Całe wydarzenie miało związek zaplanowanymi na przyszły tydzień pracami nad obywatelskim projektem zaostrzającym prawo aborcyjne, zgłoszonym przez Fundację Pro – Prawo do życia. Marta Lempart przybyła na stołeczną ulicę Nowogrodzką, gdzie mieści się siedziba partii rządzącej i w geście protestu oblała drzwi czerwoną farbą.
– W przyszłym tygodniu mamy w Sejmie procedowanie nie tylko całkowitego zakazu aborcji. Nawet ciąża z przestępstwa nie będzie powodem do aborcji, nawet zagrożenie zdrowia matka nie będzie powodem do aborcji. Będzie karanie więzieniem kobiet za aborcję. Będzie karanie za informowanie o aborcji – zaczęła swoje wystąpienie Lempart. Nie było jej jednak dane dokończyć, bo na miejscu zjawiła się zdenerwowana kobieta odpowiedzialna za porządek na tym terenie. Doszło między nimi do zaskakującej wymiany zdań.
"To niech pani umyje teraz!"
– Co tu zrobione jest? Kto to tak zrobił? Ja tutaj sprzątam! Kto to tak zrobił? – zapytała wzburzona. – Ja. Ja walczę za pani dzieci też – odparła Lempart. – To niech pani umyje teraz! – krzyknęła kobieta, na co proaborcyjna działaczka odpowiedziała, że tego nie zrobi. Sprzątaczka nie dawała jednak za wygraną. – Jak to nie? Jak to nie proszę pani? Pani myśli że za co mi płacą? – pytała.
W tym momencie osoby biorące udział w happaningu Lempart zaczęły zakrzykiwać kobietę i sugerować, że jest z PiS. Zdenerwowana sprzątaczka weszła do budynku.
