyżej zasada "nie wkłada się wszystkich jajek do jednego koszyka".

- Wpłacanie całej składki emerytalnej do ZUS na pewno byłoby dobre dla ministra finansów, ale dla bezpieczeństwa naszych emerytur zdecydowanie nie - uważa Aleksander Łaszek z FOR. I przywołuje uzasadnienie wyroku Trybunału Konstytucyjnego o waloryzacji kwotowej. W określonej sytuacji budżetowej jest zgodna z konstytucją.

O tej części składki decydują politycy, którzy łatwo sięgają po czyjeś pieniądze.

Ale pewności nie ma także na rynku kapitałowym. - Inwestowanie na giełdach i rynkach finansowych jest wysoce ryzykowne, niestabilne, niepewne - podkreśla wiceprezes Centrum im. Adama Smitha.
Emerytura nie powinna zależeć od tak niepewnych rezultatów.

Tu znowu odbijają piłeczkę twórcy reformy. Na grudniowym posiedzeniu sejmowej komisji polityki społecznej, gdy oceniano funkcjonowanie OFE, Agnieszka Chłoń-Domińczak (SGH) porównała stopy zwrotu w OFE w długim okresie i waloryzację kont w ZUS. - W okresach, kiedy fundusze emerytalne osiągały relatywnie wyższe zwroty, stopy zwrotu na kontach w ZUS były niższe. I odwrotnie: kiedy fundusze emerytalne osiągały ujemne stopy zwrotu, wówczas waloryzacja kont w ZUS była dodatnia i wysoka. Te dwa elementy nawzajem się uzupełniają.

W systemie brakuje jednak istotnego bezpiecznika. Czegoś, co na kilka lat przed emeryturą uchroni zgromadzone oszczędności przed spadkiem wartości, wskutek ryzykownych operacji zarządzających funduszami.

Jak OFE nie oceniać, to poza 2008 i 2011 rokiem, zawsze przynosiły zyski. Może mogłyby to być większe pieniądze, może za wysokie są pobierane przez nie opłaty, ale na to pozwalają przepisy. O zmianach mówi się od lat. Głównie mówi.

Portal Analizy online policzył, że kto zaczął oszczędzać w OFE w sierpniu 1999 roku co miesiąc 100 zł (indeksowane miesięczną zmianą wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw), na koniec 2012 roku ma na koncie średnio 12 tys. zł więcej, niż wpłacił.

Fundusze, na koniec 2012 roku (to informacja przygotowana przez Izbę Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych) w akcje spółek giełdowych i obligacje BGK zainwestowały 112 mld zł, z 269,5 mld, którymi zarządzały.
OFE mają też udziały w akcjonariacie wielu spółek. Rządzą Elektrobudową, bo maja blisko 80 proc. Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, w Grupie Kęty -75,5 proc. w WZA, Bogdanka S.A. - prawie 60 proc. w WZA.

Fundusz na własną odpowiedzialność?

Czy możliwe jest "odkręcenie" reformy w tym sensie, że OFE stałyby się dobrowolne i wszyscy, którzy do nich należą mogliby jeszcze raz podjąć decyzję?

- Potrzebna jest poważna merytoryczna dyskusja, co by było, gdybyśmy pozwolili teraz ludziom wybrać: zostają w OFE czy rezygnują - uważa Anna Bańkowska, posłanka SLD od lat zajmująca się problemami emerytalnymi. - Co działoby się z giełdą, z finansami państwa? Rzetelnych analiz na ten temat posłowie nie są w stanie przygotować, bo nie mają odpowiedniego aparatu.

Może wówczas, jak sugeruje Andrzej Sadowski, ale nie tylko on, fundusze rzeczywiście zaczęłyby konkurować o nasze pieniądze? Bo na razie bez kiwania palcem mają zapewniony dopływ pieniędzy.

Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych też nie zasypia gruszek w popiele.
- Przygotowujemy swoje propozycje, dotyczące wypłat emerytur z OFE i polityki zwiększającej efektywność - nie ukrywa Wojciech Nagel, prezes Izby. - Mają one na celu ochronę kapitału ubezpieczonych. Chcemy pokazać, że oszczędzanie w kilku filarach to wartość dla uczestników systemu. Pieniądze powinny być pomnażane w różny sposób i przez różne instytucje wypłacane.
Nagel ma nadzieję, że zmiany system poprawią, a nie zniszczą.


Widać dziś, że twórcy reformy chyba zbyt optymistycznie policzyli jej koszty. Albo nie przewidzieli kryzysu w takich rozmiarach, jak nas dotknął. Ale możliwe też, że nie toczylibyśmy tej dyskusji, gdyby na samym początku zlikwidowano przywileje emerytalne, szybko korygowano efektywność OFE, czyli nie porzucono zmian w pół drogi.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie