Maturę zdawali przed 50 laty. Teraz spotkali się w starym ogólniaku

Maria Eichler
Pamiątkowa fotka przy wejściu do szkoły
Pamiątkowa fotka przy wejściu do szkoły Maria Eichler
I było wzruszająco, i nostalgicznie

Każdy z nich wrócił do domu z honorowym świadectwem maturalnym, zaświadczającym, że w Liceum Ogólnokształcącym w Chojnicach pobierali nauki i zakończyli je maturą. Pewnie niejednemu przy szperaniu w szufladzie zakręci się łezka w oku, kiedy popatrzy na narysowaną szkolną tarczę, stary zegar, który stoi na korytarzu w szkole, i na zarys budynku na świadectwie. Wydanym z okazji 50. rocznicy matury i na okoliczność towarzyskiego spotkania.

- Mieliśmy zjazd na 20 i na 25-lecie - mówi Zdzisław Synoradzki. - No i teraz po tak długiej przerwie. Doszliśmy do wniosku, że trzeba się spotykać częściej, bo pięć lat to może jest trochę za długo. Być może uda się już za rok, bo najważniejsze, że mamy już namiary do siebie.
Jak podkreśla, wszyscy uczestnicy cieszą się już z tego, że są na emeryturze i że mogą urzędować z wnukami.

- To było spotkanie bez zadęcia - śmieje się Eugeniusz Trzynski, tak jak i Zdzisław Synoradzki jeden z organizatorów, oprócz nich w przygotowanie zjazdu zaangażowali się też Stanisław Tandecki i Jerzy Fankidejski. - Spotkaliśmy się w szkole, zwiedziliśmy "naszą budę", jak to się mówi, o wielu szczegółach opowiedział nam dyrektor Paweł Boczek, potem poszliśmy na mszę w intencji zmarłych kolegów.
Kiedyś chodzili do trzech klas. Ci z klasy "a" i "c" mieli język francuski, ci z "b" - łacinę, razem było ich 110. Zgłosiło chęć udziału 28 osób z różnych miejsc w kraju - m.in. Sulechowa, Trójmiasta czy Torunia, ale była też koleżanka z Meksyku! Dojechało 25.

Wielkie wrażenie zrobiło na wszystkich zwiedzanie kościoła gimnazjalnego, gdzie był nawet króciutki koncert organowy, a ks. Jacek Dawidowski pokazał wszystkie zakamarki odrestaurowanej świątyni. Po obiedzie w "Sukiennicach" trzeba było rozprostować kości i pójść na spacerek. Jedni wybrali przechadzkę na starym Mieście, inni zawędrowali do parku 1000-lecia. - Posiedzieliśmy i pogawędziliśmy, miło było wypić piwko - śmieje się Synoradzki.
Była jeszcze kawa w "Sukiennicach" i ciąg dalszy pogaduszek. A na koniec solenne przyrzeczenie, że częściej trzeba o takie spotkanie się postarać. - A już na 400-lecie szkoły obowiązkowo trzeba być - dodaje Eugeniusz Trzynski.

Szkoła dostała oryginalny prezent - książkę o historii Senatu, którą w imieniu koleżeństwa wręczył przedstawiciel tego ciała Jan Wyrowiński, wicemarszałek Senatu, z pochodzenia bruszanin.
- Ta książka to podobno unikat - mówi Paweł Boczek, dyrektor Zespołu Szkół. - Tylko nasza szkoła będzie mogła się nią chwalić.

Jak dodaje, nasłuchał się pochwał pod adresem placówki. - Jan Wyrowiński bywa u nas co roku, ale powiedział, że za każdym razem dostrzega coś nowego. Właściwie wszyscy byli pod wrażeniem. To było takie szokowo-pozytywne! Ale nie ma co się dziwić, niektórzy byli tu po 25 latach!
I na sam koniec można napisać, że nawet niebo sprzyjało dawnym maturzystom, pogoda była wymarzona!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie