Prof. Maciej Wojtkowski: W regionie jest przychylność dla inicjatyw naukowych

Rozmawiała Kamila Mróz
Prof. Maciej Wojtkowski - w oparciu o jego pracę magisterską w Zespole Fizyki Medycznej UMK powstał tomograf optyczny, który teraz używany jest przez okulistów
Prof. Maciej Wojtkowski - w oparciu o jego pracę magisterską w Zespole Fizyki Medycznej UMK powstał tomograf optyczny, który teraz używany jest przez okulistów Lech Kamiński
- W Polsce możemy pracować na takim samym poziomie jak za granicą - mówi prof. Maciej Wojtkowski, fizyk z UMK w Toruniu. - Różnice? U nas jednak pracownik ciągle jest na szarym końcu.

Wielu polskich naukowców marzy o pracy za granicą. Pan, m.in. jako laureat europejskiej nagrody dla młodych naukowców, nie miałby z tym najmniejszego problemu. Dlaczego wrócił pan na UMK?
W tej chwili praca w Polsce jest równoznaczna z pracą wszędzie indziej. Oczywiście są ośrodki na świecie, nawet nie lepiej wyposażone, ale lepiej zorganizowane, w których można pracować efektywniej. Choć również u nas następują zmiany.

Czytaj także: Dyrektor inkubatora UMK: - Aktywni i ciekawi świata zakładają własne firmy

Instytut Fizyki UMK, z którym jest pan związany, to dobry tego przykład.
Mam duże szczęście, że funkcjonuję w takim instytucie, gdzie większość osób dostrzegała ten właściwy kierunek zmian i zachęcała, aby je wprowadzać. To był dobry grunt do tego, żeby wrócić. Mój promotor, profesor Andrzej Kowalczyk stworzył nam też odpowiednie warunki, żeby ten powrót był dla nas atrakcyjny. Niestety, nie wszędzie się to tak poprawiło. Pozostał pewien problem kulturowy. Ja, może dość schematycznie, zamykam to w takim widzeniu, że w Polsce instytucja jest ważniejsza od człowieka, co obserwuje się dosłownie na każdym kroku. Pracownik znajduje się na szarym końcu.

To jest główna różnica między pracą tam a tutaj?
Tak. Szczególne istotne jest to w pracy naukowej, gdzie czasami zajmujemy się jakimś zagadnieniem latami, czekając długo na, niepewne zresztą, efekty. A pracownik powinien być doceniany, aby czuł się usatysfakcjonowany, ponieważ wtedy wykorzystuje cały swój potencjał. Nauka jest dziedziną globalną, nie możemy porównywać się do naukowców, którzy mieszkają w Bydgoszczy czy w Krakowie, ale w każdym punkcie na świecie. I w takim przypadku ten poziom frustracji może rosnąć, jeśli nie ma się chociaż dobrych warunków do pracy. Oczywiście teraz jest nieporównywalnie lepiej niż jeszcze 15 lat temu. Także decyzje podejmowane w ministerstwie często idą w dobrym kierunku, ale później, gdzieś po drodze, są wypaczane przez osoby posługujące się innymi standardami.

Gdy po raz pierwszy rozmawialiśmy w 2006 r. miał pan 31 lat i już był autorytetem w dziedzinie spektralnej tomografii optycznej. Waszemu zespołowi pod kierunkiem prof. Andrzeja Kowalczyka udało się wówczas to, czego na UMK nie dokonał nikt wcześniej - stworzyliście produkt - tomograf optyczny, który został wdrożony do produkcji. Profesor opowiadał, że była to droga przez mękę. Od tego czasu powstały m.in. Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości czy Centrum Transferu Technologii. Czy ten kontakt między nauką a biznesem stał się łatwiejszy?
Nigdzie na świecie nie jest on łatwy. Moim zdaniem niespecjalnie instytucjonalnie można w tym pomóc. Bardziej potrzebna jest sprawna organizacja pracy naukowej. Umiejętność rozmawiania z przedstawicielami przemysłu, wychodzenia poza szablony.

Wsparcie polityków czy lokalnych samorządowców mogłoby pomóc?
Wydaje mi się, że lepiej jak politycy trzymają się od tego z daleka (śmiech). Natomiast w regionie, moim zdaniem, jest przychylność dla inicjatyw naukowych. Myślę o tych wszystkich grantach sponsorowanych przez urząd marszałkowski. Oczywiście to też wymaga pewnej elastyczności urzędników. Często nie znają realiów akademickich i trudno im się przestawić.

W 2011 r. razem ze współpracownikami założył pan pierwszą na UMK firmę spin out. W jaki sposób łączycie pracę na uczelni z pracą w spółce?
To nie jest taka zwykła firma. Zajmuje się badaniami rozwojowymi. Ta spółka powstała po to, aby łatwiej było transferować pomysły, które pojawiają się w naszej grupie, a nie po to, aby szybko się dorobić. Taka forma ułatwia też kontakty z przemysłem, bo wymusza od nas wejście w pewne mechanizmy typowe dla biznesu. Mając taką spółkę uczymy się wielu rzeczy, o których jako naukowcy nie mielibyśmy zielonego pojęcia.

Wasz tomograf optyczny - sprzedawany na całym świecie, obecnie przez Canona, okazał się strzałem w dziesiątkę. Nad czym teraz pracujecie?
Używając naszych metod, we współpracy z panią doktor z Uniwersytetu Warszawskiego badamy możliwości zapładniania komórek jajowych. Próbujemy też analizować krew pod kątem chorób. Teraz chcemy pójść również w kierunku diagnostyki nowotworowej. Nadal interesują nas także projekty związane z okiem, np. szukamy możliwości sprawdzania, jak szybko się ono starzeje.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
elaniak

Ile jeszcze lat będą mówili o tym tomografie?... 50, 100 ? Co z innymi patentami ,których podobno mają najwięcej w kraju ...jak one wpłynęły np. na upadek Elany i innych zakładów produkcyjnych ?

 

Czy na zachodzie też są takie pseudo wynalazki, pseudo osiągnięcie ,których efektem jest upadek przemysłu?

 

Na ile mln PLN władze UMK zadłużyły swoją firmę przez swoje rozdęte, zbędne inwestycje?

 

Czy to ma przyciągnąć na studia ekonomiczne, skoro sami nie potrafią liczyć?

Dodaj ogłoszenie