Radość korzystania z życia przed śmiercią jest możliwa

Karina Obara
Karina Obara
Paweł Partyka od 1981 r. żyje i pracuje w Danii. Studiował fizykę i filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Apparatteknik na Duńskim Uniwersytecie Technicznym w Lyngby. Współpracował z Tadeuszem Kantorem przy realizacji sztuki Stanisława Ignacego Witkiewicza „Nadobnisie i Koczkodany”. Do 1981 r. zajmował się produkcją filmów fabularnych w Zespole Filmowym Tor, współpracował z łódzkim Se-ma-forem. Prowadzi warsztaty filmowe w Europie, a także w USA i w Afryce. Za swoją działalność był nagradzany w Polsce i za granicą. Zajmuje się również propagowaniem w Polsce kultury duńskiej, a w Danii polskiej. Jego najnowszą sztukę można wysłuchać online: https://www.teatrbezsceny.pl/index.php/spektakle/ostatnie-poswintuszenie
Paweł Partyka od 1981 r. żyje i pracuje w Danii. Studiował fizykę i filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Apparatteknik na Duńskim Uniwersytecie Technicznym w Lyngby. Współpracował z Tadeuszem Kantorem przy realizacji sztuki Stanisława Ignacego Witkiewicza „Nadobnisie i Koczkodany”. Do 1981 r. zajmował się produkcją filmów fabularnych w Zespole Filmowym Tor, współpracował z łódzkim Se-ma-forem. Prowadzi warsztaty filmowe w Europie, a także w USA i w Afryce. Za swoją działalność był nagradzany w Polsce i za granicą. Zajmuje się również propagowaniem w Polsce kultury duńskiej, a w Danii polskiej. Jego najnowszą sztukę można wysłuchać online: https://www.teatrbezsceny.pl/index.php/spektakle/ostatnie-poswintuszenie Frej Larsen
- Jeżeli Bóg jest miłością, to duński Bóg kocha człowieka „bo jest”, a nie „za coś”, co zrobił albo czego nie zrobił – mówi Paweł Partyka, autor sztuki, która nie oszczędza bezmyślnych, łatwowiernych i wątpiących w siłę rozumu.

Zobacz wideo: To już pewne. W 2021 r. będzie czternasta emerytura

- Pana sztuka „Ostatnie poświntuszenie, rozmowy z Brzozą”, nie spodoba się polskim radykałom. Umierający mężczyzna i prostytutka studiująca teologię rozmawiają o życiu bez cenzury, szczerze i z niegasnącą pasją. Czy chciał pan tą sztuką skłonić polski Kościół do uderzenia się w pierś, aby wreszcie dokonała się w nim głęboka przemiana?
Nie mam ambicji skłaniania kogokolwiek do uderzenia się w pierś. Głęboka przemiana polskiego Kościoła Katolickiego? Musiałoby dojść do porozumienia Iluzji z Rozumem. Nie wiem, czy to jest możliwe, brakuje mi wyobraźni.

- Mieszka pan od 1981 r. W Danii. Co w Danii nie byłoby możliwe, a w Polsce jest na porządku dziennym w kwestiach wiary, religijności, znaczenia osób duchownych?
Przede wszystkim w Danii są wszyscy na „ty”, w konsekwencji duńskie dziecko traktuje księdza jak starszego kolegę, a nie jak „przedstawiciela zaświatów”. W ramach obowiązkowego systemu nauczania nie jest możliwe wprowadzenie religii do szkół, duńska szkoła uczy samodzielnego myślenia przez inspirację, a nie indoktrynację (mam trzydziestoletnie doświadczenie pedagogiczne w tym systemie). Duński ksiądz to „strażnik rytuałów”, dla wielu psycholog i przede wszystkim bliska osoba, towarzysząca człowiekowi w najważniejszych momentach życia, narodziny, bierzmowanie, ślub, śmierć. Posługi są bezpłatne dla członków płacących umowne, miesięczne składki. Ekonomia duńskiego Kościoła jest przejrzysta i dostępna dla wszystkich zainteresowanych. Duńscy księża mogą zawierać związki małżeńskie, dlatego wypowiadając się na najistotniejsze dla człowieka tematy, robią to z pozycji „doświadczonego znawcy” ludzkich problemów. Księża, mężczyźni i kobiety, to urzędnicy państwowi, dawniej królewscy, posiadający wysokie wykształcenie uniwersyteckie. Równolegle z sześcioletnią teologią, studiują przedmioty dodatkowe, filozofię, psychologię. Poznałem księdza, kobietę, która dodatkowo studiowała dramat. Jej dyplomowa praca na temat jednej z kategorii wprowadzonej do filozofii przez Kierkegaarda, to najwyższa półka filozoficznej lektury. Duński ksiądz należy do intelektualnej elity Królestwa, jest rzecznikiem tolerancji i szacunku dla każdego człowieka, takim, jaki jest. Jeżeli Bóg jest miłością, to duński Bóg kocha człowieka „bo jest”, a nie „za coś”, co zrobił albo czego nie zrobił.

Czytaj też: Ważne jest, żeby mieć kogoś, z kim można prawdziwie rozmawiać. Do rozpaczy i smutku mamy pełne prawo

- Dlaczego Dania lepiej sobie poradziła z uporządkowaniem tych spraw niż Polska?
Może to zasługa położenia geograficznego, w porównaniu z Polską. Przyroda w Danii jest mniej przyjazna człowiekowi. Historyczny Duńczyk musiał włożyć więcej wysiłku, żeby przetrwać, dlatego wykształcił bardziej racjonalny stosunek do otaczającej go rzeczywistości, mniej czasu poświęcał iluzji. Kiedy polscy magnaci przepisywali na Kościół swoje majątki w zamian za obietnicę superekspresowego transportu do raju, król Dunów, Christian 3. w latach 1520 -1536 zrobił porządek w królestwie przepędzając funkcjonariuszy Watykanu. Przyroda warunkowała też rozwój języka, który w porównaniu z językiem polskim jest „bardziej użyteczny” i w większym stopniu „dosłowny”, co ogranicza możliwość nieporozumień, tak charakterystycznych dla komunikacji w języku polskim. A’ propos roli języka. W DR Kongo miałem zaszczyt spędzić jeden dzień pośród „szczęśliwych ludzi”. Nie mają w swoim języku czasu przeszłego, dlatego wszystkie próby głoszenia „Dobrej Nowiny”, zakotwiczonej
w odległej przeszłości, kończyły się niepowodzeniem. A więc szczęście bez Boga. Prymitywny język. Czy aby na pewno? Zapytałem o słowo „liść” w ich języku, liść, na którym podano mi smakowite larwy, zbierane wysoko na drzewach, specjalnie dla mnie. Mój „przewodnik i tłumacz” podał mi kilkanaście różniących się pomiędzy sobą wyrazów. Był wśród nich „liść, na którym leżą larwy”, „liść w deszczu” i „liść o poranku”, „liść o zachodzie słońca”, „liść – świadek aktu prokreacji”. Raj dla poetów. To język uniemożliwił indoktrynację w iluzję i wprowadzenie do języka tych ludzi tak niepotrzebnych kategorii, jak grzech pierworodny, grzechów odkupienie, ogień piekielny i sfery nieczyste.

- Nigdy nie chciał pan wrócić do Polski i do pracy w polskiej kulturze? Był pan współpracownikiem Tadeusza Kantora, miał pan otwarte drzwi kariery.
Nie posiadałem wrodzonych ambicji „robienia kariery”, moje działania w Polsce ograniczały
się do pracy jako asystent twórców, wierzę, że też jako źródło inspiracji. Dopiero w Danii moja świadomość zaczęła generować stany „twórczego niepokoju” po przeprogramowaniu na język duński. Gdybym nawet chciał wrócić, myśli pani, że znalazłoby się dla mnie miejsce w dzisiejszym wydaniu „Ślamazary Świętej”? Mój firmowy partner ma czarną skórę, Żyd, jest moim najbliższym przyjacielem, Arab, głównym grafikiem, a rodzice mojej matki byli Niemcami. Jestem Ślązakiem.

- W Danii tłumaczył pan polskich i duńskich poetów. Dostrzega pan różnice pomiędzy twórcami z obu tych krajów?
Poezja jest dla mnie tylko źródłem przeżyć estetycznych, nigdy nie analizuję sztuki, szukam takiej, która mnie porusza. Jeżeli jest to poezja, to zabieram się do tłumaczenia. Na przykład doznałem „wstrząsu” po lekturze „Blue Puebla” Grzegorza Wróblewskiego. Czy zasadne byłoby porównanie tego tekstu z „Panem Tadeuszem” i szukanie różnic pomiędzy twórcami? Może tak, ale to zadanie dla naukowca, ja jestem tylko odbiorcą poezji.

- Jak narodzili się w pana głowie bohaterowie „Ostatniego poświntuszenia”?
Stary filozof to ja, a studentka teologii… to dwie kobiety. Lata osiemdziesiąte poprzedniego wieku,
w lokalnej prasie pośród ogłoszeń „masażystek” znalazłem adres mieszkania w budynku, w którym mieszkał mój znajomy. Masażystka okazała się studentką teologii, zaprzyjaźniliśmy się, spędzaliśmy
na rozmowach wiele godzin, fascynująca osobowość, generator pozytywnej energii i formułowania pytań, żadnych odpowiedzi, żadnych ocen. W 2013, w Berlinie, zaprzyjaźniłem się z polską Escort, kilka języków, dwa ukończone uniwersyteckie fakultety, jeden w Polsce, dzisiaj jest doktorem nauk.

- A fraza „rozmowy z brzozą”? W Polsce może być odczytana jako aluzja do katastrofy w Smoleńsku.
Moja Brzoza przyszła na świat w Krakowie, w Lasku Wolskim. Poznałem ją w połowie lat sześćdziesiątych. To była moja, nasza, Brzoza. Nasza, bo moja i zaprzyjaźnionej milicjantki obywatelskiej. Nasza Brzoza była świadkiem realizacji naszego pragnienia zbliżenia się do drugiego człowieka, i bycie z nim tak blisko, jak to tylko jest możliwe. Nadaliśmy naszej Brzozie śląskie imię, Berta, a nasze spotkania „we troje” nazywaliśmy „rozmowami z brzozą”.

- Jest to więc sztuka w dużej mierze oparta na pana osobistych doświadczeniach i tym, co pana boli, gdy dostrzega pan, w jaki sposób świat dąży do samounicestwienia?
Czy świat dąży do samounicestwienia? Być może, i jeżeli tak, to myślę, że najpoważniejszym zagrożeniem jest ignorancja, pogarda i brak empatii, podziały na lepsze i gorsze sorty. Osobiste doświadczenia? Tak, ale też i wielu innych, nie panowałem nad procesem pisania, napisałem sztukę w ciągu dwóch dni i nocy, po duńsku i „z pamięci”. Jeżeli są w niej fragmenty, których nie jestem autorem, to na pewno pochodzą z dzieł prof. Richarda Dawkinsa i Christophera Hitchensa, Jordana Bruno, Voltaire’a, Łyszczyńskiego i innych.

- Pana bohaterka – prostytutka-teolożka wygrywa w tym okrutnym świecie. Czego jest symbolem ta kobieta?
Jest zaprzeczeniem twierdzeń ojców Kościoła o kobiecie jako istocie pozbawionej duszy i pomyłce stwórcy. Jest symbolem radości poznania, radości stawiania pytań, radości szukania prawdy, dobra i piękna, radości korzystania z życia „przed śmiercią”.

- Widzi pan jakiś ratunek dla zakłopotanego światem człowieka? Jak może przetrwać trawiony egoizmem i pazernością, chorobami?
Ratunkiem na wszystkie dolegliwości jest edukacja wolna od indoktrynacji i nieograniczony dostęp do informacji, a więc komputery dla każdego mieszkańca naszego globu. Egoizm i pazerność? Wie pani, że chrześcijanie przynieśli naszym słowiańskim przodkom oprócz Dobrej Nowiny, kłódki? I nauczyli ich zamykać drzwi domostw na klucz, pilnować swojego dobytku. Być może to właśnie chrześcijańska ideologia podziału ludzi na człowieka i poganina, wraz z pomysłem ochrony indywidualnej własności, przyczyniła się do wprowadzenia do języka i świadomości kategorii egoizmu i pazerności. Może to właśnie jest „to nowe”, może właśnie egoizm i pazerność są warunkami postępu i rozwoju.
A choroby? Futuryści twierdzą, że już w niedalekiej przyszłości, wraz z rozwojem technologii, choroby przestaną nękać homo sapiens.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie