Ingeruję w ludzki mózg czyli wykorzystana druga szansa

Hanka Sowińska [email protected] 52 326 31 33
Prof. dr hab. Marek Harat - neurochirurg w 10. Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Bydgoszczy, pracownik naukowy Collegium Medicum UMK. Pacjenci z całego kraju chcą być leczeni w klinice, którą kieruje. W grudniu 2002 r. dokonał pierwszej w Polsce operacji neurochirurgicznej ze wskazań psychiatrycznych. Trzy lata wcześniej prof. Harat podjął się operacyjnego leczenia choroby Parkinsona.
Prof. dr hab. Marek Harat - neurochirurg w 10. Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Bydgoszczy, pracownik naukowy Collegium Medicum UMK. Pacjenci z całego kraju chcą być leczeni w klinice, którą kieruje. W grudniu 2002 r. dokonał pierwszej w Polsce operacji neurochirurgicznej ze wskazań psychiatrycznych. Trzy lata wcześniej prof. Harat podjął się operacyjnego leczenia choroby Parkinsona. Fot. Archiwum
Udostępnij:
O śmierci laureata Nagrody Nobla, Egasa Monitza, który zginął w ręki swojego pacjenta i ktora na lata zaciążyła na tej dziedzinie i wielu innych sprawach w rozmowie z "Pomorską" mówi prof. dr. hab. n. med. Marek Harat, szef Kliniki Neurochirurgii 10. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką w Bydgoszczy.

- Gratuluję! Będzie miał pan swoją tabliczkę w Alei Bydgoskich Autografów.

- Dziękuję!

- Poproszono już pana o złożenie podpisu?

- Przesłałem autograf drogą elektroniczną.

- Na liście kandydatów do tegorocznej edycji "Autografów", przy pańskim nazwisku, wymieniono pana wszystkie pionierskie zabiegi. Trochę ich było.

- Zająłem się neurochirurgią czynnościową na początku lat 90. Wtedy w Polsce ta dziedzina była w powijakach. Pierwsze operacje wykonane u pacjenta cierpiącego na Parkinsona, u chorego z zespołem natręctw, spastycznością czy dziecięcym porażeniem mózgowym skoncentrowały na naszej klinice uwagę mediów. To zrozumiałe, bo były nowością. Ale też przyznać trzeba, że są fantastyczne i niezwykle spektakularne - wszystko dzieje się na naszych oczach. Pacjent z choroba Parkinsoną, który ma bardzo wyraźne drżenie..

...nagle się uspokaja.

- To robi wrażenie na wszystkich. Chory podczas zabiegu rozmawia, ma włożoną do mózgu elektrodę i nagle, na naszych oczach staje się zdrowym człowiekiem. To coś niezwykłego, w przeciwieństwie do wszystkich innych zabiegów, gdzie z duszą na ramieniu czekamy aż operowany np. z powodu guza mózgu pacjent obudzi się. Przecież nie mamy pewności, czy będzie mówił, ruszał kończynami, widział. To wszystko jest rozłożone w czasie.

- Początki neurochirurgii czynnościowej w szpitalu wojskowym sięgają 1999 r.

- Wtedy właśnie wykonaliśmy pierwszy zabieg u pacjenta cierpiącego na chorobę Parkinsona.

- I była sensacja na całą Polskę.

- Był to zarazem triumfalny powrót neurochirurgii czynnościowej. Kiedyś już była wykonywana, ale w sposób prymitywny. Po wielu latach, przy zastosowaniu zdobyczy technicznych - mam na myśli tomograf, rezonans magnetyczny, nowoczesne ramy, neurostymulatory - nastąpił renesans. Pamiętam, że w 1993 r. będąc w Toronto, po raz pierwszy miałem okazję podglądać nowoczesną neurochirurgię czynnościową. Po powrocie z Kanady objąłem oddział kliniczny neurochirurgii w szpitalu wojskowym w Bydgoszczy. Byłem szczęśliwym człowiekiem, bo ode mnie zależało, czy będzie wprowadzana neurochirurgia czynnościową czy nie.Trafiłem tu na bardzo sprzyjający klimat. Dzięki wsparciu ówczesnego komendanta szpitala generała Wiśniewskiego udało się kupić pierwsze urządzenia stereotaktyczne. I tak, krok po kroku, oddział wzbogacał się o nowe, niezbędne przyrządy.

- Po Parkinsonie były kolejne zabiegi - na stół trafił pacjent z zespołem natręctw, który wielokrotnie próbował popełnić samobójstwo, dziecko z porażeniem mózgowym, chory z depresją lekooporną. Za każdym razem był pan pewien sukcesu?

- Nigdy, chociaż starałem się być przygotowany do operacji jak najlepiej.

- Która z nich była najtrudniejsza, która niosła największe ryzyko?

- Wydaje mi się, że zabieg wykonany u pacjenta z zespołem natręctw. To była operacja psychochirurgiczna. Pamiętać trzeba, że wokół psychochirurgii narosło wiele mitów. Ta dziedzina zawsze budziła duże emocje, zarówno wśród lekarzy, jak i pacjentów, ich rodzin oraz osób, których ta choroba nie dotyczyła. Działo się tak chociażby pod wpływem książki i zrealizowanego na jej podstawie filmu "Lot nad kukułczym gniazdem". Jest to najlepiej sprzedająca się opowieść o tym, że można ingerować w ludzkie emocje poprzez zabiegi chirurgiczne. To przez długie lata była powszechna wiedza, bardzo negatywna, o tego typu zabiegach.Tymczasem rzeczywistość jest taka - do neurochirurga trafia bardzo ciężko chory człowiek, którego zawiodły wszystkie inne terapie. Często znajduje się już na marginesie życia społecznego i rodzinnego. Więc rozpaczliwie próbuje wrócić do normalności.

- I decyduje się na ingerencję psychochirurgiczną.

- Pierwsza szansa na rozwoju tej dziedziny pojawiła się na przełomie lat 40. i 50. - wtedy Egas Moniz dostał Nagrodę Nobla. Drugą szansę miałem ja - to był grudzień 2002 roku. Trzeciej mogło już nie być, gdyby mi się nie udało, gdybym zawiódł, nie miał szczęścia. W operacji, transmitowanej przez TVN, towarzyszył mi prof. Rybakowski z Poznania, który zakwalifikował pacjenta. Emocje były ogromne. Ale tego zabiegu nie dało się inaczej przeprowadzić. Wszystko musiało być jawne. Jak byłby odebrany zabieg psychochirurgiczny, zrobiony w szpitalu wojskowym, gdybyśmy przeprowadzili go po cichu? Na pewno pytano by, dlaczego ingeruję w ludzki mózg???

- I pewnie pomógłby pan przeciwnikom.

- Dlatego musiało się to odbyć w sposób jawny, aż do bólu.
Kamera śledziła każdy mój ruch. Na dodatek pacjent zniósł ten zabieg znakomicie. Był szczęśliwy, chętnie rozmawiał, udzielał wywiadów. Nie zawsze tak się zdarza, że chory chce mówić o swoich emocjach, problemach, ciężkiej chorobie. Było to niezwykle potrzebne. Była to moja jedyna broń. Środowisko psychiatrów, neurochirurgów zachowywało wiele rezerwy. Wspierał mnie swoim autorytetem prof. Rybakowski, który mówił o ciężkości choroby i podkreślał, że temu człowiekowi inaczej nie można było pomóc.

- Jakie "armaty" wytaczali przeciwnicy tej metody leczenia?

- Chodziło o historię. Moniz dostał Nobla za wprowadzenie i rozwój psychoneurochirurgii, zapoczątkowując burzliwy rozwoju tej dziedziny. W 1949 r. wykonał dziesięć tysięcy zabiegów. Były stosunkowo proste, w miarę bezpieczne. Ironią losu jest to, że kiedy tę metodę uznano za skuteczną, Moniz zginął z ręki swojego pacjenta chorego na schizofrenię. Potem przyszły momenty niepowodzeń. Ówczesne gwiazdy kina amerykańskiego po takich zabiegach miały upośledzoną świadomość. To zaciążyło na dalszym rozwoju psychochirurgii. Ponadto w latach 50. wprowadzone nowe leki, które zmieniły skuteczność leczenia chorób psychiatrycznych. Wtedy wahadełko wychyliło się w drugą stronę. Kiedy na jednym ze zjazdów psychiatrów zapytałem o zabiegi psychochirurgiczne, wywołałem ogromne zdziwienie. Chyba łatwiej przyjęto by wiadomość o lądowaniu Marsjan (śmiech)! Nie wszyscy śledzili postęp, jaki dokonywał się w tej części neurochirurgii, nie wszyscy byli przygotowani na to, co można zrobić - nie wiedzieli, że zmienił się zakres, dokładność zabiegu, bezpieczeństwo.

- Ma pan w planach jakąś kolejną nowatorską operację?

- Z pewnością coś do tej listy dopiszę. Mam na myśli leczenie lekoopornej padaczki poprzez głęboką stymulację mózgu. Uważam, że tę metodę powinniśmy już wprowadzić do naszej praktyki klinicznej. Podobnie jak leczenie osób z chorobą Huntingtona. Były wątpliwości, czy tym pacjentom można pomóc.

- Chodzi o okropną przypadłość, kiedy ciało pląsa, drży.

- Do tego dochodzi jeszcze demencja. No i najważniejsza operacja, która wydaje się wyprzedzać nasze czasy - leczenie głęboką stymulacją choroby Alzheimera. Pierwsza faza badań klinicznych została przedstawiona w czerwcu tego roku na zjeździe w Nowym Jorku i budzi wielkie nadzieje. Nie od razu się pojawi, ale są ogromne szanse.Ta metoda może spowodować, że będzie się tworzyło więcej komórek nerwowych w tym obszarze mózgu, w którym tylko mogą powstawać nowe komórki. To jest fascynujące. Możliwe też jest leczenie uzależnień. W Niemczech już są prowadzone badania dotyczące terapii uzależnień alkoholowych, w USA i Chinach -uzależnień od narkotyków i leczenie otyłości. To wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Marzeń i pomysłów jest wiele.

- Oprócz neurochirurgii czynnościowej specjalnością kliniki jest również neuroonkologia i chirurgia kręgosłupa. Pacjentów nie brakuje. Przyjeżdżają z całej Polski.

- Ponad połowa chorych pochodzi spoza województwa. To znaczy, że co roku prawie 1000 pacjentów z innych regionów kraju jest leczonych w naszej klinice. Cieszy nas, że tyle osób chce u nas się leczyć, smuci fakt, że są długie kolejki. Na operację kręgosłupa z użyciem nowoczesnych implantów chorzy czekają półtora roku.

- Na stronie internetowej kliniki "wisi" lista osób zakwalifikowanych do zabiegów z zakresu neurochirurgii czynnościowej. Są tam pacjenci zapisani w 2007 r. Może to już nieaktualne?

- Aktualne. w tych operacjach używane są drogie implanty, dlatego musi to być lista w pełni transparentna. Niestety, kolejki są bardzo długie. Wiem, że na tego rodzaju zabiegi w Warszawie chorzy czekają znacznie krócej. Tym bardziej bolą mnie informacje, że województwo mazowieckie ma otrzymać więcej pieniędzy. W chirurgii kręgosłupa pacjenci oczekują około półtora roku. Neuroonkologia - tu kolejki są najkrótsze.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

n
niepoprawnośćpolityczna
"Pacjent z chorobą Parkinsona, który ma bardzo wyraźne drżenie..
...nagle się uspokaja."

Pacjenci po każdej "udanej" operacji, której nie przeżywają, zawsze się uspokajają.
Na zawsze i nieodwołalnie.

Czy lobotomia, to leczenie?
Dodaj ogłoszenie