Powodów zdrady jest tyle, ilu ludzi. A tych zdradzających jest coraz więcej!

Joanna Pluta [email protected]
Czasem wydaje nam się, że się zakochaliśmy...
Czasem wydaje nam się, że się zakochaliśmy... www.sxc.hu
Potrzebowali czegoś nowego, po prostu się nudzili, chcieli udowodnić swoją atrakcyjność, czuli się zbyt bezpiecznie, zwyczajnie zakochali się - powodów zdrady jest tyle, ilu ludzi. A tych zdradzających jest coraz więcej. I jak już zdradzą raz, to prawdopodobnie zrobią to znowu.

Banalny początek. Joanna była w ponadpięcioletnim związku. Burzliwym, ale pełnym miłości, przywiązania, intymności i przyjaźni. - Pierwsze trzy lata były najlepsze - wyznaje. - Ale wcale nie dlatego, że wtedy człowiek jest zakochany, a wszystko jest świeże i nowe. Ale dlatego, że żarliśmy się jak szaleni, o wszystko. A później się godziliśmy. Po tym czasie wszystko się uspokoiło. Znajomi mówili, że jesteśmy dla nich wzorem do naśladowania. Czuli, spokojni, kochający się.

Przeczytaj także: Wielka polsko-rosyjska miłość przemierzyła razem ponad 16 tysięcy kilometrów

Bo było zbyt pięknie

To był bardzo bezpieczny związek. Joanna wiedziała, że on jej nie zostawi, nie zdradzi, że zawsze będzie i że właściwie niespecjalnie trzeba się jeszcze o to starać. - On chyba dojrzał, unikał konfliktów, a gdy już jakaś kłótnia się zaczynała, mówił zawsze "Ale po co? Spokojnie, przecież te awantury są niepotrzebne" - opowiada. - Momentami dostawałam szału że nie można się z nim tak zwyczajnie pokłócić.

Kiedyś poszli do znajomego, właściwie bardziej jego niż jej. - Od początku miałam wrażenie, że mnie adoruje - mówi. - Po tym wieczorze wyjechaliśmy, nie mogłam przestać myśleć o tamtym. A gdy wróciliśmy, przypadkiem go spotkałam, włóczyliśmy się pół nocy, a później, jakoś samo się potoczyło. Po tej zdradzie czułam się, jakbym kogoś zabiła.

- Byłam przerażona, płakałam, nie umiałam sobie znaleźć miejsca, ale jednocześnie chciałam więcej - kontynuuje. - Zastanawiałam się później, czy w ogóle umiem być z kimś w uczciwym związku, bez żadnych skoków w bok.

Jej partner o niczym się nie dowiedział. A po kilku miesiącach uznała, że właściwie na dobre im to wyszło. Poczuła, co może stracić, wzięła głęboki oddech pierwszy raz od dawna. Było OK. - To był moment, kiedy zmieniałam pracę - wyznaje. - Czasu dla siebie mieliśmy bardzo mało. A w pracy poznałam bardzo dużo nowych ludzi. Znalazł się też ktoś, z kim zaczęłam być bliżej. Łączyła nas ta sama pasja, podobne poczucie humoru, plany zawodowe. Wpadaliśmy co rusz na nowe pomysły, inspirowaliśmy się.

Romans biurowy

Z badań CBOS-u wynika, że prawie połowa romansów czy zdrad swój początek ma w pracy. Dlaczego? - Bo właśnie tam spędzamy najwięcej czasu, osiem godzin, czasem jeszcze więcej - tłumaczy Marta Kołacka, psycholog seksuolog. - To są na pewno sprzyjające okoliczności. A do tego czasem bywa tak, że wracamy do domu po pracy, opowiadamy o naszych zawodowych problemach czy sukcesach partnerowi, ale on nie słucha, bo właściwie go to nie interesuje, bo się nie zna. Kolega z pracy to co innego.

Kołacka dodaje, że czasem warto chociaż stwarzać pozory, że jesteśmy zainteresowani praca naszej drugiej połówki. - Nawet jeśli to śmiertelnie nudne - mówi. - Pokażmy, że nie jest nam obojętne.
Ze zdradą jest jak z opryszczką

Jak raz się pojawi, to już wraca. - On na każdym kroku zaznaczał, jak bardzo mu się podobam, jaka jestem utalentowana. A dodatkowo czułam, że on do końca nie wie, kim jestem, trochę się mnie boi i że on czuje do mnie zdecydowanie więcej niż ja do niego. To mnie stawiało w bardzo uprzywilejowanej pozycji. Byłam panią sytuacji.

Tylko że sytuacja po jakimś czasie wymknęła się spod kontroli. - Ludzie w pracy zaczęli plotkować, a on zaczął pokazywać pazurki. Szantażował mnie, manipulował. Rzuciłam się więc w kolejną zdradę i jeszcze jedną. W końcu nie wiedziałam już, kogo zdradzam. Najgorzej, że mój "stały" partner bezwiednie w tym wszystkim tkwił. Nie pozwoliłam mu poznać prawdy i zdecydować, co dalej zrobi. A ja szalałam dalej. Bez wytchnienia. Było coraz gorzej. Aż wreszcie wszystko się skończyło. Zakończyłam wszystkie relacje, również tę najdłuższą z moim chłopakiem. A on? - Powiedział, że wszystko mi wybacza, że nieważne, że mam zostać. Nie mogłam. Zbyt wiele zrobiłam. Teraz, kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, czuję się obrzydliwie i zastanawiam się, jak to wszystko mogło się stać. Teraz sobie tego już nie wyobrażam.

Szczęście gwarancją?

W tej chwili od trzech lat jest w szczęśliwym związku. - Prawdopodobnie ma wszystko, czego potrzebuje, więc nie w głowie jej skoki w bok - uważa Kołacka. - Nie skrzywdzi partnera. Z tego wynika również banalna prawda, że zdrada zazwyczaj wynika z braków, jakie odczuwamy. I wtedy szukamy rekompensaty. Zazwyczaj działa, ale na chwilę. Czasem wydaje nam się, że się zakochaliśmy, ale tak naprawdę zauroczyło nas to, że ktoś poświęcał nam więcej uwagi.

Joanna wyszła z tego obronną ręką, choć łatwo nie było. - W pewnym momencie żyłam już w takim chaosie, że wiedziałam, że albo coś zmienię, albo po prostu zwariuję. Z mojego punktu widzenia to było potrzebne. Gdyby nie te romanse, pewnie nadal tkwiłabym w związku, który nie miał przyszłości.

- Nie wydaje ci się, że się trochę usprawiedliwiasz? - pytam ją. - Może trochę tak - odpowiada. - Ale naprawdę myślę, że to był punkt zwrotny. I myślę, że mój były partner teraz też już tak o tym myśli.
Wdzięczność

No właśnie. Jest jeszcze druga strona medalu. Martyna o romansie męża dowiedziała się przypadkiem. Wpadła na niego w kawiarni. Zobaczyła go w towarzystwie eleganckiej, nieco starszej kobiety. Nie nabrała podejrzeń od razu. - Myślałam, że to służbowe spotkanie, zresztą tak właśnie mi powiedział. Ale mimo że nie nabrałam podejrzeń, to coś czułam.

Kilka miesięcy później się wydało. - Kazałam mu się wynosić. Spakował się i poszedł - opowiada. - A ja zostałam sama w domu. Wzięłam urlop i tydzień przesiedziałam w piżamie. Znajomi przychodzili, wyciągali mnie z domu, ja płakałam, wyrzucałam ich. Teraz gdy o tym myślę, to wydaje mi się, że pławiłam się w tym smutku. Tak było wygodnie, wszyscy mnie żałowali, a o nim mówili: drań!

Po dwóch tygodniach wyszłam wieczorem ze znajomymi. Zachowywałam się, jakbym pierwszy raz w życiu była poza domem. Bez niego, bez żadnego punktu oparcia. Taka zahukana - mówi. - Było świetnie. Rzuciłam się na głęboką wodę. I gdy się wynurzyłam, czułam się jak nowo narodzona.

Martyna była tak związana ze swoim mężem, że w pewnym momencie ciężko jej było samodzielnie podjąć jakąkolwiek decyzję, łącznie z tym, czy na obiad jedzą mięso czy rybę. - Nie mówię, ze to jego wina, ja się chyba jakoś chorobliwie do niego przyssałam. A on miał już chyba dość. - Teraz wydaje mi się, że powinnam mu podziękować za to, że mnie zdradził - uważa. - Może to brzmi głupio, ale tak czuję. Szkoda tylko, że nie powiedział o tym, że coś mu w związku nie gra, tylko wskoczył z inną do łóżka - wyznaje mi. - Może więcej tego błędu nie popełni.

Imię pierwszej bohaterki reportażu na jej prośbę zostało zmienione.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie