Minister Czarnek: Celem są wysokie podwyżki dla nauczycieli

Lidia Lemaniak
fot. Adam Jankowski
– Mniej biurokracji, więcej pracy z uczniem i zdecydowanie większe wynagrodzenia – to wszystko jest w komplecie naszych propozycji zmian kierunkowych w statusie zawodowym nauczyciela. To wszystko trzeba wprowadzić już od przyszłego roku i najpóźniej od 1 września 2022 roku, muszą w całości obowiązywać, bo prestiż zawodu nauczyciela musi być radykalnie podniesiony – mówi minister edukacji i nauki, prof. Przemysław Czarnek

Czy na tę chwilę – w związku z sytuacją koronawirusową – na sto procent uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych wrócą do nauki stacjonarnej od 1 września?

Nie zmienia się nic w stosunku do tego, co nastąpiło 25 czerwca – nie będziemy wydawać żadnego nowego rozporządzenia – wszyscy uczniowie i wszyscy nauczyciele wracają stacjonarnie do szkół.

A studenci, 1 października?

W tym tygodniu będzie rozporządzenie w którym zmienimy nieco zasady funkcjonowania uczelni, zachęcając rektorów do tego, aby wszędzie odbywały się zajęcia stacjonarne, a w niektórych sytuacjach – dla studentów, którzy czują się zagrożeni, np. mają choroby współistniejące – żeby wprowadzone zostały zajęcia hybrydowe, tzn., aby mogli online uczestniczyć w zajęciach, które odbywają się w sali. Rektorzy uczelni będą mogli również podejmować decyzję o zajęciach zdalnych, ale tylko wtedy, kiedy sytuacja pandemiczna się pogorszy. Nie chciałbym, aby rektorzy z jakichś powodów podejmowali decyzję o tym, że zajęcia mają odbywać się tylko w trybie zdalnym, bo to niszczy wspólnotę akademicką.

Co musiałoby się stać, żeby decyzja o powrocie od 1 września do nauki stacjonarnej została zmieniona, czyli żeby uczniowie zostali odesłani na naukę zdalną?

Musiałaby się dramatycznie pogorszyć sytuacja pandemiczna i zbliżyć się do tej, którą mieliśmy podczas trzeciej fali, tzn.: przepełnione szpitale, karetki oczekujące w kolejkach z osobami chorymi na Covid-19, mnóstwo osób umierających każdego dnia i dziesiątki tysięcy zakażeń. Do tego musiałaby dojść rekomendacja służb medycznych, z ministrem zdrowia na czele oraz decyzja premiera – to są te warunki, którym w żaden sposób minister edukacji i nauki nie może się sprzeciwiać. Dzisiaj w ogóle nie przewidujemy takiej sytuacji. Jesteśmy w stałym kontakcie z Ministerstwem Zdrowia, czwarta fala nadejdzie, ale nie przewidujemy takich perturbacji, jak przy trzeciej fali.

Jak wygląda – procentowo – wyszczepienie przeciwko Covid-19 wśród nauczycieli?

Byłoby doskonale, gdyby wszystkie grupy społeczne w Polsce do szczepień podeszły tak, jak nauczyciele. Wówczas mielibyśmy pandemię z głowy. Przypomnijmy, że nauczyciele zostali zaszczepieni w pierwszej grupie, jeszcze wczesną wiosną rozpoczęliśmy rejestrację, a to dzięki nakładce na system informacji oświatowej, którą stworzyli nasi informatycy – pod wodzą wiceminister Marzeny Machałek – w ciągu zaledwie kilku dni. W bardzo krótkim czasie na szczepienie zarejestrowało się 590 tys. nauczycieli, a następnie przytłaczająca część z nich się zaszczepiła. Później nauczyciele szczepili się również w ramach ogólnodostępnych punktów. Liczymy, że około 80 proc. nauczycieli jest zaszczepionych, więc poziom bezpieczeństwa zdrowotnego jest bardzo duży. Pozostałe 20 proc. serdecznie do tego zachęcamy, ale wiemy też, że są wśród nich osoby, które przeszły Covid-19, mają przeciwciała i stąd oddalają szczepienie na kolejne miesiące. Są też osoby, które mają różne choroby współistniejące i mają swoje obawy. Podkreślę raz jeszcze – gdyby wszyscy w Polsce podeszli do tej sprawy tak odpowiedzialnie, jak nauczyciele, mielibyśmy już odporność populacyjną.

W tamtym roku szkolnym trwały już szczepienia nauczycieli, a mimo tego w pewnym momencie znów zapadła decyzja o nauce zdalnej. Wielu nauczycieli pytało wówczas: „dlaczego się szczepiłem, skoro i tak muszę uczyć z domu”?

Nie chodziło o samą sytuację w szkołach, bo tam nie było wielkich ilości ognisk koronawirusa. Chodziło o ruch około oświatowy. W sytuacji, kiedy mieliśmy już kilkanaście, a następnie powyżej 20 tys. zakażeń dziennie i mieliśmy przepełnione szpitale, kolejki karetek z chorymi na Covid-19 czekających przez izbami przyjęć i mnóstwo osób umierających każdego dnia – trzeba było ograniczyć kontakty społeczne. Przecież jest jasne, że jeśli do szkół uczęszcza 5 milionów dzieci i młodzieży, to oni uczęszczają tam z kimś – z osobami, które je podwożą, dowożą autobusami, są również przedsiębiorcy, którzy dostarczają posiłki. Cała oświata generuje codziennie ruch kilkunastu milionów osób. Więc nie chodziło o to, że w szkołach było niebezpiecznie – chodziło o to, żeby w tej dramatycznej sytuacji pandemicznej ograniczyć kontakty społeczne jednym ruchem – odsyłając wszystkich, łącznie z przedszkolami – na zajęcia zdalne. Wykluczyliśmy kontakty kilkunastu milionów ludzi i doprowadziliśmy do spadku zakażeń. O to chodziło w tym wszystkim, a nie o to, że w szkołach było niebezpiecznie.

Czy jest Pan zwolennikiem obowiązkowych szczepień przeciwko Covid-19 dla nauczycieli?

Nie, nie jestem. Powtarzam – nauczyciele wykazali się wielką odpowiedzialnością i blisko 80 proc. środowiska nauczycielskiego jest już zaszczepionych. Przy tym poziomie zaszczepienia wśród nauczycieli, nie potrzeba absolutnie żadnego obowiązku. Jest mnóstwo grup społecznych, które mają dużo słabszy poziom zaszczepienia i tam się skupmy na ewentualnym obowiązku, a nie w szkole.

A obowiązkowe szczepienia wśród dzieci?

W ogóle nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Dzieci będziemy zachęcać, będziemy tworzyć punkty szczepień w szkołach, jeśli dyrektorzy będą sobie tego życzyć, a rodzice będą chcieli dzieci szczepić. Ale absolutnie nie ma mowy o żadnym obowiązku i żadnego podziału na dzieci zaszczepione i niezaszczepione też nie będzie.

Wróćmy na chwilę do nauki zdalnej. W tym roku wyniki matur – mimo tego, że wymagania egzaminacyjne zostały znacznie obniżone – nie były oszałamiające. Wiele osób uważa, że to z winy właśnie nauki zdalnej. Czy to nie jest zbyt daleko wysunięty wniosek?

W jakiejś części jest to prawda. Dlatego 16 grudnia 2020 roku, jako jeden z pierwszych krajów w Europie, na pół roku przed egzaminami maturalnymi i ósmoklasistów, zdecydowaliśmy się na ograniczenie wymogów z uwagi na naukę zdalną. Nauka w takim trybie była przykrą koniecznością i – choćby najlepiej prowadzona – nie była w stanie w pełni zastąpić nauki stacjonarnej. Dlatego też uruchomiliśmy program wsparcia uczniów po pandemii koronawirusa, na który przeznaczyliśmy 187 mln zł. 140 mln zł już jest zapotrzebowane przez dyrektorów szkół. 90 proc. szkół zgłosiło się po te dodatkowe zajęcia, żeby nadrabiać zaległości, które powstały w wyniku nauczania zdalnego. Z tego programu szkoły będą korzystały już od 1 września, chociaż są i takie, które skorzystały z niego już w czerwcu. Nie ma więc wątpliwości, że wyniki matur w jakimś sensie były obarczone niedostatkami wynikającymi z braku bezpośredniego kontaktu z nauczycielami. Co prawda już od stycznia były możliwości spotkań grupowych i indywidualnych z nauczycielami i w części szkół było to praktykowane, ale część szkół tego nie robiła. Szkoda, bo jednak bezpośredni kontakt nauczyciela z uczniem, zwłaszcza przed maturą i przed egzaminem ósmoklasisty, na pewno byłby wskazany. Pamiętajmy jednak, że wyniki tegorocznych matur nie były gorsze od tych sprzed roku – też w sytuacji pandemicznej – ale były już nieco gorsze od tych sprzed 2-3 lat.

Przejdźmy teraz do nauczycieli. Kiedy obejmował Pan tekę ministra edukacji i nauki, za jeden ze swoich celów postawił Pan sobie przywrócenie prestiżu tego zawodu. Co już w tym temacie udało się zrobić i jakie są najbliższe plany?

Plany są bardzo ambitne. Rozwiązania legislacyjne są już w części gotowe. Brakuje tylko woli współpracy związków zawodowych z ministrem. Zanim zaczęły się rozmowy na temat statusu nauczyciela w grupach, to związkowcy je zbojkotowali i wyszli. To trudne do zrozumienia, bo związki zawodowe nie są same dla siebie, tylko są dla nauczycieli. My chcemy rozmawiać o propozycjach kierunkowych, w ramach których chcielibyśmy wypracować końcowe, korzystne dla nauczycieli rozwiązania. Ta sytuacja, w której rozmowy zostały zignorowane, pokazuje, jakie są przynajmniej niektóre związki zawodowe w Polsce – są same dla siebie. To jest przykre dla wielu nauczycieli, z którymi rozmawiam, bo to nie jest moja ocena. Te związki mnie nie reprezentują. Ale propozycje są, a trzy z nich trzeba wprowadzić natychmiast.

Jakie to propozycje?

Po pierwsze – tutaj już jest gotowy akt prawny i za chwilę będzie wydawany – rozporządzenie ewaluacyjne. Chcemy zdjąć z nauczycieli wszystkie te koszmarne obowiązki biurokratyczne, które powodowały, że nauczyciele mieli mnóstwo nikomu niepotrzebnej pracy i ją wykonywali. Były to obowiązki biurokratyczne generowane ewaluacją zewnętrzną i wewnętrzną, czyli zarówno przez kuratoria oświaty (w mniejszości), jak i dyrektorów szkół. Dyrektorzy na podstawie rozporządzenia, wymagali od nauczycieli sprawozdań, ankiet i Bóg wie czego jeszcze. Kuriozalną sytuacją było sprawozdanie, którego życzył sobie dyrektor szkoły – przez litość nie powiem której – od nauczyciela wychowana fizycznego. Było to sprawozdanie z nauki skoku przez kozła w trybie zdalnym. To mogłoby być częścią jakiegoś kabaretowego przedstawienia, a takie sytuacje naprawdę się zdarzają. Zdjęcie biurokracji z nauczycieli ograniczy obowiązki, których wypełniać nie powinni. Po drugie – w ślad za tym nauczyciele powinni być bardziej dostępni dla uczniów. Sytuacja, w której rodzic ucznia klasy siódmej czy ósmej, musi uczyć się podstaw fizyki, żeby obrobić pracę domową ze swoim dzieckiem, jest sytuacją absolutnie niedopuszczalną. Rodzice chcą, aby szkoła uczyła, a nie wymagała od rodziców, aby sami się uczyli, żeby przekazać wiedzę swoim dzieciom. Nauczyciel ma być dla ucznia, a nie dla biurokracji. Po trzecie – wynagrodzenia. Mniej biurokracji, więcej pracy z uczniem i zdecydowanie większe wynagrodzenia – to wszystko jest w komplecie naszych propozycji zmian kierunkowych w statusie zawodowym nauczyciela. To wszystko trzeba wprowadzić już od przyszłego roku i najpóźniej od 1 września 2022 roku, muszą w całości obowiązywać, bo prestiż zawodu nauczyciela musi być radykalnie podniesiony. Zawód nauczyciela ma być zdecydowanie bardziej atrakcyjny, żeby trafiali do tego zawodu absolwenci uczelni jeszcze lepsi niż dzisiaj.

Coś jeszcze?

Są jeszcze projektowane zmiany w awansie zawodowym, który dość sztucznie został wprowadzony na przełomie lat 90-tych XX wieku i początku XXI wieku. Dziś – patrząc na nauczycieli – 2/3 z nich to nauczyciele dyplomowani. Wydaje się, że podział na nauczycieli kontraktowych, stażystów, mianowanych i dyplomowanych, jest zupełnie niepotrzebny. Trzeba zdecydowanie uprościć awans zawodowy nauczyciela, bo to też generuje biurokrację i gonitwę za szkoleniami, żeby tylko przedstawić zaświadczenie.

Co z zarobkami nauczycieli? Oczywiście, rząd dał im podwyżki, ale np. taki początkujący nauczyciel wciąż zarabia dramatycznie mało.

Są miejsca w Polsce, np. w małych miasteczkach i na wioskach, gdzie nauczyciele są najlepiej opłacaną grupą zawodową. W wielu szkołach pracują 27 godzin przy tablicy, czyli wyrabiają półtora etatu i są to nauczyciele, którzy zarabiają po 5-6 tys. zł na rękę. To w Polsce nie jest złe wynagrodzenie. Jeśli policzymy średnią godzin przy tablicy wypracowywaną przez nauczycieli w Polsce, to jest to 21 godzin tygodniowo, a nie 18.

Nie wszyscy nauczyciele, również ci na wsiach, mają nadgodziny.

Problem polega na tym, że w wielu miejscach nadgodziny są dla „swoich”, a na „gołym etacie” są ci, którzy np. nie są lubiani przez dyrektora szkoły. Chcemy to wyrównać tak, żeby wszyscy mieli podobne warunki pracy. Wówczas wszyscy zarobią więcej pieniędzy.

Jaki jest Pana cel – ile będzie zarabiać nauczyciel na początku ścieżki zawodowej?

Chciałbym, żeby to była podwyżka kilkudziesięciu procentowa. Ale to jest cel, który musi być wypracowany ze związkami zawodowymi. Zapraszamy do rozmów.

Media informują, że w dużych miastach brakuje nauczycieli. Już o wielu propozycjach rozmawialiśmy, ale co jeszcze można zrobić, żeby zachęcić do wykonywania tego wartościowego zawodu?

Nie jestem pewien, czy nauczycieli ma być więcej. Sytuacja demograficzna jest dramatyczna i dzieci wcale nie będzie więcej, a co za tym idzie uczniów w szkołach będzie ubywać. To, że występują trudności z zatrudnieniem nauczycieli, zwłaszcza przedmiotów ścisłych, w dużych miastach, to takie trudności występowały zawsze, ale to wszystko jest do pokonania. Nie są to głębokie problemy. Gdy zostałem ministrem od razu zleciłem badania na temat rynku pracy nauczycielskiego w perspektywie 5-10 lat, bo wydawało mi się, że mogą być kłopoty. Jednak badania jednoznacznie pokazały, że w związku z zapaścią demograficzną, którą przeżywamy, wcale nie jest tak, że nauczycieli jest za mało.

Jak się Panu podoba zwrot „antysemitka ratująca Żydów”?

To kompletny brak logiki. Jeśli ktoś mówi o „antysemitce ratującej Żydów” to zupełnie sobie zaprzecza. Ludzie, którzy formułują ten zwrot, nie mają pojęcia o czym mówią. Zofia Kossak-Szczucka zwracała uwagę na antypolonizm niektórych środowisk żydowskich, a to wcale nie świadczy o jej antysemityzmie. Ktoś, kto mówi prawdę, to nie znaczy, że od razu jest antysemitą. Była ona głęboko wierzącą chrześcijanką, głęboko racjonalną i to właśnie nakłoniło ją do tego, żeby w proteście nawoływać do gremialnej pomocy Żydom mordowanym przez okupantów niemieckich. Zofia Kossak-Szczucka jednoznacznie sformułowała swoją absolutnie prawdziwą tezę – antysemitami byli wówczas Amerykanie, Anglicy, którzy doskonale wiedzieli, co Niemcy robią Żydom na terenie Polski i nie zrobili z tym kompletnie nic, żeby pomóc choć jednemu Żydowi. Zofia Kossak-Szczucka mówiła prawdę, a to nie znaczy, że była antysemitką. Ratowała Żydów z poświęceniem swojego życia i nawoływała do ich ratowania.

Media, o których mówimy, atakują Pana za zmianę listy lektur. Dlaczego ją w ogóle modyfikować, może lista lektur, która jest obecnie, jest dobra?

Nic specjalnego nie robię, jest korekta, która została przeprowadzona przez ekspertów. W tym tygodniu zostanie wydane rozporządzenie, bo zakończyły się konsultacje. To nie ja zmieniam listę lektur, to eksperci, którzy doskonale wiedzą, co jest potrzebne dzieciom i młodzieży. Ci sami ludzie zresztą mówią, że „nie wolno uczyć o martyrologii polskich dzieci w czasie drugiej wojny światowej”, a nie widzą – i słusznie – nic złego w tym, że polskie dzieci odwiedzają niemieckie obozy koncentracyjne na terenie Polski, gdzie mordowane były dzieci żydowskie. I to – ich zdaniem – nie generuje żadnego problemu psychologicznego, ale jeśli mówi się o cierpieniu polskich dzieci – to będzie generowało kłopoty psychologiczne. Brak logiki w myśleniu tych ludzi jest porażający.

Choć przed młodzieżą szkolną jeszcze miesiąc wakacji, wielu już myśli o powrocie do szkoły, a tym samym o dniach, które będą wolne od zajęć lekcyjnych. Sprawdzamy, jak wygląda tegoroczny kalendarz szkolny, jak wypadają dni wolne.  Szczegóły na kolejnych zdjęciach >>>>

Dni wolne od nauki w nowym roku szkolnym 2021/22. Oto aktual...

Zakaz handlu w niedzielę. Co się zmieni?

Wideo

Materiał oryginalny: Minister Czarnek: Celem są wysokie podwyżki dla nauczycieli - Polska Times

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pein
ale podwyzki mialy juz byc dla nauczycieli po strajkach. i nic z tego nie wyszlo. oszukujecie nauczycieli oszukujecie pielegniarki oszukujecie narod polski i wpusciliscie juz 1000 uchodzcow.
J
Jumba
16 sierpnia, 10:25, KONSTYTUCJA DEBILE !!!:

Ministrze Czarnek! Wpierw oczyść tą "pedagogiczną" stajnię Augiacza z POKOmuszych złogów. Potem ewentualnie podwyżki po pozytywnym wykazaniu się tej grupy zawodowej w patriotycznym wychowaniu i propolskiej nauce naszej młodzieży !

Związek Nauczycieli Platformy Obywatelskiej. Tak to powinno się teraz nazywać. Chyba ZNP nie wie co teraz zrobić. „Już czas już czas, karczować ciemnogrodu las”. Te piosenki to jest hit ??? To co wydawało się ZNP atutem (nauczyciele) chodziło o rozpierduchę narodową, która miałaby trwać do wyborów. Nauczycieli dźgnęła w zadki ta piątka Kaczyńskiego. Że co, dla emerytów dał, a my to co ? Większość środowiska nauczycielskiego to lemingi (trzy-czwarte popiera PO i SLD). Uznano, że większość środowiska była za strajkiem. Czarne stroje, protesty, agresja wobec księży i sióstr zakonnych. Cały pic, że to jest strajk apolityczny. Chodziło o to, żeby obalić rząd PiS-u.

Tobie to chyba politykowanie rozum odebrało.

ZNP bliżej do Lewicy (co widac było w strajkach organizowanych zwłaszczaw latach 90-tych).

Miałeś, cieciu, kiedyś dziecko w szkole? Instytucja ta wymaga głębokiej reformy - a minister Czarnek nawet nie zgłasza propozycji, co z nią zrobić.

PiS miał szansę dać nauczycielom podwyżki - ale nie dał. Rozliczajmy polityków z tego, co robią, a nie co obiecują.

Dodaj ogłoszenie