Mariusz Cieśliński: Żużel to nie hollywoodzki film

Dawid Foltyniewicz
Mariusz Cieśliński w 2005 r. został zawodowym mistrzem świata w boksie tajskim.
Mariusz Cieśliński w 2005 r. został zawodowym mistrzem świata w boksie tajskim. Tomasz Hołod
Udostępnij:
Mariusz Cieśliński w rozmowie z nami zdradza szczegóły zimowych przygotowań żużlowców Betardu Sparty Wrocław do nowego sezonu. - Na nasze obozy staram się zapraszać innych znajomych sportowców. Koledzy z branży fighterskiej często pytają się mnie: „Co ty tam z nimi robisz?”. Kiedy obóz się kończy, są oni zwykle pozytywnie zaskoczeni, wręcz zszokowani, że żużlowcy aż tak zasuwają - mówi trener WTS-u ds. ogólnorozwojowych.

Zawodnicy Betardu Sparty zgodnie przyznają, że żużlowiec, który przejdzie okres przygotowawczy pod okiem Mariusza Cieślińskiego, w trakcie sezonu nie będzie w stanie czymkolwiek się zmęczyć. Co uznaje Pan za najważniejszą kwestię w dobrym przygotowaniu zespołu do nowych rozgrywek?
Robimy tzw. smart trening, który jest dedykowany zawodnikom i stworzony na miarę ich możliwości. Obciążenia bardzo często są dobierane dla nich indywidualnie. Chłopaki poza zajęciami, które prowadzę, dostają również „zadania domowe”. Wszystko opiera się w głównej mierze na uczciwości pomiędzy mną a zawodnikami. Każdy z nich jest świadomy, co należy do jego obowiązków i wie, że jeździ w Ekstralidze, dlatego pewne rzeczy są od nich wymagane. Kluczem do sukcesu jest jednak przede wszystkim systematyczna, progresywna praca. Przygotowania zaczynamy na początku grudnia, a do momentu, kiedy żużlowcy wchodzą na motocykle, z każdym tygodniem zwiększamy intensywność ćwiczeń.

Pańscy podopieczni rozpoczęli przygotowania od testów wydolnościowych. Zdążył Pan już przeanalizować ich wyniki?
Jeszcze nie. Aktualny okres naszych treningów można natomiast uznać zapewne intro, obdukcję, abym mógł zobaczyć, jak zachowują się na sali treningowej i reagują na obciążenia. Wciągu pierwszych dwóch tygodni staram się nie zaszkodzić zawodnikom, choć oczywiście należy to uznać za podstawę do bardziej intensywnych ćwiczeń w kolejnych tygodniach. Obiektywnie mogę stwierdzić, że w skali Ekstraligi skala trudności treningów w naszym klubie jest na naprawdę wysokim poziomie.

Nowi zawodnicy, czyli Max Fricke i Gleb Czugunow, wspomniane wcześniej testy przechodzili w piątek (15.12). Czy z tego względu, że później niż pozostali członkowie drużyny wrócili z urlopów, mogą liczyć w najbliższych dniach na jakiekolwiek ulgi?
Mogą one przysługiwać kobiecie w ciąży, która jedzie w tramwaju (śmiech). W pierwszej kolejności musiałem zobaczyć, jak reagują na pewne bodźce, teraz czeka ich ciężki trening. Jeśli ktoś do nas przychodzi i pod jakimś względem jest słabszy, musi równać do najlepszego. Tego będę się twardo trzymał. Nie stwierdzam oczywiście, że Max i Gleb są obecnie w słabszej formie.

Zimowy trening Betardu Sparty będzie bardzo urozmaicony. Żużlowcy będą m.in. uprawiać sporty walki, grać w squasha czy wybiorą się na strzelnicę. Czego jeszcze mogą się spodziewać?
Na pewno wykorzystamy do biegania zielone płuca Wrocławia, czyli Sępolno i Biskupin. Sam często tu biegam, dlatego dobrze wiem, że są tu również place do street workoutu, które także będziemy wykorzystywać. Kiedy pojedziemy na obóz, wówczas w ruch pójdą oczywiście narty biegowe. Na chłopaków czekają również wypady w góry - marszobiegi, które przerabialiśmy już ubiegłej zimy. Na nasze obozy staram się zapraszać innych znajomych sportowców. Koledzy z branży fighterskiej często pytają się mnie: „Co ty tam z nimi robisz?”. Kiedy obóz się kończy, są oni zwykle pozytywnie zaskoczeni, wręcz zszokowani, że żużlowcy aż tak zasuwają.

Wspomniał Pan wasz zimowy obóz. Na czym wówczas się skupicie?
Podstawą będą wyjścia w góry, wentylacja płuc. Jak najdłużej będziemy starać się przebywać na świeżym powietrzu. Mam nadzieję, że aura nam na to pozwoli i zastanie nas śnieg i mróz, wtedy byłoby bardzo atrakcyjnie. Cały sezon chłopaki siedzą w spalinach, dlatego ich płuca trzeba porządnie przewentylować. Właśnie dlatego jedziemy na 10 dni. Nie jest to być może dużo, ale uważam, że to odpowiedni czas trwania, jak na tego typu obóz.

Jak wygląda tygodniowy harmonogram zimowych przygotowań na Stadionie Olimpijskim?
W tamtym sezonie pracowaliśmy od poniedziałku do środy. Tym razem nasze treningi odbywają się od czwartku do soboty. Przez resztę tygodnia chłopacy mają czas na swoje prywatne sprawy. Rano zwykle biegamy w terenie. W ostatnich dniach mogliśmy spotkać na swojej drodze sporo błota, dlatego przenieśliśmy nasz trening na murawę Stadionu Olimpijskiego. W trakcie sezonu chłopacy i tak są utaplani w błocie od stóp do głów, dlatego zimą mogę im tego oszczędzić (śmiech). W soboty gramy w squasha i jest to jeden z przyjemniejszych treningów. Najwięcej czasu spędzamy jednak w sali wyposażonej przez firmę Dragon Sports. Na pierwszy rzut oka wygląda ona jak gym bokserski i w pewnym sensie faktycznie tak jest. Dzięki temu, że dysponujemy takim sprzętem, możemy urozmaicać nasze treningi.

Spędzając z zawodnikami WTS-u kilka godzin dziennie, zauważa Pan, że treningi wpływają na integrację zespołu również poza zajęciami w ramach klubowych obowiązków?
To wychodzi bardzo naturalnie i widzę, że miło spędzają ze sobą czas także poza klubem. Przyjeżdżają na treningi we Wrocławiu, choć równie dobrze mogliby pracować we własnych domach. Wiem, jakie jest życie i że czasem może wypaść zawodnikowi jakaś ważna sprawa, dlatego czasem trudno skupić się na treningu, kiedy jesteś blisko swojej rodziny. We Wrocławiu żużlowcy skupiają się obecnie na dwóch rzeczach - treningu i odpoczynku. Po zajęciach zawodnicy wracają do hotelu i mają czas dla siebie, mogą się wyciszyć.

Od wielu lat indywidualnie pracuje Pan z Maciejem Janowskim. Jego treningi w znaczący sposób różnią się od zajęć prowadzonych w klubie?
Maciek przyjeżdża do moich rodzinnych Świebodzic w okresie startowym. Z tego względu muszę bardzo uważnie dawkować obciążenia, które serwuję mu podczas zajęć. Paradoksalnie treningiem można czasem coś popsuć, dlatego niekiedy lepiej jest odpocząć. Z drugiej strony nie wolno pozwolić sobie, aby zardzewieć. Muszę poważnie się nagimnastykować, aby wkomponować treningi w różne inne aktywności Maćka, zważając na to, że nie jeździ jedynie w polskiej lidze, lecz także m.in. w cyklu Grand Prix.

Z czym będzie kojarzyć się Panu sezon 2017?
Najlepiej będę wspominał wszystkie mecze we Wrocławiu, na które przychodziły tłumy kibiców. Każde spotkanie było niczym święto i ta atmosfera towarzyszyła wszystkim pracownikom klubu. Wrocławianie pokochali speedway na zmodernizowanym Stadionie Olimpijskim, dlatego mam nadzieję, że podobnie będzie to wyglądało również w przyszłym roku. Chłopacy w ciężkich bojach wywalczyli wicemistrzostwo. Teraz piszemy jednak nową historię.

Wymagania związane z aktywnym uczestnictwem w żużlowym światku są w stanie dać w kość nawet takiemu twardzielowi jak Pan?
Jeśli mamy dobre połączenia lotnicze, spokojnie można się wyspać i aż tak mocno nie odczuwa się zmęczenia. Często wszystko dzieje się jednak naprawdę na styku. Kibice mogą myśleć, że podróżuje nam się łatwo i przyjemnie. Tymczasem po Grand Prix przenosimy się ze stadionu do hotelu, gdzie kładziemy się o godz. 1 w nocy, a cztery godz. później czeka nas pobudka i dosypianie na lotnisku. Żużel to nie hollywoodzki film, to raczej ciężka orka.

Wideo

Materiał oryginalny: Mariusz Cieśliński: Żużel to nie hollywoodzki film - Gazeta Wrocławska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie