MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Po pożarze kamienicy w Bydgoszczy. Mieszkańcy bez prądu, ciepłej wody i gazu

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Najemcy zniszczonej przez pożar kamienicy przy ul. Jagiellońskiej 63 w Bydgoszczy pytają, czy jeśli zgodzą się przyjąć zastępcze mieszkania, to potem wrócą do swoich, gdy te zostaną wyremontowane. Odpowiedzi nie zna nikt.
Najemcy zniszczonej przez pożar kamienicy przy ul. Jagiellońskiej 63 w Bydgoszczy pytają, czy jeśli zgodzą się przyjąć zastępcze mieszkania, to potem wrócą do swoich, gdy te zostaną wyremontowane. Odpowiedzi nie zna nikt. Komenda Miejska PSP w Bydgoszczy
Po pożarze w bydgoskiej kamienicy część lokatorów żyje bez prądu, ciepłej wody i gazu. - Mamy się wyprowadzić, ale nie na czas remontu, tylko na zawsze – mówią.

Zobacz wideo: Ćwiczenia służb ratowniczych na S5 pod Bydgoszczą

od 16 lat

Była godz. 15.35, wtorek, 21 czerwca. Strażacy odebrali zgłoszenie o pożarze gminnej kamienicy przy ul. Jagiellońskiej 63 w Bydgoszczy. Jeszcze chwilę wcześniej ekipa, wynajęta przez Administrację Domów Miejskich, remontowała ten dach.
- Brygada używała palnika i od niego zapaliła się papa - mówią lokatorzy.

- Cztery osoby zostały ewakuowane - przekazywał w trakcie prowadzenia akcji st. kpt. Karol Smarz, rzecznik Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Bydgoszczy.

Gdy ratownicy gasili ogień, ul. Jagiellońska została częściowo zablokowana. Utrudnienia trwały do wieczora.

Pion z kłopotami

- Akcja się zakończyła, a zaczął nasz dramat - twierdzą mieszkańcy. - W kamienicy jest parter, dwa piętra i strych. Nie mamy pretensji do strażaków. Starali się, żeby płomienie nie zajęły całego budynku. Podczas gaszenia, woda jednak tak leciała, że nawet w mieszkaniach na pierwszym piętrze zrobiły się mokre ściany. Uszkodzone zostały instalacje.

Dalej: - Jeszcze dwa, trzy dni po pożarze widzieliśmy przedstawicieli ADM i nadzoru budowlanego. Gazownicy i pracownicy zakładu energetycznego także się pokazywali. Od około dwóch tygodni nie ma nikogo. Dach został zabezpieczony folią. To na wypadek deszczu. Czeka na dokończenie remontu, chociaż już chyba inna firma za niego się weźmie. My natomiast czekamy na rozwój naszej sytuacji.

W budynku znajduje się kilkanaście mieszkań komunalnych, ale skutki pożaru dają się we znaki tylko kilku. - Chodzi o jeden pion - wskazują lokatorzy. Ze względów bezpieczeństwa, ludziom mieszkającym w tym pionie odcięto prąd i gaz.
- Uciążliwe zwłaszcza podczas upałów - dodają poszkodowani. - Lodówka nie działa. Światła brak. Kąpać się i prać nie ma jak, bo wody nie zagrzejemy. Jeździmy kąpać się do rodziny. Ugotować niczego się nie da, bo gaz zamknięty. Tak od dwóch tygodni.
Zarządca budynku szuka mieszkań zastępczych dla poszkodowanych. Tyle że najemcom nie podobają się proponowane mieszkania. - Same w sobie są ładne, ale nie tylko na wygląd mieszkań trzeba zwracać uwagę - twierdzą.

Po obejrzeniu lokali, odrzucili propozycje. Mieszkanie jest za małe, a pokoje przechodnie, schody na korytarzu za wąskie i za strome, lokalizacja nie odpowiada. W taki sposób najemcy uzasadniają swoje odmowy.
- Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie możemy tutaj dłużej przebywać, ale chcemy przeprowadzić się do mieszkań podobnych do tych, które zajmujemy - podkreślają najemcy.

Wspominają o pieniądzach, jakie zainwestowali w obecne mieszkania. - Ja 60 tysięcy złotych - zaznacza lokatorka, która pod tym adresem mieszka od 20 lat. - Skoro mieszkań nie wykupiliśmy, są one wciąż własnością miasta. Za jego zgodą można przeprowadzić generalny remont. Tak zrobiłam. Zmieniłam ogrzewanie na gazowe, a wcześniej wymieniłam okna. Mam wszędzie ściany, sufity i podłogi, jak nowe, do tego kuchnię i łazienkę w zabudowach. Żal to wszystko zostawiać.

Bez gwarancji

Lokatorzy kontynuują: - Gdyby administracja dała nam gwarancję, że mamy stąd pójść tylko na czas przeprowadzenia remontu na Jagiellońskiej, to przyjęlibyśmy propozycje. Nikt z miasta nie daje nam jednak co do tego 100-procentowej pewności. Może stać się tak, że ADM po zakończeniu wszystkich prac, wskaże mieszkania nowym lokatorom, a my będziemy tkwili w tych, które nam pokazała i które przyjęliśmy wbrew sobie.
Zarządca przedstawia swoją wersję. Zaczyna od wyjaśnienia szczegółów zdarzenia. - Wspomnianego 21 czerwca w trakcie remontu dachu wielorodzinnego budynku mieszkalnego przy ul. Jagiellońskiej doszło do pożaru, w wyniku którego spaleniu uległa więźba dachowa części zachodniej - informuje Magdalena Marszałek, rzecznik ADM. - Pożar powstał w okolicy trzonu kominowego i objął znajdujące się w pobliżu mieszkanie oraz przylegającą do niego część strychu. Podczas gaszenia ognia, zalaniu uległ drewniany strop pomiędzy poddaszem a drugim piętrem. Część mieszkań po zachodniej stronie została zalana. Zawilgocenia widoczne są na wszystkich kondygnacjach klatki schodowej.

Wyłączenie z użytku

Pani rzecznik przekazuje: - Ze względu na istniejące zagrożenie, odłączone zostało przyłącze gazowe oraz częściowo odcięto instalację elektryczną. Z uwagi na sytuację, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego wydał decyzję nakazującą opróżnienie i wyłączenie z użytkowania części mieszkań wraz z poddaszem.

Zlecono ekspertyzę techniczną budynku. - Już wiemy, że konstrukcja dachu jest niestabilna i stanowi zagrożenie - wskazuje rzeczniczka. - Szacunkowe koszty remontu wraz z modernizacją są bardzo duże.
To pewnie grube setki tysięcy złotych.

- W trybie pilnym przekazaliśmy uprawnionym rodzinom propozycje lokali zamiennych - mówi Magdalena Marszałek. - Jedna z rodzin już przyjęła wskazanie. Względem drugiej trwa postępowanie wyjaśniające.

Brak decyzji

Pozostałe dwie rodziny jeszcze się nie zdecydowały. - Pierwsza dostała propozycję mieszkania w kamienicy. Druga, po rezygnacji z mieszkania w bloku (dwa pokoje z kuchnią i łazienką), otrzymała inną ofertę, mianowicie w kamienicy. Tam są trzy pokoje z aneksem kuchennym i łazienką.
Aby szybciej udało się dojść do porozumienia z najemcami, przedstawiciele administracji przygotowali kolejną propozycję do obu rodzin. Tym razem są to mieszkania w oddanym do użytku w bieżącym roku zmodernizowanym budynku.
- Mamy nadzieję, że najemcy w najbliższym czasie zdecydują się na przyjęcie ofert - zakłada pani rzecznik.

W lepszym położeniu

Najemcy z Jagiellońskiej znaleźli się i tak w lepszej sytuacji niż gdyby to samo nieszczęście spotkało właścicieli prywatnych mieszkań. Prywatni musieliby bowiem we własnym zakresie szukać mieszkań, czyli albo kupić na wolnym rynku, albo wynająć. W przypadku najemców mieszkań gminnych, miasto tym się zajmuje. Nie będzie jednak tak, że ADM nadal będzie oferowała mieszkania, a najemcy będą je nadal odrzucać. Bywało, że sprawa trafiała do sądu i on nakazywał opuszczenie mieszkań lokatorom.

Mieszkańcy gminnych zniszczonych lokali znowu pytają administrację: - A jeśli zgodzimy się przyjąć zastępcze mieszkania, to potem wrócimy do naszych, gdy zostaną wyremontowane?
Dzisiaj odpowiedzi nie zna nikt. Możliwe, że wszyscy lokatorzy będą musieli się wyprowadzić, jeżeli okaże się, że cała kamienica grozi zawaleniem. Jeśli ta nadawałaby się do generalnego remontu albo do rozbiórki, a miasto nie będzie miało na ten cel pieniędzy, w grę być może będzie wchodziła sprzedaż nieruchomości.

Magdalena Marszałek: - Ostateczne decyzję względem dalszych losów tej nieruchomości podejmie właściciel.

A właścicielem jest miasto.

- Przedstawiciel firmy, z której winy doszło do pożaru, przepraszał nas za to, co się wydarzyło. Przeprosiny nie poprawią naszej sytuacji - kończą najemcy z Jagiellońskiej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska