Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

"Inna historia uniwersum DC" - recenzja komiksu, który tak naprawdę komiksem nie jest

Bartłomiej Romanek
Bartłomiej Romanek
"Inna historia uniwersum DC" to historia z jednego z największych komiksowych uniwersów, która komiksem nie jest. John Ridley, laureat Oscara za scenariusz do filmu „Zniewolony. 12 Years a Slave” wraz z dwójką utalentowanych rysowników stworzył opowieść graficzną, która zapiera momentami dech w piersiach, ale która nigdy nie zadowoli wszystkich fanów komiksu. Szkoda, bo to dobra literatura.

Alternatywnych historii uniwersum DC poznaliśmy już wiele. Superman i Batman raz potrafią być największymi przyjaciółmi, by innym razem rzucać sobie kłody pod nogi, a nawet skakać do gardeł.

"Inna historia uniwersum DC" to kolejna alternatywna historia DC, która na dodatek została opowiedziana w oryginalny i alternatywny sposób. Autorem tekstu do albumu jest sławny amerykański scenarzysta, pisarz i dramaturg John Ridley, laureat Oscara za scenariusz do filmu „Zniewolony. 12 Years a Slave”.

Ridley z uniwersum DC radzi sobie bardzo dobrze, ale jest mu łatwiej, bo tak naprawdę tworzy powieść graficzną, a właściwie pięć ilustrowanych noweli, bo każdy rozdział dotyczy innego bohatera. Trzeba jednak przyznać, że Ridleya czyta się bardzo dobrze, a całość również świetnie się ogląda.

Autorami rysunków są dwaj Włosi – Giuseppe Camuncoli, który od wielu lat działa na rynku amerykańskim („Potwór z Bagien”, „Hellblazer”) i Andrea Cucchi, wcześniej znany przede wszystkim z ilustracji do komiksów wydawanych na rynku francuskojęzycznym (m.in. „Churchill et moi”). Artyści z Italii świetnie poradzili sobie z przedstawieniem uniwersum DC, a ich rysunki nadają całej opowieści niepowtarzalnego charakteru.

"Inna historia uniwersum DC" pokazuje nie tylko uniwersum DC, a także XX-wieczną historię Stanów Zjednoczonych z... innej strony. Jest on przedstawiona z perspektywy bohaterów, którzy stali w cieniu, czy to ze względu na kolor skóry czy orientację seksualną. Czarna Błyskawica, Bumblebee czy Katana też istnieli i wcale nie mieli łatwo, bo samo bycie obrońcą ludzkości nie zapewniało ani sławy, ani szczęścia. Musieli sobie radzić, chociaż nie byli gorsi od uwielbianych przez tłumy kolegów i koleżanek.

Największą wartością tego dzieła jest poruszenie tematyki, której nie poruszano w uniwersach DC, ale i Marvela przed długie dziesięciolecia. Mniejszości często nie miały na kartach komiksów swojego miejsca. Być może w "Innej historii uniwersum DC" poprawność polityczna jest nadużywana do uzyskania odpowiedniego efektu artystycznego, ale nie zmienia to mojej oceny - to ciekawe dzieło.

Trzeba jednak pamiętać, że to świetna powieść ilustrowana, a nie komiks. Dlatego zdaje sobie sprawę, że część miłośników uniwersum DC będzie zawiedziona. Na pewno tom Ridleya jest jednym z tych, które najmocniej w ostatnich miesiącach podzieliły komiksomaniaków. Ale to tym większa zachęta, aby po niego sięgnąć i wyrobić sobie zdanie.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

od 7 lat
Wideo

echodnia Drugi dzień na planie Ojca Mateusza

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiał oryginalny: "Inna historia uniwersum DC" - recenzja komiksu, który tak naprawdę komiksem nie jest - Dziennik Zachodni

Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska