Trybunał w Barcelonie skazał Lionela Messiego i jego ojca na 21 miesięcy pozbawienia wolności. Jednak gwiazdor Barcelony nie trafi za kratki, gdyż w Hiszpanii, gdy kara za przestępstwa bez użycia przemocy wynosi poniżej dwóch lat i można ją odbyć poza ośrodkiem zamkniętym.
Lionel Messi stawił się w sądzie 2 czerwca, aby złożyć wyjaśnienia. Piłkarz Barcelony i jego ojciec byli oskarżeni o to, że w latach 2007-2009 ukryli przed fiskusem dochód w wysokości około 4 mln euro. W tym celu posłużyli się firmami-wydmuszkami zarejestrowanymi w Brazylii, Belize, Szwajcarii oraz w Wielkiej Brytanii.
Messi nie zaprzeczał, że podpisywał kontrakty wizerunkowe, jednak stwierdził, że nie miał pojęcia o unikaniu płacenia podatków. - Prawda jest taka, że o niczym nie wiedziałem. Tak jak wyjaśnił mój ojciec, byłem skupiony na futbolu, ufałem swojemu ojcu, ufałem prawnikom, których wybrał do prowadzenia spraw i nie miałem o niczym pojęcia - zeznawał zawodnik Dumy Katalonii.
- Podpisywałem, bo ufam ojcu. To mój ojciec i oczywiście nigdy przez myśl mi nie przeszło, że chce mnie oszukać albo zawieść, więc podpisywałem, bo tak mi powiedział, bo mu ufałem i tak, jak mówiłem, zasugerowali nam to prawnicy - dodał Leo.
W środę nastąpiło wydanie wyroku przez sąd, według którego piłkarz i jego ojciec zostali skazani. Prawnik Messiego, Enrique Bacigalupo żądał uniewinnienia, zaś prokuratura początkowo chciała ukarać jedynie ojca zawodnika, ale Urząd Skarbowy wnioskował o karę dwudziestu dwóch miesięcy i piętnastu dni dla obu.