Od września nowy kanon lektur w szkołach. Co teraz będzie czytać młodzież?

Karina Obara
Karina Obara
Prof. Lech Witkowski, bydgoski pedagog i filozof, wykładowca Akademii Pomorskiej w Słupsku, zmiany w kanonie lektur szkolnych ocenia tak: - Od dawna obserwuję naiwność ministrów edukacji, którzy sądzą, że ich postanowienia rozstrzygają o realiach szkolnych. Nie jest tak nawet wówczas, gdy robią reformy szkolne, a nauczyciele je zbojkotują, a tym bardziej zlekceważą uczniowie.
Prof. Lech Witkowski, bydgoski pedagog i filozof, wykładowca Akademii Pomorskiej w Słupsku, zmiany w kanonie lektur szkolnych ocenia tak: - Od dawna obserwuję naiwność ministrów edukacji, którzy sądzą, że ich postanowienia rozstrzygają o realiach szkolnych. Nie jest tak nawet wówczas, gdy robią reformy szkolne, a nauczyciele je zbojkotują, a tym bardziej zlekceważą uczniowie. Fot. Łukasz Gdak
Minister edukacji zapowiada od 1 września zmiany w kanonie lektur szkolnych. Nowy wykaz lektur zawiera m.in. dzieła Jana Pawła II, Stefana Wyszyńskiego oraz Zofii Kossak-Szczuckiej, polskiej powieściopisarki i współzałożycielki dwóch tajnych organizacji w okupowanej Polsce.

Zobacz wideo: Kiedy szczepimy dzieci przeciw koronawirusowi?

Maria Mazurkiewicz, kujawsko-pomorski wicekurator oświaty i polonistka uważa, że w dyskusji nad kanonem lektur, należałoby przeanalizować kolejne jego zmiany na przestrzeni kilkunastu lat. Wówczas okazałoby się, że są pozycje cyklicznie powracające (do najczęściej powracających, usuwanych lub przesuwanych należą teksty Melchiora Wańkowicza) lub że niektóre z nich przestały być lekturami obowiązkowymi już wiele lat temu.

- Zestaw obowiązkowy to oczywiście minimum pozwalające dobrać teksty na egzaminach zewnętrznych – mówi Maria Mazurkiewicz. - Nie odważyłabym się wskazać go jako minimum wiedzy kulturowej młodego człowieka przechodzącego przez kolejne etapy edukacji. Do tego służy zarówno zestaw uzupełniający, jak i wszelkie tytuły, które za ważne uzna nauczyciel. Sama, gdy pracowałam w szkole, z uporem mobilizowałam uczniów do czytania „Mistrza i Małgorzaty” (obecnie w uzupełniających), „Moralności pani Dulskiej” czy „Rozmów z katem”, mimo że w kanonach dawno ich nie było. Nie wyobrażam sobie, by użytkownik kultury nie znał Biblii i mitologii greckiej i rzymskiej (usunięcie z zakresu rozszerzonego tej drugiej stanowi zapewne przypieczętowanie smutnego stanu faktycznego – ograniczenia się do znajomości fragmentów). Bez nich nikt nie zrozumie europejskich kodów kulturowych, będzie patrzył na dzieła sztuki jak na teksty kultury Inków.

To Cię może też zainteresować

Zdaniem wicekurator usunięcie pozycji ze spisu obowiązkowego nie musi oznaczać, że nie pojawi się ona na lekcjach. Podobnie, nikt nie zmusza nauczyciela, by realizował lektury zalecane lub uzupełniające. Stanowią one podpowiedź, sugestię.

- Tegoroczne zmiany stanowią odzwierciedlenie dyskusji, jakie pojawiają się w przestrzeni publicznej, czego przykładem jest zastąpienie "Sposobu na Elfa" Marcina Pałasza "Psimi troskami" Toma Justyniarskiego – tłumaczy wicekurator. - Choć są ludzie obdarzający zwierzęta miłością i szacunkiem, to jednak warto odróżniać relacje między ludźmi od relacji między ludźmi a zwierzętami. Cieszy mnie pojawienie się w kanonie lektur prezentujących postawy wielkich Polaków. Niejednokrotnie podkreślano, że o Marii Skłodowskiej-Curie uczą się dzieci francuskie, a brakuje jej w polskim podstawowym zestawie.

Problem? Jak omawiane są lektury

Prof. Magdalena Szpunar, socjolożka z UJ uważa, że obowiązkowa lista lektur nie składa się z samych złych i fatalnych książek. Tych niedobrych jest znacznie mniej niż tych wartościowych i potrzebnych.

- Problemem jest w tym przypadku raczej to, w jaki sposób lektury szkolne są na lekcjach omawiane, nuda, schematyczność i powtarzalność, które potrafią skutecznie zniechęcić do czytania – mówi prof. Szpunar.

- Nawet najdoskonalej opracowane kanony lektur szkolnych, które potraktować możemy jako pewne typy idealne, nie zastąpią kompetencji nauczycieli, a także, co nie mniej ważne, niechęci młodych ludzi do czytelnictwa. Nie jestem zwolenniczką odgórnego narzucania i majstrowania przy kanonie lektur bez gruntownych konsultacji ze środowiskiem nauczycielskim, polonistami, ale także młodzieżą, której te zmiany mają dotyczyć. Wsłuchajmy się w ich potrzeby, pochylmy nad tym, co dla nich ważne i uwzględnijmy głos młodzieży, którą za każdym razem pozbawiamy prawa głosu i podmiotowości, zarzucając potem bierność i apatię. Zmiany dokonywane na szybko, w pośpiechu bywają w swoich skutkach znacznie gorsze od pozostawania w tym, co być może niedoskonałe i niepozbawione wad, jednak w jakimś sensie sprawdzone i przewidywalne. Zanim podejmie się decyzje o jakichkolwiek zmianach, należałoby posłuchać najlepiej zorientowanych, a więc polonistów, którzy najlepiej potrafią wskazać, co w obecnie obowiązującym kanonie lektur jest kłopotliwe, co być może anachroniczne, z czego należy zrezygnować, a co wprowadzić, by zainteresować młodzież i dzieci czytaniem. Podejmowanie tak ważnych decyzji zza ministerialnego biurka nie może prowadzić do niczego dobrego.

To nie zaskoczenie

Elżbieta Piniewska, polonistka i przewodnicząca sejmiku województwa kujawsko-pomorskiego od lat pracuje w szkole ponadpodstawowej i przygotowuje uczniów do matury.

- Nowa lista lektur z Janem Pawłem II i Zofią Kossak-Szczucką nie jest dla mnie zaskoczeniem, bo w ostatnich tygodniach śledziłam wypowiedzi ministra edukacji dotyczące tego, że należy przede wszystkim promować patriotyzm i odległą przeszłość – zauważa Elżbieta Piniewska. - Wolałabym z młodymi ludźmi wchodzącymi w dorosłość analizować „Pierwszy krok w chmurach” Marka Hłaski i „Normalnych ludzi” Sally Rooney. Cieszę się z powodu „Ludzi bezdomnych” Stefana Żeromskiego, bo pięknie można się pokłócić o ocenę wyborów moralnych Tomasza Judyma. Usunięcie z kanonu lektur wierszy Marcina Świetlickiego jako niezgodnych z wartościami, które zostały wpisane w podstawie programowej pozostawię bez komentarza. Utwór „Listopad” tego poety i tak będę omawiała na zajęciach koła naukowego z języka polskiego. Znajdę w nim wartości wpisane z podstawę programową. Na pewno.

Prof. Lech Witkowski, bydgoski pedagog i filozof, wykładowca Akademii Pomorskiej w Słupsku, zmiany w kanonie lektur szkolnych ocenia tak: - Od dawna obserwuję naiwność ministrów edukacji, którzy sądzą, że ich postanowienia rozstrzygają o realiach szkolnych. Nie jest tak nawet wówczas, gdy robią reformy szkolne, a nauczyciele je zbojkotują, a tym bardziej zlekceważą uczniowie. Opór i inercja systemu jest większa niż się wydaje biurokratom. Kanon lektur bywa bez znaczenia w odbiorze. Uczniowie zakują obiegowe chwyty obśmiane przez Gombrowicza w „Ferdydurke”. Usunięcie kiedyś tego ostatniego z kanonu lektur ani mu nie wyrządziło krzywdy, ani nie dało nic twórczego. Zresztą w omówieniach szkolnych autor z reguły wypada blado. Już dawno filologowie, np. J. Sławiński, ostrzegali, że kanon lektur niszczy wartość dzieł tam umieszczonych.

Kalendarz roku szkolnego 2021/2022. Kiedy wypadają dni wolne...

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tępy Wsion
jak to co - poradnik dla mieszkańca bezludnej wyspy, czyli 1001 sposobów na samosatysfakcjonujący rękoczyn według małego prezesa (aka zapluty karzeł reakcji).
Dodaj ogłoszenie