Jestem z Grudziądza

MARYLA RZESZUT
Albumy wydawane przez Janusza Kalamarskiego są rozchwytywane, a nabywcy chcą mieć na pamiątkę jego autograf
Albumy wydawane przez Janusza Kalamarskiego są rozchwytywane, a nabywcy chcą mieć na pamiątkę jego autograf FOT. MARYLA RZESZUT
Janusz Kalamarski miał osiem lat, gdy mu zmarła matka. Zrozumiał: - Muszę walczyć, żeby być kimś. Dziś wszyscy w Grudziądzu wiedzą, kim jest.

To człowiek-instytucja.
Mama Janusza Kalamarskiego zmarła, mając 35 lat... Jego młodszy brat miał wtedy dwa lata, starszy - 11. Ludzie współczująco kiwali głowami: - Z sierotami bywa tak, że lądują na ulicy...

- Ze mną tak nie będzie - postanowił. Ojciec ożenił się powtórnie, macocha okazała się dobrą kobietą, ale przecież matki nie zastąpi nikt... Los zmusił go do bycia silnym. Jeszcze jako uczeń zaczął zarabiać na siebie, aby odciążyć ojca. Pracował przy przeładunku towarów, a później w kopalni i w hucie Katowice...
Karate kyokushin - życiowa "zaprawa"
35 lat temu zaczął trenować karate kyokushin. - Ta odmiana karate jest dla najbardziej wytrwałych. Gdy stawało na sali 300 osób, selekcja była bezwzględna. Trzeba było wytrzymać nieprawdopodobny reżim ćwiczeń - wspomina. - Chciałem udowodnić przede wszystkim sobie, że dam radę. Przez kyokushin hartowałem charakter, kształtowałem osobowość. Chciałem znaleźć się wśród tych najtwardszych, co to nie złamią się i będą coraz doskonalsi...

Dziś ma stopień mistrzowski - 2. dan. Jest autoryzowanym instruktorem japońskiego karate kyokushin. Przez jego szkołę karate przewinęło się 5.000 osób. W latach 90. jego wychowankowie zdobywali tytuły wicemistrzów Polski i Europy, a jeden był uczestnikiem mistrzostw świata. Janusza Kalamarskiego wybrano do zarządu Polskiego Związku Karate, nadzorującego działalność 450 klubów różnych odmian karate. Prowadzi też fitness klub na europejskim poziomie. Ukończył AWF w Gdańsku.

Własną drogą

Sztuka walki w zarabianiu na rodzinę - żonę i córkę okazała się o wiele trudniejsza. W życiu nie ma, jak w karate, klarownych zasad. Czasem nie tylko przeciwnik, ale i partner zagra nieczysto...
- Można sobie poradzić - uważa Janusz Kalamarski - pracując ciężko, dużo i uparcie idąc do celu. Wybrał własną drogę: poza układami politycznymi i miejscowymi koteriami. Rzucił się na szeroką wodę: w wydawnictwa. Przed 13 laty ukazał się jego pierwszy Informator Gospodarczy Grudziądz. Wszyscy cisnęli książki telefoniczne w kąt, bo "Kalamarski" okazał się znakomitym kompendium aktualnej wiedzy o instytucjach i firmach, Wkrótce ukaże się 13. informator - największy, z rekordową liczbą 200 stron!

Chciał tworzyć coś, czego dotąd nie było. Dla Grudziądza i jego mieszkańców. Lansować swoje miasto w Polsce i za granicą. Rzucił hasło: wydam album "Grudziądz 1945" ze wspomnieniami ludzi pamiętających czas wyzwolenia miasta - nie tylko grudziądzan, także Niemców i osób innych narodowości.
- To miał być żywy dokument, przemawiający do wyobraźni - tłumaczy - przygotowywałem się do tego cztery lata. Zbierałem wspomnienia od ludzi, kompletowałem fotografie, niektóre wręcz sensacyjne. Nigdy nie publikowane. Po wielkich bojach zdobyłem nawet zdjęcia z archiwów rosyjskich! Warto było. Dzięki temu można zobaczyć np., jak Rosjanin ostrzeliwuje stanowiska niemieckie w kamienicach naprzeciwko, albo jak jeńcy niemieccy sprzątają gruzowiska...
Na wydanie dobrej jakości albumu trzeba mieć pieniądze. I to niemałe. Potrafi je zdobyć od sponsorów, przekonując: - Raczej nikt na tym nie zarobi, ale
trzeba to zrobić dla naszego miasta.

Udziela się im ta pasja i zapał. I dobrze, bo album zrobił furorę wśród grudziądzan, zwłaszcza mieszkających za granicą. Także inny album - z barwnymi fotografiami "Grudziądz miasto nad Wisłą" rozszedł się błyskawicznie.
Janusz Kalamarski nie ma zespołu wydawniczego. Robi wszystko sam, z pomocą żony, córki i zięcia. Są dni, że harują bez wytchnienia... Już przygotowują kolejny album - "Pałace i dworki okolic Grudziądza", ale prawdziwa sensacja dopiero przed nami: "Twierdza Grudziądz" - z materiałów zdobytych także w archiwach zagranicznych, rosyjskich i niemieckich.

Obaj bracia Janusza Kalamarskiego pracują i mieszkają w RFN. Przekonywali, by też wyjechał. Odmawiał: - To nie dla mnie. Zawsze, gdy wraca z zagranicy, już jadąc mostem na Wiśle czuje radość, widząc mury miasta. - Jestem stąd, z krwi i kości. Tu moje miejsce.
Ma w Grudziądzu mocną pozycję i autorytet. Jako instruktor karate i szkoleniowiec fitness. Ileż to osób mówiło mu: dzięki tobie wyszedłem na ludzi! A teraz rośnie jego prestiż wydawcy.

Nie chce, by młodzi grudziądzanie wyjeżdżali za granicę. - Udowadniam, że można i tu realizować swoje marzenia, tylko trzeba mocno podwinąć rękawy. A młodzi wolą "zaczepić się" gdzieś na etat i odpracowywać go, żyjąc nijako. Warto rzucić życiu wyzwanie, samemu coś stworzyć od podstaw...

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jan Guzowski
Jestem pełen uznania dla wytrwałości Janusza w dążeniu do wybranego celu i dla pasji z jaką realizuje swoje plany. W imieniu koleżanek i kolegów z podstawówki zapraszam bohatera artykułu do portalu "nasza klasa". Pragniemy razem z Tobą uczcić 35-lecie zakończenia pierwszego etapu edukacji. Nie ukrywam, że oczekujemy Twojej pomocy w poszukiwaniach kolegów i rozwijaniu listy obecności. W imieniu garstki zalogowanych pozdrawiam grudziądzanina serdecznie!
Dodaj ogłoszenie