Mieszkańcy wsi przyzwyczaili się, że OSP po prostu jest. Usuną powalone drzewo, zmyją plamę oleju na drodze, ugaszą pożar stodoły. To ochotnicy z powołania.

 

W Polsce działa 16 304 jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej. Według danych Związku OSP Rzeczpospolitej Polskiej z końca 2015 r. to prawie 700 tysięcy osób. W tym gronie jest ok. 450 tys. strażaków czynnych, 100 tys. młodych ludzi tworzących Młodzieżowe Drużyny Pożarnicze oraz 62 tys. kobiet. Ponad 4 tys. OSP włączonych jest do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.

 

Działają głównie na wsiach, bo to tereny odległe od jednostek państwowej straży i czasem mogłaby przyjechać zbyt późno.

Pierwsze takie organizacje przeciwpożarowe zaczęły powstawać na ziemiach polskich w latach 60. XIX wieku. „W skali kraju na 10 tys. mieszkańców aktywną działalność prowadziło 3,9 OSP. Największą dostępnością straży cechowały się woj. lubelskie oraz świętokrzyskie (odpowiednio 7,2 i 6,2 na 10 tys. mieszkańców), zaś najmniejszą woj. śląskie (1,9 na 10 tys. mieszkańców)”, odnotowuje Główny Urząd Statystyczny w swoim raporcie opublikowanym w 2015r., a obejmującym dane za 2012r. 

 

Tyle powrotów, ile wyjazdów

- Najważniejsze - i tego nam życzą najczęściej - to tyle samo powrotów, co wyjazdów i w tym samym składzie. Z nowym doświadczeniem, ale żeby zawsze wracali wszyscy - mówi o pracy ochotniczych straży pożarnych Łukasz Kwiatkowski, sekretarz OSP Charzykowy (gmina Chojnice, województwo pomorskie). Ochotnicza straż działa tutaj od 121 lat.

 

Kim są ludzie, którzy po swoich obowiązkach, poświęcają jeszcze czas innym? To mieszkańcy wsi, przychodzą po godzinach w firmie, biurze, ciężkim dniu pracy na polu, zajęciach w szkole czy na uczelni. Średnia wieku czynnych strażaków, którzy jeżdżą na akcje to ok. 30 lat. - Aby brać udział w akcji, trzeba mieć minimum 18 lat i ukończony kurs - wyjaśnia Kwiatkowski. Młodsi też mogą należeć do OSP, a właściwie do Młodzieżowej Straży Pożarniczej. Najmłodszy ochotnik w obecnym 65-osobowym składzie OSP Charzykowy ma 11 lat. Jeszcze rok musi zaczekać, żeby wziąć czynny udział w pierwszych zawodach dla ochotników.


- Trzeba mieć do tych ludzi szacunek, bo po swoich codziennych obowiązkach poświęcają czas OSP. Strażak po pracy przebiera się, je obiad i działa dalej. Czyścimy sprzęt, garaże, remizę - opowiada członek charzykowskich strażaków.

 

Dlaczego to robią? - Jest chęć spełnienia się, pomocy, ta satysfakcja, że komuś się pomogło, że wszystko się udało - mówi. Wyjazdowi zawsze może towarzyszyć niebezpieczeństwo. Czy strach, obawa są odczuwalne? - Wtedy działa adrenalina, strach idzie na bok. Potem dopiero pojawia się myśl: „No, kurczę, zaryzykowałem”. Nigdy jednak nie idzie się na hurra. Ze szkoleń wiemy, że przede wszystkim należy zadbać o bezpieczeństwo ratownika - tłumaczy Łukasz Kwiatkowski.


Przeczytaj też: Zmiany w finansowaniu OSP, żeby dopiec prezesowi Pawlakowi?

 

Ochotnicy tej pomorskiej wsi robią składki, za to mogą się sami doposażać w sprzęt, a ten pozwala bezpieczniej pracować podczas akcji. - Jeśli nie ma odpowiedniego sprzętu, zmniejsza się bezpieczeństwo. Inaczej, jeśli są aparaty do zadymionego pomieszczenia, sprzęt hydrauliczny w przypadku ludzi uwięzionych w rozbitych samochodach. 

 

Marzeniem wielu członków OSP jest zostać zawodowym strażakiem. W OSP Charzykowy byli tacy, którzy to marzenie spełnili. Kwiatkowski przypomina, że ochotnicza straż nie powinna być jedynie trampoliną. - To przykre, jeśli ktoś wykorzystuje OSP do zostania zawodowym strażakiem. OSP go wychowała, wyszkoliła, a on zapomina, nie zna. Przykro wtedy, jeśli zbiera tylko punkty za przynależność do OSP podczas naboru. 

Charzykowscy ochotnicy w 2015 roku mieli 154 wyjazdy i 5 zabezpieczeń rejonu. Coraz mniej jest pożarów, większość akcji to tzw. miejscowe zagrożenia, czyli powalone drzewa, pompowanie wody, wypadki drogowe czy zagnieżdżone w obejściu owady. Czasem to przewrócona łódka albo plama na jeziorze. Są i mniej typowe zgłoszenia: wąż w samochodzie, nietoperz w pokoju czy plaga szczurów w domu, które okazały się pszczołami - obcokrajowiec użył nie tego słowa prosząc o pomoc. 

 

- Jedno z najważniejszych rzeczy, to działać wspólnie, pokazać mieszkańcom, że dbamy o ich bezpieczeństwo. To wszystko się napędza. Latami pracuje się na dobrą opinię jednostki, ale jedna zła akcja, alkohol i w piętnaście minut można wszystko zniszczyć - podkreśla strażak-ochotnik. 

 

Ochotnik też musi się przeszkolić

Ochotnicza Straż Pożarna w Żarnowie (województwo łódzkie) istnieje od 105 lat. W jej szeregach są dziś 43 osoby, w tym 3 kobiety. Najstarszy strażak-ochotnik ma za sobą już 68 wiosen, zaś najmłodszy ponad pół wieku mniej, to 12-latek. - Teraz młodzi uciekają ze wsi - przyznaje Ryszard Jakubowski, prezes OSP w Żarnowie. Dlatego młodzież trudniej wciągnąć w działania. 

 


- Ćwiczenia są raz na kwartał, szkoli nas też Państwowa Straż Pożarna. Na akcje jeździmy tak samo, jak Państwowa Straż Pożarna, bo jesteśmy w Krajowym Systemie Ratownictwa Gaśniczego- wyjaśnia Jakubowski, który wcześniej pracował właśnie w PSP. 

 

- Ludzie polubili to, najpierw jako młodzieżówka jeżdżąc na zawody i tak zostali - mówi o swoich druhach. Ochotnicy narażają swoje zdrowie i życie tak samo, jak zawodowcy, dlatego mogą liczyć na wynagrodzenie, ale tylko za udział w akcjach (za każdą przepracowaną godzinę). Akcja, która szczególnie zapadła szefowi OSP Żarnów w pamięci, to pożar stolarni. - To był duży pożar. Najczęściej jeździmy do płonących łąk i lasów albo do szerszeni.

 

Strażakiem, nawet ochotnikiem nie zostaje się ot, tak. Gdy już zainteresowany zgłosi się do wybranej jednostki, musi przejść szereg szkoleń, zanim będzie mógł wziąć udział w akcji. - Najpierw trzeba przejść podstawowy kurs i zapoznać się ze sprzętem, kolejny kurs techniczny, następnie ze sprzętem od wypadków i medyczny. Kandydat przechodzi egzamin i jeśli ma już zaświadczenie, może jechać na akcję - wyjaśnia Ryszard Jakubowski. 

 

Prezes OSP w Żarnowie nie może narzekać na sprzęt. - Mamy nowe samochody, dwu i dziesięcioletni. Gdyby wszyscy mieli jak my, byłoby dobrze. Teraz staramy się o przydział do łódki - mówi. W gminie jest 7 ochotniczych straży, w tym dwie w krajowym systemie. Aby znaleźć się w nim i dostawać powiadomienia o zdarzeniach wymagających pomocy, trzeba spełnić wymagania, głównie sprzętowe.  

fot. Związek OSP RP

 

Statystyka o ochotnikach 

- Zapewnieniem ciągłości szeregów OSP są młodzieżowe i harcerskie drużyny pożarnicze, w których młodzież poznaje tajniki strażackiej służby, zasady zapobiegania pożarom oraz zachowania w wypadku zagrożenia - wyjaśnia Teresa Tiszbierek, wiceprezes Zarządu Głównego Związku OSP RP. - Ogółem działa w kraju blisko dziewięć i pół tysiąca drużyn młodzieżowych, zrzeszających około 90 tysięcy dziewcząt i chłopców w wieku 12-18 lat.

 

Jak wyposażone są takie ochotnicze jednostki? Zgodnie z danymi na koniec ubiegłego roku w krajowych OSP były 2562 ciężkie samochody ratowniczo-gaśnicze, w tym tylko 406 miało mniej niż 10 lat, największą grupę stanowiły te z ponad 31-letnim stażem - 975. Samochodów o wadze poniżej 14 t OSP miała 9394, a lekkich (mniej niż 7,5 t) 8733. W obu tych grupach udział młodszych to odpowiednio 1452 i 1630 sztuk. W wykazie sprzętu znalazło się 211 podnośników hydraulicznych, 17 dźwigów, 778 łodzi na przyczepie czy 571 przyczep wężowych. Na liście wyposażenia znalazły się również m.in. kuchnie polowe - 770. Liczba wyszkolonych strażaków ratowników OSP wyniosła prawie 226 tys. osób. 

 

- Ochotnicze Straże Pożarne to życie społeczne wsi i miasteczek. Były i są one miejscem kultywowania tradycji, kultury i sztuki. Pod patronatem OSP funkcjonuje około 800 orkiestr, 300 zespołów artystycznych, ponad 600 drużyn sportowych - wymienia Tiszbierek. Samych muzyków w szeregach OSP jest ponad 20,5 tys.

 

- Ważna dla środowiska strażackiego jest troska o własne tradycje, sztandar, zachowanie wiedzy o ich dorobku dla przyszłych pokoleń - dodaje rzeczniczka związku. Prawie co trzecia OSP w kraju prowadzi własną kronikę. Blisko tysiąc izb tradycji gromadzi eksponaty dokumentujące życie strażaków i środowiska. Są one cennym źródłem informacji dla dokumentowania historii pożarnictwa i życia tych środowisk.


Najczęściej OSP jeździ do pożarów, wypadków drogowych, akcji powodziowych, na ratownictwo chemiczne i wichury. Sa i fałszywe alarmy - w 2014 r. odnotowano ich aż ponad 5 tys.

 

Swoje dane zbiera też GUS. Jego najnowszy raport opublikowany w ubiegłym roku zawiera dane o wybranych organizacjach trzeciego sektora w 2012 r. W dokumencie autorzy wskazują na wieś, jako tradycyjną lokalizację OSP - 91 procent z nich miało swoją siedzibę na terenie wiejskim. Przeciętnie do jednej OSP należało 37 osób, a w połowie z nich zrzeszonych było nie więcej niż 32 członków. W ochotniczych strażach jest niewiele kobiet, w ostatnim badaniu wykazano 11 proc. 

 

Integralna część ratownictwa

- W Polsce jednostki OSP to jednostki włączone do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego oraz te działające poza nim - mówi st. bryg. Paweł Frątczak, rzecznik prasowy Komendanta Głównego PSP. - Pierwsze z nich muszą spełnić  określone wysokie wymagania dotyczące liczby strażaków, ich wyszkolenia i posiadanych uprawnień, a także wyposażenia - wymienia pracownik PSP.

 

- Ochotnicze straże pożarne włączone do KSRG stanowią poważne uzupełnienie sieci Państwowej Straży Pożarnej. To podnosi poziom bezpieczeństwa, skraca czas dojazdu do danego pożaru czy innego zdarzenia. Każdy ze strażaków OSP, biorących udział w akcjach ratowniczych, bez względu na jednostkę musi przechodzić systematyczne szkolenia. OSP wyposażone są często w nowe samochody, odnowione remizy. W wielu przypadkach OSP działające w ramach KSRG niczym nie odbiegają pod względem wyposażenia od niektórych naszych jednostek - opowiada.

 

Poprzez gminy OSP korzystają coraz częściej ze środków unijnych. - Można zauważyć ogromny postęp, nie mamy się czego wstydzić - przekonuje Frątczak.