Minister Przemysław Czarnek: Rzecznik praw ucznia to skrajne upolitycznienie szkoły przez Trzaskowskiego

Anna Piotrowska
Anna Piotrowska
Szef MEiN Przemysław Czarnek: To nie my wywołaliśmy wojnę kulturową. My musimy się bronić.
Szef MEiN Przemysław Czarnek: To nie my wywołaliśmy wojnę kulturową. My musimy się bronić. Fot. PAP/ Jan Dzban
Utworzenie funkcji stołecznego rzecznika praw ucznia odbieram jako skrajne upolitycznienie szkoły przez Rafała Trzaskowskiego i samorządowców z wielkich miast, jemu podobnych i jednoczesne mówienie, że to jest w obronie ucznia - podkreśla w rozmowie z portalem i.pl minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. Szef MEiN odnosi się też do skutków zdalnego nauczania, zarzutów i postulatów ZNP, a także trwającej wojny kulturowej. Mówi również o swojej przyszłości w resorcie edukacji po ewentualnym zwycięstwie Zjednoczonej Prawicy w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.

Za nami początek roku szkolnego, a wraz z nim chyba wszyscy – uczniowie, ich rodzice i nauczyciele – zadają sobie to pytanie: czy okres nauki zdalnej mamy już definitywnie za sobą?

Minister Przemysław Czarnek: Według mnie, tak. Oczywiście na tyle, na ile jesteśmy w stanie przewidzieć sytuację w najbliższym czasie. Nie jestem w stanie dać sobie uciąć choćby jednego palca, że za 2-3 miesiące nie wybuchnie jakaś nowa pandemia. Jednak wedle wiedzy, jaką na dzisiaj mamy, wedle ustaleń z ministerstwem zdrowia co do samego COVID-u, to okres nauki zdalnej mamy za sobą.

W jakiej kondycji polska szkoła wychodzi z pandemii? Wzmocniona czy poturbowana?

Jesteśmy i wzmocnieni, i poturbowani. Wzmocnieni technicznie, informatycznie, sprzętowo, organizacyjnie bezwzględnie. To znaczy, że nabyliśmy nowych kompetencji, mówię o nauczycielach i uczniach, mamy ogrom sprzętu informatycznego w szkołach, szkoły podłączone do Internetu w stu procentach, mamy inwestycje w nowoczesną szkołę idące w miliardy złotych. Same tylko laboratoria przyszłości w blisko 12 tysiącach polskich szkół podstawowych to miliard złotych. Ale jest też sprzęt komputerowy za blisko 500 milionów złotych w ciągu ostatnich dwóch lat, który trafił do wszystkich gmin, które o środki wnioskowały. Więc kto chciał, to dostał. Mamy do tego inwestycje w infrastrukturę edukacyjną z Polskiego Ładu za 5 miliardów 200 milionów złotych. To są naprawdę niespotykane rzeczy. To jest nowoczesna szkoła pod tym względem.

Natomiast poturbowani, dlatego że niewątpliwie okres nauki zdalnej, przebywania dzieci i młodzieży w zamknięciu w domach spowodował wiele problemów, na które w dużym stopniu odpowiadamy, wprowadzając programy pomocy uczniom po pandemii. Są to choćby dodatkowe zajęcia wspomagające za blisko 200 milionów złotych, przeprowadzone w pierwszym półroczu poprzedniego roku szkolnego, czy program „WF z AWF – Aktywny powrót uczniów do szkoły” – którego celem jest przywrócenie i podniesienie poziomu sprawności fizycznej uczniów po długim czasie nauki zdalnej. Ale również szkolenie nauczycieli wychowania fizycznego, by bardziej efektywniej prowadzili zajęcia, czy tworzenie tysięcy Sport Klubów w Polsce. Przeznaczyliśmy też 520 milionów złotych na dodatkowe 18 tysięcy etatów nauczycieli specjalistów w szkołach – psychologów, pedagogów, pedagogów specjalnych, terapeutów pedagogicznych, logopedów – to wszystko są nasze odpowiedzi.

Po pandemii koronawirusa przychodzi kolejne wyzwanie, z jakim musi się zmierzyć polska szkoła – wojna na Ukrainie i związana z nią konieczność przyjęcia ukraińskich dzieci. Jak na to wyzwanie jesteśmy przygotowani i o jakiej skali zjawiska mówimy? Ilu ukraińskich uczniów rozpoczęło 1 września naukę w polskich szkołach?

Na razie dane pokazują, że nie wzrost, lecz nieznaczny spadek liczby uczniów-uchodźców w porównaniu z ostatnimi dniami czerwca. Na ten moment to jest około 200 tysięcy uczniów, z czego ponad 170 tysięcy w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych i nie stanowi to jakiegoś realnego problemu nie do rozwiązania w polskich szkołach. Rozmawiam z kuratorami oświaty z całej Polski, którzy potwierdzają te statystyki – nie ma lawiny nowych zgłoszeń do szkół. W niektórych miejscach uczniów przybędzie, ale w niektórych ubywa, więc nie spodziewam się, żeby to było tak, jak przewidywaliśmy wcześniej kilkaset tysięcy nowych uczniów w polskich szkołach. Natomiast gdyby tak się stało, podołamy wyzwaniu, bo polski system oświaty jest przygotowany i na tyle elastyczny, że ukraińscy uczniowie znajdą miejsce w polskich szkołach. Mamy też środki finansowe na ich edukację. Pewnie problem pojawi się w Warszawie, gdzie jest kumulacja uchodźców, w związku z tym jest największe zainteresowanie nauką dla dzieci ukraińskich, ale jesteśmy w kontakcie z panią prezydent Kaznowską. Jednak nie sądzę, żeby dochodziło do takich rzeczy, które przewidywaliśmy. Nauka zdalna na Ukrainie trwa i większość z tych młodzieńców, którzy są u nas w Polsce nadal będzie chciało uczyć się zdalnie ze swoimi kolegami na Ukrainie, a ci co będą chcieli przyjść do szkoły zawsze będą przyjęci.

Nauka ukraińskich dzieci to także konkretne treści, które im przekażemy. Czy w ocenie pana ministra, powinny dowiedzieć się w polskiej szkole o ludobójstwie dokonanym na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej?

A czy pani uważa, że np. niemieckie dzieci w polskich szkołach powinny się dowiedzieć o Auschwitz-Birkenau, o Majdanku, Sobiborze, o zniszczeniach, jakie Niemcy spowodowali w czasie II wojny światowej?

Uważam, że powinny.

No właśnie. Więc dlaczego dzieci ukraińskie miałyby się nie dowiedzieć o ludobójstwie na ponad 100 tysiącach Polaków na Wołyniu w latach 1943-1945 przeprowadzonym przez OUN-UPA? To jest ludobójstwo na skalę absolutnie niebywałą wcześniej, z okrucieństwem, które przerażało samych Niemców. To jest historia, którą wszyscy muszą poznać, żeby wyciągnąć z niej wnioski na przyszłość. Nie po to, żeby rozliczać tych młodych ludzi, broń Boże, tylko po to, żeby poznać na przyszłość to, co można, a czego nie można, i do czego prowadzi nienawiść między narodami.

Decyzją MEiN edukacja dla bezpieczeństwa została od 1 września uzupełniona o zagadnienia związane z edukacją obronną, w tym ćwiczenia strzeleckie. Czy to odpowiedź na nową rzeczywistość, w jakiej znaleźliśmy się wraz z wybuchem wojny na Ukrainie, czy pomysł ten powstał wcześniej?

Nie, nie. To jest odpowiedź absolutnie na te realia, które widzimy od 24 lutego, żeby wrócić do nauki używania broni, obsługiwania jej w sposób bezpieczny dla siebie i dla innych, po to żeby umieć się bronić. Brutalność tej wojny, która niczym nie odbiega od tego, co znamy z kart historii na naszych terenach – pokazuje, że aby się bronić trzeba umieć się bronić. W związku z tym, powrót do tego, co było na Przysposobieniu Obronnym jeszcze w latach 90. jest absolutnie wskazany.

Nowy rok szkolny i kolejne działania Związku Nauczycielstwa Polskiego. Pogotowie protestacyjne ma charakter informacyjny, jednak jak podkreślono "na razie". Czy po rozmowach ze związkowcami spodziewa się pan minister powtórki z roku 2019?

Nie wiem, być może. Nie jestem w stanie tego przewidzieć. Mam nadzieję, a nawet żywię przekonanie, że podwyżki wynagrodzeń – i tegoroczne i przyszłoroczne – spowodują, że takich protestów jak w 2019 roku nie będzie, bo to jest ze szkodą dla dzieci, dla młodzieży, dla całego społeczeństwa. Ale ja oczywiście rozumiem postulaty wzrostu wynagrodzeń nauczycieli i te postulaty realizujemy. Może nie w takim tempie, jak sobie życzą związki zawodowe, ale w przypadku nauczycieli najmniej zarabiających już od pierwszego września zarabiają oni 20 procent więcej niż w zeszłym roku. Więc w tym zakresie ten postulat został zrealizowany. W przypadku nauczycieli z większym stażem – 4,4 proc. w tym roku, a od 1 stycznia będą kolejne podwyżki. W nowym roku budżetowym będą kolejne podwyżki wynagrodzeń.

Czy pan minister bagatelizuje fakt braku nauczycieli? Taki zarzut wysunął wobec pana prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Gdybym to robił, to nie spowodowałbym zwiększenia wynagrodzeń najmniej zarabiających nauczycieli wchodzących do zawodu o 20 proc., czyli ponad wskaźnik inflacyjny. Zauważamy potrzebę nowych nauczycieli w zawodzie, tworzymy dla nich zachęty. Chcemy zmienić status zawodowy nauczyciela, poprawić jego wizerunek w oczach opinii publicznej, jego miejsce w hierarchii społecznej, które powinno być absolutnie najważniejsze. Nie rozumiem zarzutu pana Broniarza.

Ale czy to oznacza, że problem braku nauczycieli nam nie grozi?

Jeśli chodzi o braki, to oferty pracy, które kuratorzy oświaty publikują na swoich stronach internetowych od kilku lat, bo to my tę transparentność wprowadzaliśmy, to są one na bardzo podobnym poziomie do tego, co było rok temu, dwa lata temu, trzy lata temu i cztery lata temu. Ani rok, ani dwa, ani trzy, ani cztery lata temu nie było problemów kadrowych, więc nie rozumiem z czego miałyby wynikać obecnie. Zawsze w większych miastach, w wielkich szkołach, tam gdzie praca jest inna niż w mniejszych miejscowościach czy miasteczkach tam może dochodzić do braków kadrowych, ale liczę na to, że takie samorządy jak Warszawa, Poznań czy Kraków jednak ze swoich budżetów dodadzą środków finansowych nauczycielom, wszak to jest ich zadanie własne.. Ale to są tylko moje wyliczenia, oprócz liczenia są również czyny, czyli zwiększanie i to rekordowe zwiększanie subwencji oświatowej o 11,1 mld zł do kwoty 64,4 mld w 2023 roku.

A propos większych miast, prezydent Warszawy ogłosił utworzenie funkcji stołecznego rzecznika praw ucznia. Informując o decyzji w tej sprawie zarzucił rządzącym próby upolitycznienia szkoły. Podkreślił, że ratusz konsekwentnie z tym walczy, bo szkoła musi być niezależna, a prawa uczniów przestrzegane. Jak pan minister odbiera tę inicjatywę?

Jako skrajne upolitycznienie szkoły przez Rafała Trzaskowskiego i samorządowców z wielkich miast, jemu podobnych i jednoczesne mówienie, że to jest w obronie ucznia. Upolitycznia się szkołę wprowadzając dodatkowo jakieś funkcje czy urzędy, które miałyby bronić praw ucznia, tymczasem to nie kto inny tylko Rafał Trzaskowski używał dziennika elektronicznego do tego, żeby do rodziców rozsyłać polityczne informacje na temat szkoły przy okazji "lex Czarnek". Nie kto inny, tylko właśnie samorządowcy próbują na siłę wprowadzać do szkół w wielkich miastach organizacje pozarządowe, które deprawują i indoktrynują młodzież, a jednocześnie mówią że bronią uczniów przed indoktrynacją. Ja do szkół nie wchodzę, oni wchodzą choćby takimi właśnie ruchami. To kto tu indoktrynuje i ideologizuje szkołę?

Czy spodziewał się pan minister takiego odbioru podręcznika do Historii i Teraźniejszości prof. Wojciecha Roszkowskiego? Aż takiej wrzawy medialnej i zapowiedzi procesów?

Spodziewałem się ogromnego ataku, nie miałem wątpliwości, że nastąpi. Już sam przedmiot był atakowany od samego początku, głównie przez świat lewacki i lewicowo-liberalny zanurzony niestety w swojej przeszłości w totalitarny ustrój PRL, postkomunistyczny. Te ataki od początku zwiastowały to, że cokolwiek będzie napisane, atak będzie potężny. Zobaczy pani, jaki będzie atak w przyszłym roku, kiedy zostanie napisany podręcznik od 1980 roku wzwyż. Natomiast nie spodziewałem się, że już przekroczyliśmy na taką skalę granicę, poza którą nie ma już debaty publicznej. Bo co innego krytyka, nawet taka niesprawiedliwa, a co innego atak oparty na zwykłym kłamstwie i wykorzystywaniu choćby dzieci poczętych metodą in vitro do brudnej gry politycznej, a z tym już mamy do czynienia. W związku z tym, jeżeli poseł Nowacka mówi o podręczniku wybitnego profesora historii "ściek", to proszę powiedzieć, gdzie jest debata? Debaty już nie ma. Jest po prostu jeden wielki hejt oparty na kłamstwie. I tego się nie spodziewałem, że już jesteśmy w tym miejscu. Ale dobrze wiedzieć, bo na ponad rok przed wyborami trzeba wiedzieć, jak na to reagować. Pozwami sądowymi. Nie ma innego wyjścia.

Czy zatem profesor Roszkowski nie jest trochę przypadkową ofiarą tego hejtu, skoro ataki byłyby tak czy inaczej?

Wydaje się, że tak, a nawet więcej: ponieważ to jest właśnie profesor Roszkowski, ta fala hejtu była zwielokrotniona. Bo co innego zaatakować jakiegokolwiek profesora od historii, którego - przepraszam wszystkich profesorów, też jestem uczelnianym profesorem - nikt nie zna, poza wąskim środowiskiem naukowców i akademików, a co innego sławę, która napisała już niejeden podręcznik, z którego podręczników uczyło się wiele pokoleń Polaków. Tym bardziej ciężko im było uderzyć, więc użyli po prostu zmasowanego, brutalnego ataku opartego na kłamstwie. Innych metod nie mieli, bo argumentów nie mają.

Ale jednak zapadła decyzja o wycofaniu najbardziej krytykowanego fragmentu. Czy to nie jest ustępstwo wobec tych środowisk?

To jest decyzja wydawnictwa i samego pana profesora, która została uzasadniona ważnym interesem społecznym. Ani pan profesor, ani wydawnictwo nie chcą, aby w dalszym ciągu strona opozycyjna, lewacka, lewicowo-liberalna, wykorzystywała bezczelnie i nikczemnie, kłamliwie dzieci poczęte metodą in vitro do brudnej gry politycznej. W obronie godności tych dzieci pan profesor i wydawnictwo poprosili o zgodę na usunięcie tego fragmentu. A my na to przystaliśmy.

Komentując awanturę o podręcznik powiedział pan, że jesteśmy na wojnie kulturowej. I w związku z tym pytanie, czy taką wojnę można wygrać?

Można ją też przegrać.

Ale czy strona konserwatywna w obecnych warunkach ma szansę na zwycięstwo tej walki o rząd dusz?

Zwrot „rząd dusz” mi się nigdy nie podobał. To walka o wolność po prostu. Proszę zwrócić uwagę na czym polega różnica. Różnica polega na tym, że oni mogą sobie przedstawiać rozmaite poglądy, choćby na tym Campusie Polska Przyszłości, choćby takie bezczelne i nikczemne jak Nitras, a nikt ich nie atakuje, nikt nie zarzuca hejtem, nikt nie mówi o nich per „ściek”. Po prostu my, ludzie wolności, wiemy że jest w Polsce wolność poglądów i wolność słowa. Tymczasem oni, nazywając się liberałami, nie znają w ogóle zakresu pojęcia wolność. Oni uważają, że wszystko, co jest nie ich, i jest niezgodne z ich poglądami, nie może w ogóle istnieć. Więc, o czym tu mowa? To już jest przejaw tej wojny. To rewolucja. Rewolucja nie znosi jakiegokolwiek sprzeciwu, bo nie ma nic wspólnego z wolnością. Natomiast my chcemy wolności, nie chcemy rządu dusz. Chcemy wolności, żeby każdy mógł mieć możliwość wypowiedzenia się. Zarówno oni, jak i my. Dlaczego chrześcijanie mieliby się nie wypowiadać? Dlaczego mieliby się nie przyznawać do krzyża? Dlaczego nie mieliby mieć religii w szkołach? Dlaczego nie mieliby mieć finansowania instytucji chrześcijańskich, w których są ludzie, którzy płacą podatki w naszym kraju. My, chrześcijanie, też płacimy podatki i pieniądze w budżecie to są także pieniądze od chrześcijan. Dlaczego to wszystko miałoby zniknąć? W imię czego przepraszam serdecznie? Chodzi tylko i wyłącznie o wolność, a nie o rząd dusz. A czy tę wojnę wygramy? No jak nie będziemy walczyć, to przegramy.

Widzi pan jakąś swoją rolę w tej walce?

Ja tylko stwierdzam fakt, że jest wojna kulturowa. Przecież ja tej wojny nie wywołałem, ja tylko stwierdzam, że ona istnieje i jestem na niej siłą rzeczy pełniąc to stanowisko, które pełnię i robiąc te rzeczy, które robię. Stwierdzam fakt wojny, którą oni wywołali, nie my. A my się musimy bronić. Ale żeby się bronić, trzeba wiedzieć, że się jest na tej wojnie kulturowej. Jak się nie będzie wiedziało, że się na niej jest, to się przegra. Kto tego nie wie, to przegrywa od razu.

Wspomniał pan o Campusie Polska Przyszłości. Co pan myśli, kiedy widzi, jak młodym ludziom jako autorytet od demokracji stawia się Mariana Turskiego?

Albo autorytet od sprzeciwu wobec hejtu panią, która zhejtowała Wojsko Polskie. No to są żarty. Kogoś kto był cenzorem i to w latach zdaje się 1946-49 w Polsce, czyli głębokim stalinizmie, pełnił ważne funkcje w państwie stalinowskim pokazuje się jako człowieka, który mówi, że mamy problem z demokracją. On? Turski? Mówi o problemie z demokracją? Cenzor w czasach stalinowskich? No bez żartów. To prawda, był więźniem obozów koncentracyjnych, podobnie jak miliony ludzi, którzy cierpieli w czasie wojny, prześladowani, mordowani, byli więźniami rozmaitych miejsc zniewolenia lub zagłady. Współczujemy i tu widzimy jego ogromną rolę w czasie II wojny światowej. Ale to, co robił po wojnie dyskwalifikuje go jako mówcę o demokracji. A Trzaskowski z człowieka, który był cenzorem, robi znawcę demokracji.

Ale młodzież, która tego słuchała, mogła nie mieć świadomości tej przeszłości.

Bo młodzież, która tego słucha nie przeszła kursu najnowszej historii. Celowo przez ostatnie kilkadziesiąt lat nie uczono najnowszej historii w szkołach po to, żeby można było manipulować w ten sposób młodzieżą. A manipulacją, nazywajmy wprost, jest sadzanie człowieka, który był cenzorem w czasach stalinowskich w państwie totalitarnym i pokazywanie go jako autorytetu od demokracji. To jest przejaw maksymalnej możliwej manipulacji. Możliwej dlatego, że systemowo nie wprowadzano nauczania najnowszej historii i manipulowano za pomocą pedagogiki wstydu.

Zmieniając nieco temat... Czy Zjednoczona Prawica wygra wybory w 2023 roku?

No oczywiście, że wygra.

W jednym z wywiadów stwierdził pan, że rok wyborczy nie jest dobrym rokiem na radykalne zmiany. Czy po ewentualnym zwycięstwie to pan będzie odpowiedzialny za dokończenie reformy oświaty?

To wszystko zależy nie ode mnie, ale od wyborców czy rzeczywiście wygramy. Uważam, że nasza oferta jest kompleksowa i merytoryczna. Tamta oferta to stek kłamstw i manipulacji. No jeżeli oni czynią się obrońcami programu 500 Plus, którego nie mogli wprowadzić, bo nie mieli na to "piniędzy", to o czym my tu mówimy? Myślę, że społeczeństwo przez ten rok będzie miało okazje przypomnieć sobie stare i nowe winy i kompromitacje obecnej „totalnej” opozycji i dlatego wygra Zjednoczona Prawica, która ma kompleksową ofertę. Potrzebne są duże zmiany w statusie zawodowym nauczyciela, bo nauczyciel musi pracować godnie i w lepszych warunkach, być lepiej opłacany, być więcej w szkole, mniej w domu, bo dom to jest miejsce na wypoczynek i przebywanie z rodziną, a nie na pracę. To wszystko musi być wprowadzane, tylko to wymaga też okresów przejściowych co najmniej 2-3-letnich, więc siłą rzeczy wprowadzenie takiego rozwiązania to nie jest rzecz, którą można zrobić tuż przed wyborami. To się robi po wyborach.

Ale chciałby pan tę misję kontynuować?

Bezwzględnie tak, jeśli tylko wyborcy tak zdecydują i kierownictwo mojego ugrupowania też tak zdecyduje. Jeśli tak będzie to z przyjemnością zaproponuję nauczycielom zupełnie inny rodzaj pracy za dużo większe pieniądze, wykonywanej w szkole, nie w domu, więcej z uczniem, mniej z biurokracją. Wszystko dla pokazania nauczyciela w prawdziwym bardzo dobrym świetle, bo dzisiaj nauczyciel w oczach społeczeństwa nie jest najlepiej widziany. A to przez taką, a nie inną działalność takich związków, jak Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Podsumowując, żeby zmienić diametralnie sytuację nauczycieli, a więc doprowadzić do tego, czego domagają się również związki zawodowe...

Związki zawodowe domagają się po pierwsze czegoś, co już robimy, czyli radykalnego zwiększenia nakładów na oświatę - 10 miliardów złotych na inwestycje w ciągu ostatnich 2-3 lat. Nigdy czegoś takiego nie było, a związki dalej tego nie zauważają. Związki zawodowe domagają się wyłącznie podwyżki wynagrodzeń, żadnej zmiany statusu zawodowego. Nie zauważają, że w ostatnich latach ubyło 1,5 miliona dzieci i będzie ubywać następne setki tysięcy dzieci w polskich szkołach, bo niż demograficzny i jego kulminacja jeszcze przed nami, a nauczycieli w tym samym czasie przybyło kilkadziesiąt tysięcy. Więc będzie problem z dostateczną liczbą godzin dla niektórych nauczycieli w sytuacji, kiedy nie będzie dzieci w szkołach. Tego związki nie zauważają, ale my analizujemy kompleksowo sytuację wszystkich pracowników oświaty. Co więcej, związki nie zauważają, że same swoją absolutnie niezgodną z rzeczywistością narracją o nauczycielu doprowadziły do sytuacji, w której naprawdę w większości społeczeństwa nauczyciele mają zupełnie inny status niż jeszcze mieli kilkadziesiąt lat temu, 20 czy 30. My chcemy wrócić do autorytetu nauczyciela. I to wszystko będę proponował od początku nowej kadencji, jeśli oczywiście będzie nam dane dalej rządzić i ja będę sprawował tę funkcję.

I żeby do tego doprowadzić potrzebne są gruntowne zmiany?

Dogłębne zmiany poprzedzone poważną debatą na miarę rangi zawodu nauczycielskiego. To jest zupełnie oczywiste.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ireneusz Zyska - skrót

Materiał oryginalny: Minister Przemysław Czarnek: Rzecznik praw ucznia to skrajne upolitycznienie szkoły przez Trzaskowskiego - Portal i.pl

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Półtor-EJ gościa :))
O Czarnku napisano i powiedziano już właściwie wszystko. Dodam tylko,że zauważam w nim uderzające fizjonomiczne podobieństwo do Sasina. Wieprzowe twarze to właśnie to podobieństwo.
G
Gość
Czarnek zapisze sie na kartach tej niechlubnej, czarnej historii edukacji jako jeden z najgłupszych jej ministrów!
G
Gość
Raczej Czarnek ogłupia...
G
Gość
Czarnek to kłamca. Mówi, że "Ja do szkół nie wchodzę" a właśnie wymyślanie durnych przedmiotów i wciskanie ludziom ciemnoty, o gorszych dzieciach z invitro jest właśnie wchodzeniem do szkoły. Na wf by się lepiej zapisał pasibrzuch.
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie