Oglądasz, słuchasz, dotykasz - polskie muzea zmieniają się na potęgę

Jolanta Zielazna
Muzeum Powstania Warszawskiego - przez wyłom w murze lub okulary podglądamy okupacyjną rzeczywistość
Muzeum Powstania Warszawskiego - przez wyłom w murze lub okulary podglądamy okupacyjną rzeczywistość Jolanta Zielazna
Udostępnij:
Polskie muzea w ostatnich latach zmieniają się na potęgę. Wykorzystują cyfrowe możliwości atrakcyjnego pokazania zbiorów. I oferują o wiele więcej niż tylko zwiedzanie.

Dr Marek Rubnikowicz

dyrektor Muzeum Okręgowego w Toruniu: - Każdy jeden element multimedialny jest ważny i istotny pod warunkiem, że nie stłumi istoty przekazu. Multimedia oferują wiele warstw opowieści, służą jej dopełnieniu, ale nie mogą zdominować istoty przekazu. Jeśli skupimy się na zabawie gadżetami, wystawa traci sens.

Do Muzeum Toruńskiego Piernika najlepiej kupić bilet "z wypiekaniem". Czyli z możliwością samodzielnego upieczenia piernika. We wtorkowe przedpołudnie piekły je dzieci i dorośli, którzy specjalnie po to przyszli. Wcześniej warto zwiedzić wystawę. Do biura i fabryki zaprasza sam Gustaw Weese. A raczej jego wirtualna postać.

Zobacz: Wielkie otwarcie Muzeum Toruńskiego Piernika [zobacz zdjęcia]

Interaktywne muzeum zostało otwarte niedawno, 20 czerwca. W starej fabryce pierników rodziny Weese, przy ul. Strumykowej w Toruniu. Kto pamięta, jak to miejsce wyglądało nie tak dawno, przeciera oczy ze zdumienia. Na dotykowym monitorze ze starej mapy można dowiedzieć się, skąd pochodzą przyprawy używane do wypieku tych słodkości i jaką drogą trafiały do Torunia.

Frajdą nie tylko dla dzieci jest wirtualna garderoba. W pewnym momencie zdumieni oglądamy siebie na ekranie w staromodnej sukni, kitlu piekarza czy surducie.

Stary telefon, nowoczesny ekran

W Muzeum Powstania Warszawskiego wizualizacje, rekonstrukcje, dotykowe ekrany. Zdjęcia, muzyka, głosy. Ze starych telefonicznych kabin możemy "zadzwonić" do powstańca, którego zdjęcie wisi w kabinie na nowoczesnym monitorze. I posłuchać jego/jej powstańczych wspomnień. Symboliczne zderzenie przeszłości z nowoczesną techniką.

Przez wyłom w murze podpatrujemy życie w getcie. Bo w tym "wyłomie" na ścianie umieszczono monitor, na którym oglądamy film. Pod zdjęciami postaci w ścianie ukryte są szufladki - można je wyciągnąć i wówczas dowiemy się, kto zacz na zdjęciu. Sami więc decydujemy, co chcemy zobaczyć, ile się dowiedzieć, do jak głębokich warstw informacji sięgnąć.

Muzeum Chopina w pałacu Ostrogskich na Tamce w Warszawie najczęściej zaskakuje. Odrestaurowany zabytkowy pałacyk kryje ekspozycję przygotowaną z wykorzystaniem nowoczesnych środków i możliwości komunikacji. Wchodząc do środka trzeba się zalogować - bilet jest kartą, która pozwala później dowiedzieć się więcej.

Na multimedialności i interaktywności zbudowane jest Muzeum Historii Żydów Polskich - ogromne muzeum idei. Wszystkiego chce się wysłuchać, zobaczyć, poczytać. Nie sposób ogarnąć to podczas jednej wizyty.

Nowa odsłona archeologicznej ekspozycji w Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy też zaskoczyła zwiedzających ciekawym sposobem podania informacji, pokazania eksponatów. Dzieci bawią się w archeologa zamiatając dotykowy ekran. "Odkrywają" w ten sposób skarby.

Muzea po multikinach

Pierwszy raz z interaktywnymi muzeami zetknęłam się 15 lat temu w Waszyngtonie. Muzeum Holocaustu pokazywało zagładę zupełnie innymi środkami. W Muzeum Poczty listy ktoś czytał, muzeum lotnictwa i astronautyki bardziej przypomniało centrum wiedzy, bo samemu można było wykonać wiele doświadczeń, przeprowadzić eksperymenty. To było coś nowego i bardzo mi się podobało, choć multimedialność była na nieporównanie mniejszą skalę niż dziś, bo i możliwości techniczne były o niebo skromniejsze.

W ostatnich latach zmieniają się i polskie muzea. Korzystają z nowych możliwości pokazania tematu, idei, sięgają po nowoczesne technologie komunikacyjne. Te, które widza na co dzień otaczają, z których korzysta. Bo żyjemy otoczeni przez elektroniczne, cyfrowe urządzenia i gadżety.

- Polskie muzea po 2000 roku weszły w nową fazę rozwoju, osiągnęły nową jakość - mówi dr Marek Rubnikowicz, dyrektor Muzeum Okręgowego w Toruniu, zarazem członek Rady do spraw Muzeów przy ministrze kultury i dziedzictwa narodowego. - Musimy jednak pamiętać, że misją muzeum jest m.in. pokazać oryginalny eksponat, ale i chronić go. Powinna to być przestrzeń przyjazna, w której poczujemy się w miarę swobodnie, ale zarazem będziemy przestrzegali zasad i reguł dotyczących bezpieczeństwa zbiorów.
Muzea przedstawiają swoje zbiory w taki sposób, by widza wciągnąć, zaintrygować, by odkrył coś nowego. Dużo się teraz w nich dzieje, odbywają się zajęcia, warsztaty, spotkania, koncerty itd.

- Dziś, poza multikinami, to właśnie muzea obsługują największą liczbę gości w kraju w zakresie oferty kulturalnej - mówi dr Rubnikowicz.

- Nie wiem, gdzie jest początek tego procesu, ale współczesne placówki kultury, które chcą zdobyć widza, muszą się zmieniać i dostosować do współczesnej technologii - uważa dr Wojtkowski, politolog z UMK. Zajmuje się m.in. nowymi mediami, komunikacją społeczną, kulturą popularną.

- Kultura musi posługiwać się logiką mediów, wiele instytucji pozamedialnych dostosowuje się do tego - ocenia. - Choć nie zawsze jest to dobre.

Zwiedzający, co widać po opiniach i ocenach na różnych portalach, cenią sobie, jeśli oglądając ekspozycję mogą wejść w relacje, brać w odbiorze czynny udział. Choć, nie ukrywajmy - nie każdego to zadowala. A nadmierna dawka atrakcji prowadzi do znużenia.

"Grające szuflady"

Gdzieś jest jednak granica między przekazem tradycyjnym a multimediami, ekranami, dotykowymi "książkami", szufladami z życiorysami, listami, słuchaniem muzyki i opowieści wprost do ucha itp. - Proszę zwrócić uwagę, ile na wystawach jest oryginalnych przedmiotów, eksponatów, a ile multimediów. Czy one przekaz uzupełniają czy go zdominowały? - zwraca uwagę dr Rubnikowicz. W Muzeum Toruńskiego Piernika przeważają oryginalne eksponaty. Multimedia są dyskretne i na pewno nie dominują. Czasami są zbyt dyskretne, co dyrekcja już wie.

Multimedialności zdecydowanie więcej jest w Muzeum Chopina. Już choćby dlatego, żeby jak najwięcej można było posłuchać muzyki, listów, refleksji. - U nas elektronika działa zdecydowanie na plus - mówi Łukasz Kaczmarowski z działu promocji chopinowskiej placówki. - Taka była koncepcja: nowoczesne muzeum. Oryginalnych pamiątek po kompozytorze zachowało się niewiele, więc nawet zrobienie tradycyjnej ekspozycji byłoby trudne. A tak muzeum przenosi nas w czasy chopinowskie.

Miłe zaskoczenie wzbudzają "grające szuflady". Po ich wyciągnięciu widzimy nuty utworu i słyszmy go z głośnika przed sobą.

Nie przekroczyć granicy

Dr Łukasz Wojtkowski: - Nie jestem zwolennikiem na siłę pokazywania nowych mediów. Nie jesteśmy przygotowani do korzystania z nowoczesnych technologii, nie uczymy się tego.

Zagubione czuć się mogą zwłaszcza osoby starsze, mniej lub wcale obeznane z technologicznymi nowinkami. - Warto pamiętać o wyważonych proporcjach, o tym, do kogo adresujemy przekaz - zauważa dr Wojtkowski. - Do każdego widza mówi się inaczej.
O tym, że nie zawsze nowoczesny sposób przedstawienia zbiorów zostanie dobrze przyjęty, przekonało się Muzeum Fryderyka Chopina. Wnętrza dworku w Żelazowej Woli urządzone na wzór pałacu Ostrogskich nie spodobały się zwiedzającym. Od czerwca wrócono więc do tradycji.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie