
W wywiadach nie raz się przechwalał, że jest... koneserem płci pięknej.
- Miałem wiele kobiet tych mądrych i głupich, naiwnych i przebiegłych - mówił dziennikarzom. Innym razem na lamach "Vivy" wyznawał, że w młodości był złodziejem kobiet.
- Narzeczonym odbierałem narzeczone, mężom żony, które potem zostawały moimi żonami.

Pierwszą, która zaistniała medialnie była Anna Rutkowska jego trzecia żona (on był jej drugim mężem). To ona stworzyła detektywa jakiego dziś znamy. Zorganizowała firmę i wykreowała "szeryfa". Stworzyła zapotrzebowanie na niego. Absolwentka germanistyki na Uniwersytecie Łódzkim oraz Akademii Psychologiczno-Socjalnej w Wiedniu. Z cienia wyszła dopiero za spraw rozwodu z Krzysztofem Rutkowskim w 2004 roku.
KLIKNIJ DALEJ

Pytana przez dziennikarza Expressu Ilustrowanego, kiedy zaczęły się ich kłopoty małżeńskie odparła, że wtedy, kiedy Rutkowski zaczął odnosić sukcesy zawodowe i finansowe. Pieniądze i sława - jak stwierdziła - przewróciły mu w głowie.
- A kobiety jak to kobiety, nie pytają czy ktoś ma żonę i dzieci. Lgną do człowieka sukcesu. Kochają pogrzać się w słońcu. I nie jest ważne czy będzie ono świecić dla nich jeden dzień, miesiąc, czy kilka lat - mówiła.

Luiza Kobyłecka przeżyła kilka medialnych lat u boku Krzysztofa Rutkowskiego. Ona była zakonnica. Dla niego zrzuciła habit dosłownie i w przenośni. Historia ich poznania jest jak żywcem wyjęta z Harlequina. Opowiedzieli o niej w "Vivie". To było w 2004 roku. Ona jako zakonnica spacerowała z innymi siostrami po ogrodzie. Usłyszała krzyki, huk petard i wybiegła na ulicę. Zobaczyła jak jeden mężczyzna obezwładnia drugiego. Powiedziała temu, który obezwładniał (już pewnie czytelnik się domyślił, że chodzi o dzielnego detektywa), że to jest bardzo brutalne co on robi, a on spojrzał jej głęboko w oczy - bo resztę zakrywał habit - i dopowiedział jej, że brutalna to ona jest wobec siebie, bo młoda, piękna, a w habicie. Po czym dał się wizytówkę i tak się to zaczęło.