Mieszkaniec Starej Wsi stracił w pożarze cały dobytek [zdjęcia, wideo]

Tekst, fot. i film Agnieszka Domka-Rybka
Andrzej Hałas: Tu była kuchnia, oto co z niej zostało
Andrzej Hałas: Tu była kuchnia, oto co z niej zostało fot. Agnieszka Domka-Rybka
Ostatnie, co Andrzej Hałas ze Starej Wsi zobaczył w swoim rodzinnym domu, to film ze Stallone. A potem ogień strawił wszystko.

www.pomorska.pl/inowroclaw

Więcej informacji z Inowrocławia znajdziesz na stronie www.pomorska.pl/inowroclaw

Dom był stary i stał sobie za lasem pewnie ze sto lat. A palił się godzinę, góra dwie.

Bezlitosny żywioł zawziął się na Andrzeja Hałasa. Przegnał z domu w środku nocy. Bose nogi w gumiaki i gnaj człowieku, co sił w nogach!

Z drugiej strony ma ten Hałas dużo szczęścia. Że akurat wtedy spał u niego siostrzeniec Marcin. Że się w ogóle ze snu obudzili. Bo, gdyby chłopak nie namówił go na nocne oglądanie "Rambo", pewnie poszliby w pierzyny wcześniej. A tak położyli się dobrze po północy. I tak naprawdę nie zdążyli jeszcze na dobre zasnąć, gdy przed drugą pojawiły się płomienie, co to przecież dość często atakują ludzi w najgłębszym śnie.

23 stopnie na minusie plus tysiąc na plusie

Stara Wieś, gmina Rojewo: do Hałasa idzie się duktem leśnym, będzie może z 200 metrów od drogi asfaltowej. Za małym mostem trzeba skręcić w prawo.

Ładna okolica, choinki jeszcze cały czas przykryte śniegiem. Tylko cisza jakaś taka podejrzana! Bo niby nic nie powinno takiej zakłócić.

A jednak! Czar pryska, gdy nagle wyłania się dom rodzinny pana Andrzeja. Dom to właściwie za dużo powiedziane.

- Pani zobaczy, wszystko poszło z dymem! Diabli wzięli! - Andrzej Hałas zaczyna nerwowo. - Tu były pokoje, kuchnia, a tu łazienka, którą dobudowaliśmy, no i altana, gdzie wybuchł pożar - pokazuje. Po chwili refleksja: - Właściwie do szczęścia to mi tylko żony brakowało - dodaje bardzo nieśmiało. - Ale teraz nie mam już nic! Gdzie tu żonę przywieźć?

Zostały resztki ścian, pęknięte szkło, fragmenty okien, mebli. Gdzieś w rogu ocalał kawałek firany, szkielet łóżka. Wiszą sople lodu - dzieło strażackiej walki z tysiącstopniowym żywiołem.

Trzeba bardzo uważać, żeby się o coś nie potknąć i patrzeć do góry, żeby nic na głowę nie spadło.
Nocy z 23 na 24 stycznia (sobota-niedziela) po prostu nie da się zapomnieć. I to wcale nie dlatego, że na termometrze były wtedy aż minus 23 stopnie.

- Ledwo zasnąłem, gdy nagle słyszę krzyk Marcina: "Wuja, uciekaj, pali się!" Chłopak spał w pokoju bliżej altany. Obudziła go pękająca szyba, która rozsypała się w pył od gorączki - wspomina Andrzej Hałas. - Wyskoczyłem z łóżka! Nie wiedziałem, co się dzieje. Czy uciekać, czy ratować, co się da. Zdążyłem butlę z gazem wyrzucić i gumiaki na gołe stopy włożyć. Wybiegłem z domu! Pani sobie nawet nie wyobraża, jak to szybko wszystko szło! Pani, ogień nas prawie we śnie złapał. Dobrze, że komórkę miałem akurat pod ręką i od razu zadzwoniłem po straż i do siostry.

Syreny wyją i budzą pół gminy

Siostra, Lucyna Śpiewak, mieszka 300 metrów dalej, przy zakręcie; tym samym, przy którym w Starej Wsi stoi przystanek autobusowy.

Pięć minut mija, a ona i jej mąż Piotr są już na miejscu. Później to już tylko straże wyją i policja też pędzi na sygnale.

Karetka się wycofuje, gdy lekarze dostają cynk, że nie ma rannych. Pół gminy ma tę nockę z głowy: mieszkańcy Rojewic, Zawiszyna, Osieka Wielkiego, Jaszczółtowa, i ci z Rojewa, choć to wcale tak blisko nie jest.

(Nazajutrz ludzie wysyłają do siebie esemesy: "Nie wiesz czasami, gdzie się paliło, gdzie straż gnała? Ostatnio chyba syreny tak mocno wyły, gdy był pożar u Wiktorowskich w Ściborzu").

Straszny ten pożar, a pana Piotra strażacy powstrzymywać muszą, bo on - mimo wszystko - chce coś ratować.

To cały jego życiowy dobytek ginie w wielkich płomieniach. Minuta po minucie jest tego coraz mniej!ż nie ma już nic...

- To był nasz rodzinny dom, tutaj się wychowaliśmy - opowiada pani Lucyna. - Najpierw zmarł tata, potem mama i Andrzej został sam. - Jak sobie człowiek pomyśli o tym wszystkim, serce pęka! Tyle wspomnień w ogień poszło!

Oczywiście siostra przygarnęła brata. Mąż się zgodził, dzieci też były za: - Gdzie miał się biedak podziać? Jakoś się trzeba zmieścić!Aż się inne wyjście znajdzie, bo tak będzie, prawda?

Rzucał palenie i nic z tego

- Nie mogę zawsze siedzieć siostrze na karku, ja stary kawaler z nawykami! - mówi bez ogródek pan Andrzej. - Mam świadomość, że łatwy do wspólnego mieszkania nie jestem! Ciągle tylko jaram i jaram! Tam byłem u siebie, więc paliłem, gdzie chciałem, a tu, wiadomo, trzeba co chwilę wychodzić na dwór. Gonią mnie i ja to rozumiem, przecież nie można dzieciaków truć!

Hałas już raz rzucał palenie, nie udało się. A teraz, gdy tylko zaczyna myśleć, co go ostatnio w życiu spotkało, od razu sięga po fajki. Jedna, druga i tak bez końca. Stres. Trzeba człowieka zrozumieć.
Pan Andrzej pracuje tylko dorywczo, najczęściej w rolnictwie. Dużo z tego nie wyciąga, ledwo na życie, ale z całą pewnością nie wystarczy, by odbudować dom.

Wierzy, że ludzie mu pomogą. Wystąpił już w telewizji bydgoskiej, potem przyjechała ogólnopolska.
Bo może ktoś zobaczy, zlituje się, wykręci 886 673 516. To numer jego telefonu komórkowego, który nosi cały czas przy sobie. Ktoś nawet zadzwonił. Obiecał, że da pustaki. Wspaniale, ale to i tak kropla w morzu potrzeb.

Są ogromne, bo przecież cały dorobek poszedł z dymem.

I też nie da się po pięćdziesiątce, tak zupełnie zaczynać wszystkiego od nowa, prawda?

Do dziś nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. Strażak z Rojewa (nie chce, byśmy podali jego nazwisko, choć w gminie wszyscy dobrze wiedzą, o kogo chodzi) podejrzewa, że zapaliło się od starej, wadliwej instalacji elektrycznej.

Dom był wiekowy, częściowo drewniany, więc ogień szedł jak błyskawica. Ale ów strażak - choć znany w okolicy ze swojej fachowości, którą zresztą odziedziczył po ojcu, również strażaku - pewności na sto procent nie ma.

Ocalała tylko skarbonka w kształcie domu...

W pomoc zaangażowała się gmina. Maciej Przeździęk, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Gminy Rojewo informuje, że od kilku tygodni prowadzona jest zbiórka. Na stronie urzędu pojawił się numer konta, na które można wpłacać pieniądze dla Andrzeja Hałasa: Bank Spółdzielczy w Pruszczu Pomorskim Oddział Rojewo 78 81 70 1018 0008 0914 2000 0010 z dopiskiem "Pogorzelcy".

Przydadzą się materiały budowlane, jakieś meble i cokolwiek, co tylko można wykorzystać w domu.
Bo przecież nie ma nic.

Właściwie prawie nic - bo ocalała drewniana skarbonka w kształcie domu. Cudem się zachowała i stoi sobie w futrynie okiennej przykryta kołdrą śniegu.

Gdy człowiek popatrzy na nią i te zgliszcza obok, myśli sobie, że to musi być symbol. Że dzięki ludzkiej życzliwości uda się odbudować dom w Starej Wsi. Nie może być inaczej, prawda?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie