Nasz król bije innych na głowę - nie tylko w legendach [rozmowa]

Maciej Czerniak
Fot. Jarosław Pruss
W siodle czuł się jak ryba w wodzie. Lubił podróżować. Wsłuchiwał się w potrzeby ludu. Zbudował sieć zamków, która przetrwała do szwedzkiego potopu. I... założył Bydgoszcz. To fakty, a do tego powstało o Kazimierzu Wielkim około 40 legend.

www.pomorska.pl/Bydgoszcz

Więcej informacji z Bydgoszczy na stronie www.pomorska.pl/Bydgoszcz

Kup Gazetę Pomorską przez SMS

Kup Gazetę Pomorską przez SMS

Kup Gazetę Pomorską przez SMS - kliknij

Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy wydaje pierwszy od ponad wieku zbiór legend o Kazimierzu III Wielkim. Książka lada dzień ma trafić na półki w księgarniach całej Polski.

Rozmowa z Lechem Łbikiem, historykiem, autorem książki "Podania i legendy o zacnym królu Kazimierzu Wielkim"

- Jak to się stało, że historyk zabrał się za spisanie legend?

- Wśród tych podań jest taka opowieść o głodowej kaźni przedeckiego starosty. Chodzi o Przedepcz na południowych Kujawach. Na południe od Włocławka. Pojechałem tam kiedyś na wagary, jeszcze jako uczeń szkoły zawodowej. Tam spotkałem Jana Stelmasiaka, animatora kultury i wieloletniego Towarzystwa Przyjaciół i Miłośników Przedcza. Opowiedział mi legendę skądinąd nie znaną. I ja ją na bieżąco spisałem. W ten sposób trafiłem na podanie nigdzie wcześniej nie publikowane. To jest moje, mój wkład do skarbczyka legend poświęconego Kazimierzowi Wielkiemu. I gdzieś tam się wtedy chyba zaczęło, w 1976 roku.

- A skąd w ogóle pomysł, by zająć się właśnie podaniami o królu Kazimierzu?

- Wie pan, jemu się to po prostu należy. Niech on to ma na 700-lecie urodzin.

- Jaki to był władca? Trzydzieści osiem legend o nim to dużo?

- Powiem tak. Dzień wczorajszy nie istnieje. A dzień sprzed 700 lat tym bardziej nie istnieje. Andrzej Szczypiorski mawiał, że historii nie ma. Jest tylko pamięć. I tu, w tych legendach przejawia się pamięć ludowa, pamięć narodu. Pan sobie wyobrazi, ja zebrałem trzydzieści osiem legend. Być może jest ich o dwie, trzy więcej. Żaden władca polski nie zostawił po sobie takiej pamięci. Są jakieś dwie, trzy legendy o Bolesławie Śmiałym, kilka legend jest o królu Chrobrym, jest kilka pojedynczych legend o jakichś późniejszych władcach, o Sobieskim, o Wazach. To są pojedyncze przypadki. To znaczy, że król bije na głowę wszystkich pozostałych władców polskich. Ten przydomek Wielki na pewno mu się należy.

- Gdyby teraz, ponad sześć wieków od swojej śmierci wstał z grobu, otrzepał pył i powiedział, że chce startować w wyborach prezydenckich, to czym mógłby się pochwalić?

- Ten facet bezustannie myślał o Polsce, reformował kraj. Zmieniał. Naprawdę, gdyby nie on, nie byłoby chyba Grunwaldu. Temu słabemu Królestwu Polskiemu, odziedziczonemu po Łokietku nadał podstawy gospodarcze. Zbudował na silnej ekonomii. Krótka piłka - skodyfikował polskie prawo, które obowiązywało do upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej w końcu XVIII wieku w wyniku rozbiorów. System obronny kraju i oparty na sieci zamków i warownych miast przetrwał do czasów szwedzkiego potopu. To, co on zrobił przetrwało setki lat. Życzyłbym polskim politykom współczesnym, żeby ich myślenie było tak dalekosiężne.

- I przez te zasługi trafił do pamięci ludu?

- Przede wszystkim działał na wyobraźnię. On był taki, jak sobie lud wyobrażał sprawiedliwego, dobrego władcę pojmowanego jak ojca. I te wszystkie kryteria w pamięci ludu król spełniał. Jest to osoba rzeczywiście wyjątkowa w dziejach Polski,. I godna zainteresowania i pracy. Przydomek "wielki" na pewno mu się należy.

- To prawda, że uwielbiał podróżować?

- Lubił. Ale też musiał.

- Inni władcy nie lubili?

- Byli tacy królowie, których końmi nie dało się wyciągnąć z zamku. Kazimierz Wielki dwa razy w roku objeżdżał większość ziem królestwa. Zaczynał zimą, w okolicach Sylwestra. Zwyczaj objeżdżania przez kolejnych władców swoich księstw, czy królestw był powszechny aż po epokę nowożytną. Po wiek XVII.

- Te podróże były koniecznością.

- Pamiętajmy, że król sprawował sądy. W sprawach ciężkich, mowa o zabójstwach, aferach państwowych. To były sprawy przeznaczone do kompetencji władcy. Król musiał być na miejscu. Oczywiście można było tych ludzi ściągać do Krakowa, ale to też wprowadzało pewien chaos.

- Pewnie, nie każdego było stać na podróż do Krakowa...

- Nie chciało się szlachcicowi na przykład spod Inowrocławia jechać na dwór do Krakowa, bo a nuż króla nie zastanie, albo go nie wpuszczą przed oblicze, bo jest za mały. A jak król był u niego w Inowrocławiu, to łatwo było do niego dojść i wnieść jakąś sprawę. To właśnie wymuszało regularne objazdy kraju.

- Król rządził zatem, będąc wciąż w drodze?

- Kazimierz Wielki dużo czasu spędzał w siodle. Przy okazji tych objazdów, a wtedy wiadomo - puszcze porastały kraj znacznie gęściej, niż dzisiaj - zatrzymywał się w danym zamku i urządzał sobie w okolicy polowania. Uwielbiał polować. Potem, następnego dnia ruszał dalej.

- Wróćmy do legend. Jak najczęściej one powstawały?

- Wiele podań wzięło się właśnie z tych królewskich objazdów. Po prostu ludzie go widzieli… wieśniacy go wiedzieli. Wie pan, dla takiego wieśniaka, który gdzieś tam żył w lepiance w zabitej deskami wiosce, zobaczyć orszak królewski - przepyszne konie, przepyszni jeźdźcy, wszystko kolorowe, bogate, jedwab, brokaty, piękny oręż przytroczony do pasa - to było przeżycie. On o tym opowiadał swoim dzieciom, a ci z kolei jego wnukom. I to tak szło. Potem oczywiście ktoś coś dodał, ktoś coś odjął... Tak się w dużym stopniu kształtowała cała grupa legend.

- Legendy powstawały zatem poprzez jakieś odległe wspomnienia?

- Oczywiście potem się mówiło, że pradziadek tam coś dla niego zrobił… Pomógł królowi w czymś.

- Wracając do książki, długo pan ją pisał?

- U mnie to jest wszystko bardzo wolno. Muszę się przespać. A śpię całymi latami. Wie pan, kiedyś napisałem taki artykuł dotyczący zamku w Malborku. Pewnego fragmentu zamku. Zobaczyłem kiedyś coś w sypialni wielkich mistrzów. Jakiś element przykuł moją uwagę. Parę lat później napisałem na ten temat artykuł. Natomiast w przypadku tej książki pisanie zajęło mi rok.

- Na legendę o staroście skazanym na śmierć w Przedczu sam pan trafił. A gdzie szukał pan innych podań?

- Przyjaciel z Przedcza, kupił mi taką książeczkę we Włocławku, wydaną na 600-lecie urodzin króla, w roku 1910. Znany krajoznawca, historyk amator Michał Rawita-Witanowski wydał broszurkę w Piotrkowie Trybunalskim "O królu Kazimierzu Wielkim w opowiadaniach ludu". Tam pomieścił około dwudziestu legend. Z tym, że on je przytaczał tak, jak lecą. Bez komentarza. Wie pan, tej książki nie ma w całym regionie kujawsko-pomorskim. To zostało wydane nakładem lokalnej gazety. Egzemplarze się rozeszły. Potem wojna. Inne kataklizmy dziejowe.

- Rawita-Witanowski nie tłumaczy tych legend? Nie wyjaśnia w swojej książce, co w nich ziarnko prawdy, a co zostało zmyślone. Pan tłumaczy każde podanie.

- Potraktowałem to jako zobowiązanie moralne. Przeczytałem sobie ten zbiorek legend. I mówię tak - autor to sprokurował na 600-lecie urodzin króla. Teraz się zbliża 700-lecie. Jestem chyba na tyle kompetentny i zainteresowany tematem, żeby podjąć trud napisania następnego zbiorku legend o królu Kazimierzu.

- A co z Bydgoszczą? Król bywał w naszym mieście?

- Bywał.

- Często?

- Dokumenty wystawione w Bydgoszczy za jego czasów wskazują, że b ył w Bydgoszczy. W roku 1345 - kilka miesięcy przed założeniem miasta, w 1347 - kiedy już miasto od roku funkcjonowało. Był też zimą roku 1370, dziesięć miesięcy przed śmiercią. A ile razy był i nie wystawiał tutaj dokumentów? Może bywał częściej...

- W zbiorze nie ma jednak ani jednej legendy związanej z naszym miastem. Dlaczego?

- Wiele z tych podań powstawało w wieku XVIII i XIX . Ludzie się nudzili. Nie było telewizji, kina. Spotykali się po domach, snuli opowieści. I tak też się rodziły legendy. Ale przecież schyłek XVIII wieku to taki czas w dziejach Bydgoszczy, że tutaj przychodzą, nastały rozbiory. Pierwszy rozbiór, przejście miasta w ręce Królestwa Pruskiego. Napływają Niemcy, a w ich tradycji nie ma króla Kazimierza Wielkiego. Poza tym lud polski zawsze był w mniejszości za Prusaków. Ta pamięć o królu, jako dobrodzieju tego miasta, gdzieś się zatarła.

- A gdy Bydgoszcz powróciła już do Polski, było za późno, by mogły powstać jakieś legendy.

- Owszem, można było po roku 1920 stworzyć jakąś legendę. A co się stało w Bydgoszczy? Pamięć o królu zamarła. Swoją ulicę dostał Jan Kazimierz, Magdziński, ksiądz Malczewski. Królowi Kazimierzowi dano tylko jakiś park na zapleczu Urzędu Wojewódzkiego. Do dzisiaj niektórzy mylą ten park z parkiem Jana Kazimierza.

- Kiedy zaczęto przywracać pamięć o królu Kazimierzu?

- W latach 90. To się dzieje właściwie dopiero teraz. Myślę, że za jakiś czas pojawi się jakaś legenda na rynku bydgoskim. Ktoś może ją podrzuci i zostanie podchwycona. Mamy teraz pomnik króla, coraz częściej słyszymy o Bydgoszczy dawnej. Bo jeszcze niedawno nie mówiło się o Bydgoszczy pruskiej i nie mówiło się o tej staropolskiej.
Udostępnij

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3