Krzysztof Stanisławski, dyrektor CSW w Toruniu: - Po raz pierwszy prezentujemy film wolumetryczny

Karina Obara
Karina Obara
Krzysztof Stanisławski: - Nie wierzę, by sztuka przeniosła się do wirtualnej rzeczywistości na stałe. Przecież po lockdownie ludzie rzucili się oglądać na żywo wszystkie wystawy, przychodzili tłumniej niż wcześniej. To dowodzi głodu obcowania ze sztuką na żywo. Zwłaszcza jeśli oferta jest intrygująca i nowoczesna
Krzysztof Stanisławski: - Nie wierzę, by sztuka przeniosła się do wirtualnej rzeczywistości na stałe. Przecież po lockdownie ludzie rzucili się oglądać na żywo wszystkie wystawy, przychodzili tłumniej niż wcześniej. To dowodzi głodu obcowania ze sztuką na żywo. Zwłaszcza jeśli oferta jest intrygująca i nowoczesna Karina Obara
Udostępnij:
Rozmowa z Krzysztofem Stanisławskim, dyrektorem Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu, o sztuce w pandemii i planach na przyszłość.

Zobacz wideo: Teatr Kameralny w Bydgoszczy. Jak prezentuje się po remoncie?

- Czy pandemia mocno poturbowała CSW?
- Bardzo mocno. Jeśli tak duże muzeum jak CSW jest zamknięte i na dwóch tysiącach metrów wiszą piękne fotogramy Helmuta Newtona, a widzowie nie mogą ich zobaczyć, to wszyscy odczuwamy wielki ból, bo przecież pracujemy dla ludzi, dla publiczności. Nie mieliśmy też przychodów z biletów. Paradoksalnie jednak pandemia miała swoje plusy. Wymusiła na nas działania, których pewnie nigdy byśmy nie podjęli, gdyby to wszystko się nie zdarzyło.

- Jak sobie radziliście?
- Stworzyliśmy możliwość wirtualnego zwiedzania wystaw. I to na najwyższym poziomie technologicznym. Z powodu tragedii pandemicznej zamknęliśmy Centrum, ale zyskaliśmy też narzędzie bardzo użyteczne, które umożliwia czasami głębszy kontakt z dziełami sztuki niż tradycyjne oglądanie obiektów. Np. kiedy zrobiliśmy wielką wystawę Bronisława Wojciecha Linkego, wybitnego rysownika, grafika i malarza (około 200 prac), zauważyliśmy, że większość osób, która zwiedzała tę wystawę dłużej oglądała tylko wybrane prace artysty, a inne przeglądała szybko. Widzieliśmy, ile każdy poświęca na przyglądanie się danemu dziełu, czytanie tabliczki z opisem. Średnio do godziny. A wersja wirtualna umożliwia szczegółowe przyjrzenie się każdej pracy, przybliżenie jej, wniknięcie w detale. I można to robić wiele godzin. Minusem tego wirtualnego zwiedzania w stosunku do rzeczywistego było to, że widz nie mógł skorzystać z atrakcji, które były na wystawie, np. recytacja wierszy Tuwima, song Jacka Kaczmarskiego czy doświadczenie atmosfery aranżacji. Per saldo wyszło nam to jednak na dobre.

- W jakim sensie na dobre?
- W tym, że to zostanie na zawsze w wirtualnej przestrzeni. Mamy teraz taką dokumentację, że ludzie, którzy niedawno się dowiedzieli, że była u nas wystawa Linkego albo Dwurnika, mogą zobaczyć ją na naszej stronie w bardzo porządnej formie. I wirtualne zwiedzanie dla wszystkich jest bezpłatne, choć nas kosztuje niemało. Teraz znów rośnie liczba zachorowań w Polsce, tak więc możliwość, że wszystko się powtórzy, jest całkiem realna.

- Kiedy pandemia nieco się rozluźniła, latem zrealizował pan swoje marzenie. Jak wiele osób zwiedziło wystawę Edwarda Dwurnika?
- Była znakomita frekwencja, jedna z większych w historii – 8000 osób. Oczywiście Mariny Abramović nic nie przebije (na biletach CSW zarobiło 1 mln 200 tys. zł). Ale i na Dwurniku mieliśmy tłumy z całej Polski. Każda wystawa tutaj robiona jest wystawą moich marzeń. Już 15 października otwieramy wystawę Pawilon Caligari. To multimedialna instalacja filmowo-artystyczna na 100-lecie filmu „Gabinet doktora Caligari”. Na bulwarze sztuki są postawione trzy kontenery, w których jest umiejscowiona ta instalacja. Towarzyszyć jej będzie wystawa malarstwa caligarycznego artystów z Wrocławia zafascynowanych tym filmem. A przypomnę, że właśnie we Wrocławiu urodził się reżyser filmu Robert Wiene.
Po raz pierwszy w Polsce zaprezentujemy też film wolumetryczny. To najnowsza zabawka w dziedzinie kinematografii, gdzie wirtualna rzeczywistość jest połączona z zeskanowanymi aktorami, którzy zostali sfilmowani w studiu firmy UFA X w Babelsbergu w Poczdamie pod Berlinem na zlecenie Goethe-Institut. W role Cezara i Caligariego wcielili się znani polscy aktorzy: Arkadiusz Jakubik i Jakub Gierszał. A sfilmowani zostali za pomocą 32 kamer o wysokiej rozdzielczości, można powiedzieć, że te kamery niejako ich wchłonęły. Wszystko to zostało przy pomocy super-komputerów zanimowane i wpuszczone do przestrzeni wirtualnej. To pokaz, który jest możliwy do odbioru jedynie w specjalnych okularach VR. Tak uderza w zmysły odbiorcy, że wiele osób niemal się przewraca. Trudno to opisać. Niesamowite doświadczenie.

- Stawia pan więc na wydarzenia przyciągające tłumy, nowe formy przekazu?
- Tak, bo ludzie tego pragną – multimediów, nowoczesnego języka. Nie chcę tylko organizować wystaw malarstwa i rysunku, form znanych od tysiącleci. Film wolumetryczny to absolutna nowinka i mam nadzieję, że ludzie to docenią. 15 października ta wielka instalacja w kontenerach o wartości pół miliona złotych przejdzie na własność CSW i stanie się częścią kolekcji. Nie mamy równie cennego eksponatu. 21 października otworzymy park rzeźby. Stanie tam ogromna ponad pięciometrowa rzeźba Macieja Szańkowskiego. Wszystko to jest możliwe dzięki grantowi z Ministerstwa Kultury. Mam nadzieję, że co roku będą tu stawały nowe rzeźby.
Koniec października to wystawa rzeźbiarki i autorki instalacji z Australii Patricii Piccinini. Oby na żywo.

- A czy pana zdaniem pandemia zmieniła odbiorców sztuki?
- Na pewno wymusiła nowe formy przekazu. Teraz odbiorca nie musi w ogóle wychodzić z domu. Może obejrzeć wszystko w komputerze, siedząc w fotelu. To nie jest to samo, co uczestnictwo w sztuce na żywo, zapach farby, który rozchodzi się w sali wystawowej, spotkanie z artystą, dyskusja, pobudzająca inspiracja. Tego komputerowe zwiedzanie nie zapewni. Mamy to szczęście, że CSW posiada ogromne przestrzenie i łatwo możemy zapewnić dystans społeczny. Nie wierzę, by sztuka przeniosła się do wirtualnej rzeczywistości na stałe. Przecież po lockdownie ludzie rzucili się oglądać na żywo wszystkie wystawy, przychodzili tłumniej niż wcześniej. To dowodzi głodu obcowania ze sztuką na żywo. Zwłaszcza jeśli oferta jest intrygująca i nowoczesna.

- A jakie plany na przyszłość?
- Podam tylko nazwiska: Magdalena Abakanowicz, Sean Scully, Wojciech Fangor, Tony Cragg.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie