Rodzice z Bydgoszczy: - Po rozstaniu nie możemy się porozumieć, więc sąd chce odebrać nasze dziecko

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Matka i ojciec 7-letniego dziecka nie potrafią dojść do porozumienia, odkąd się rozstali. Dziecko najbardziej na tym cierpi
Matka i ojciec 7-letniego dziecka nie potrafią dojść do porozumienia, odkąd się rozstali. Dziecko najbardziej na tym cierpi Piotr Hukało
- My, rodzice, nie możemy się porozumieć. A jednak sąd chce ukarać nasze dziecko, odbierając je nam i umieszczając w rodzinie zastępczej - mówi bydgoszczanin.

Zobacz wideo: Sława pana Stanisława – czyli parę słów o pewnym kardynale.

Ona i on żyli bez ślubu. Krótko razem. Rozeszli się, gdy synek skończył pół roku. Wtedy zajmowali mieszkanie jego matki (bo ona miała drugie). - Ja zdecydowałem o rozstaniu - zaczyna obecnie 40-letni mężczyzna. - Wieczorem powiedziałem partnerce, że nie ma sensu ciągnąć związku, skoro wciąż się kłócimy. Nie skomentowała, ale nazajutrz rano policja skontaktowała się ze mną.

Okazało się, że prawie była partnerka zgłosiła na policji, że eks ją bije. - To były bzdury. Funkcjonariusze wyjaśnili sprawę. Nie znaleźli niczego na potwierdzenie mojej winy. Nie trafiłem do aresztu, czego domagała się moja była.

Na tej akcji się nie zakończyło. Kłótnie zaczęły się na dobre, a raczej na złe. Kobieta, 10 lat młodsza od ekspartnera, wyprowadziła się od niego, z domu teściowej. Zabrała synka. - Od początku utrudniała mi spotkania z nim – wspomina bydgoszczanin. - W 2014 roku skierowałem więc sprawę do sądu o ustalenie kontaktów z dzieckiem.

Prośby odrzucone

Z akt sądowych:

Kontakty ojca z małoletnim z winy obojga uczestników przebiegały nieprawidłowo, dochodziło między nimi do awantur i to w obecności dziecka.

Ojciec kontynuuje: - Bywało, że 3 miesiące nie widziałem się z synkiem, choć mieszkaliśmy w tym samym mieście, jedynie na innych osiedlach. Ojciec powinien pozostać ojcem nawet po rozstaniu.

Sprawa od 7 lat tkwi w sądzie. - Synek nadal mieszka z mamą. Sąd nie zgadza się na jego przeprowadzkę do mnie. Wszystkie prośby konsekwentnie odrzuca.

Matka chłopca niewiele ma do powiedzenia. - Gdyby mój były partner się uspokoił, wyszłoby to na dobre dla całej naszej trójki. Nie chcę, żeby synek zamieszkał u ojca, ponieważ miejsce dziecka, o ile to możliwe, jest przy matce. Nie utrudniam byłemu partnerowi spotkań z dzieckiem. Mały widział się ostatnio z tatą w miniony weekend.

Zwaśnieni 30-latka i 40-latek myśleli, że sytuacja się unormuje. A tu cios. - W czerwcu bieżącego roku dowiedzieliśmy się, że sąd odbierze nam dziecko – mówią rodzice. Pierwszy raz od 2014 roku się zgadzają, uznając decyzję sądu za skandaliczną.

W obcym domu

- Pani sędzia stwierdziła, że dopóki my, dorośli, nie dojdziemy do porozumienia, syn będzie mieszkał w obcym domu - oburzają się. - To znaczy, zostanie umieszczony w rodzinie zastępczej albo w domu dziecka czy innej placówce opiekuńczo-wychowawczej. Szczęście w nieszczęściu, w Bydgoszczy i okolicach nie ma ani jednego wolnego miejsca w placówkach, więc nasz syn na razie jest tutaj, mieszka z mamą. Jeżeli znajdzie się miejsce w domu dziecka, wezmą nam go.

Zaznaczają: - Chłopiec ma 7 lat, uczy się w pierwszej klasie. Gdyby działa mu się krzywda, powiedziałby, nie dałoby się tego ukryć. A on jest bezpieczny. Nie doświadcza przemocy. Jest wesoły. Dobrze czuje się, będąc czy to z mamą, czy z tatą. Dbamy o niego. Nie można odebrać rodzicom dziecka za karę, jak gdyby była to rzecz.

Nie da się zliczyć, na ilu sprawach sądowych rodzice chłopczyka się spotykali.

- Krótko po zerwaniu chcieliśmy wrócić do siebie - wspomina ojciec. - Chociażby ze względu na dziecko. Narzeczona wprowadziła się więc z małym ponownie do mnie. Szybko wyszedł na jaw prawdziwy powód jej powrotu. W mieszkaniu, do którego wprowadziła się z dzieckiem po naszym rozstaniu, zalęgły się pluskwy. Wróciła do mnie, bo się ich bała.

Potem para rozstała się definitywnie. - Po raz pierwszy moje kontakty z synem zostały uregulowane w ugodzie sądowej w 2014 roku - mówi dalej mężczyzna. - Ekspartnerka ich nie przestrzegała. Przykładowo: miałem przyjechać do niej po syna i spędzić z nim prawie całą niedzielę, od 10.00 do 18.00. Mama chłopca wychodziła z nim o 9.45, a wracała po 18.00. Stara się utrudnić spotkania z młodym, gdy tylko może. Nie pozwala mi uczestniczyć w życiu syna. Nawet, gdy zapisywała go do szkoły podstawowej, nie raczyła mnie powiadomić, którą wybrała.

Potrzeby dziecka

Kobieta odpiera zarzuty. - Pracuję w oświacie, z kilkuletnimi dziećmi. Wiem, jak każde z nich potrzebuje mamy i taty.
Sąd zobowiązał rodziców chłopca do odbycia terapii psychologicznej „celem naprawienia wzajemnych relacji oraz nabycia umiejętności współdziałania dla dobra dziecka oraz podniesienia kompetencji wychowawczych”. - Nic z tych zajęć nie wyszło - kwituje 40-latek. Dzisiaj on na swoją byłą zrzuca winę, zaś ona na niego.

Konflikt rósł. W kłótnię zaangażowały się rodziny i znajomi ekspary. Specjaliści mieli pomóc rozstrzygnąć spór. Na zlecenie sądu biegli z Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego sporządzili opinię na temat obojga. Czytamy: „Stwierdzono u matki przebyte zaburzenia adaptacyjne, osobowość nieprawidłową biernoagresywną, u ojca zaś organiczne zaburzenia nastroju i osobowości (...). Dla dziecka niekorzystny jest brak współpracy między rodzicami, konfliktowa atmosfera ich relacji”.

Nawet telefon stał się przyczyną następnego zatargu. Mama oskarżała ojca, że dzwoniąc do synka, on przerywa mu zabawę czy czas, który akurat spędzał z innymi dziećmi. Ojciec z kolei, że kilkulatek próbuje się z nim kontaktować. Jak mama nie patrzy, to mały dzwoni do taty i przyznaje, że ona by mu nie pozwoliła.

Kiedyś chłopczyk na placu zabaw powiedział, że nie chce mu się żyć. Potem jeszcze w domu rzucił plastikową butelką i wykrzyczał, że ma dość życia.

Z akt sądowych: „Skoro rodzice nie są w stanie wznieść się ponad wzajemne uprzedzenia, nie realizują dwukrotnie nałożonego obowiązku wspólnej terapii, a ich narastający konflikt stanowi zagrożenie dla dziecka deklarującego myśli samobójcze, zasadnym jest podjęcie radykalnych środków, aby uchronić dziecko przed dalszym negatywnym wpływem obojga rodziców i umieszczenie małoletniego w pieczy zastępczej”.

Środowisko rodzinne

Dalej: „W związku z tym, iż na chwilę obecną nie znaleziono rodziny zastępczej dla małoletniego, który nie powinien przebywać w środowisku rodzinnym, dla dobra małoletniego koniecznym jest umieszczenie go w instytucjonalnej pieczy zastępczej - placówce opiekuńczo-wychowawczej”.

- Nie oddamy dziecka do placówki- zarzekają się rodzice 7-latka. - Pani sędzia podjęła taka decyzję mimo to, że wiedziała, iż z byłą partnerką podpisaliśmy porozumienie rodzicielskie. Sędzia nakazała w trybie pilnym szukać w całej Polsce nowego domu dla naszego dziecka.

W Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Bydgoszczy, który ma wykonać polecenie sądu, informują: - Nawiązano współpracę z PCPR/MOPS (czyli: powiatowymi centrami pomocy rodzinie i miejskimi ośrodkami pomocy społecznej - przyp. red.) celem pozyskania miejsca dla wyżej wymienionego małoletniego, jednak dotąd żaden z powiatów nie udzielił pozytywnej odpowiedzi w przedmiotowej sprawie. Tutejszy ośrodek niezwłocznie poinformuje sąd o ewentualnej zmianie tej sytuacji.

Zegar tyka

Matka: - Synek nie wie, że w każdej chwili może zostać nam odebrany. Mieszka ze mną, chociaż od czerwca żyję, jak na minie. Skierowałam pismo do sądu, bo nie zgadzam się z jego opinią, ale mój wniosek został oddalony niemal automatycznie. Zwróciłam się do Rzecznika Praw Dziecka. Odpisał, że zapozna się z aktami sprawy. Tylko tyle.

Poprosiliśmy o komentarz Sąd Rejonowy w Bydgoszczy, V Wydział Rodzinny i Nieletnich. Komentarza nie otrzymaliśmy, za to 4 godziny później dostaliśmy informację od wiceprezesa sądu. To prośba o nadesłanie kopii bądź skanu legitymacji prasowej.
- Odebranie dziecka to nadal ostateczna ostateczność - podkreślają przedstawiciele Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych w Polsce. Wiele jest tych ostatecznych ostateczności.

Rocznie rodzicom odbiera się średnio 15 tysięcy dzieci.

Najwyższa Izba Kontroli we wrześniu tego roku podała, że w kraju w pieczy zastępczej przebywa ponad 70 tysięcy dzieci. Co roku kilkanaście tysięcy nowych dzieci w wieku do lat 18 trafia do pieczy zastępczej, a kilka tysięcy wraca do rodzin naturalnych. - Obecny system pieczy zastępczej nad dziećmi w sytuacjach kryzysowych jest nieskuteczny i dopuszcza praktyki niezgodne z ustawą i z prawem dzieci do stabilnej opieki - alarmują kontrolerzy.

Ochrona na sali rozpraw

Mama i tata 7-latka z Bydgoszczy kończą na wpół zrezygnowani: - Jesteśmy traktowani jak najgorsi przestępcy. Tuż przed jedną z ostatnich rozpraw sędzia poprosiła o zapewnienie dodatkowej ochrony na sali. Stwierdziła, że prawdopodobnie staniemy się agresywni na wieść o odebraniu nam dziecka, więc będzie trzeba nas wyprowadzić.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie