Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Solidarność już była

Małgorzata Święchowicz [email protected]
Prokuratorzy apelują. Adwokaci, aptekarze i architekci zjadą na protest do Łodzi. Nauczyciele piszą list otwarty - w Polsce mamy ruch, którego rząd się nie spodziewał.

Zapraszamy do wspólnej dyskusji na Forum. Jak również do zagłosowania w naszej dzisiejszej sondzie.

Nauczyciele cytują Henry'ego Davida Thoreau: "Nieposłuszeństwo jest prawdziwą podstawą wolności, posłuszni muszą być niewolnicy". I od początku wakacji zbierają podpisy pod swoim listem-protestem. Mają tych podpisów blisko 4 tysiące. Dopisują się studenci, uczniowie, rodzice.

O co im chodzi? Sprzeciwiają się "pozornym reformom oświaty obliczonym na uzyskanie poklasku i zbicie, kosztem uczniów, kapitału politycznego". Nie podoba im się amnestia maturalna, obowiązkowe umundurowanie uczniów. Nie chcą w szkole działań godzących w wolność sumienia, tolerancję, swobodną wymianę myśli.

A zaczęło się od jednej, niepokornej nauczycielki - Marzanny Pogorzelskiej, anglistki z liceum w Kędzierzynie-Koźlu. Napisała do ministra Romana Giertycha donos na samą siebie. Doniosła, że przekonuje swoich uczniów o równości osób homoseksualnych (co zdaniem ministerstwa nie powinno mieć miejsca), zgadza się z teorią Karola Darwina i otwarcie mówi to uczniom (podczas, gdy ojciec ministra Giertycha otwarcie podważa teorię Darwina i nawołuje do nauczania, że wszystko, co żyje stworzył Bóg).

Nauczyciele, ośmieleni listem-donosem Marzanny Pogorzelskiej, skrzyknęli się, założyli stronę www.ProtestNauczycieli.pl.

Będą zbierać podpisy do końca września. Niepokoi ich to, że w szkołach: tworzy się klimat, w którym zaczynają obowiązywać "jedynie słuszne poglądy, oparte na pseudonaukowych teoriach". Nie chcą decyzji, nakazów i zakazów wprowadzanych "przez zastraszonych kuratorów i dyrektorów, którzy "bezbłędnie wyczuwają oczekiwania ze strony ministerstwa".

Bez odpowiedzi
Jesteśmy prokuratorami Rzeczypospolitej Polskiej, a nie partii, rządów czy ministrów - to już apel Stowarzyszenia Prokuratorów RP.

O nie uleganie naciskom, partyjnym oczekiwaniom i nie sprzeniewierzanie się etyce zawodowej zaapelowali prokuratorzy ze Stowarzyszenia, które już wcześniej dawało rządowi znać, że nie tędy droga i krytykowało projekty zmian dotyczące prokuratur. Według nich zmiany wprowadzane przez rząd "prowadzą do patologii i nadużyć", godzą w niezależność prokuratorską.

Swojej niezależności zaczynają też bronić sędziowie, niezadowoleni, że prezydent i premier pouczają ich, instruują, dociskają. Na razie odzywają się sędziowskie autorytety, zbiorowych wystąpień nie ma. Los sędziów zależy bowiem od władzy.

Prezydent Lech Kaczyński od wielu miesięcy wstrzymuje nominacje sędziowskie - od ponad pół roku czeka na nie 21 osób. Nigdy wcześniej żaden z prezydentów sędziom tego nie robił. Dlaczego ten i dlaczego teraz? Nie wiadomo. Stanisław Dąbrowski, szef Krajowej Rady Sądownictwa, wysyła w tej sprawie listy do kancelarii prezydenta, ale pozostają bez odpowiedzi.

Lansowanie PRL-u
Obecna władza próbuje ubezwłasnowolnić prokuraturę i podporządkować sobie władzę sądowniczą. Buduje scentralizowane państwo. Zamiast rozwiązywać realne problemy społeczne, powraca do starych metod zarządzania. Dla zdobycia taniej popularności lansuje populistyczne, antyinteligenckie hasła z najgorszych czasów PRL-u - to garść zarzutów z apelu, który powstał w tym miesiącu w Łodzi. Podpisały go władze łódzkich samorządów: adwokatów, aptekarzy, architektów, lekarzy, komorników, radców prawnych. Dołączyli weterynarze. A przymierzają się kolejne samorządy: z Warszawy, Krakowa, Poznania, Gdańska, Wrocławia... Nie chcą, by rząd wtrącał się w ich sprawy. Apelują do rządu, żeby z nimi współpracował, a nie z nimi walczył.

- Mam nadzieję, że apel szybko stanie się ogólnopolski. Stale odbieram telefony od osób, które chcą się podpisać - mówi "Pomorskiej" Roman Wieszczek, przewodniczący Łódzkiej Izby Architektów, jeden z sygnatariuszy apelu.

Sprawa nabiera tempa, rozmachu. Samorządy różnych zawodów chcą się spotkać. We wrześniu w Łodzi ma być ogólnopolski zjazd, już rozsyłają zaproszenia.

- Nie można upadlać kraju, niszczyć ludzi - wyrzuca władzy Roman Wieszczek. Złoszczą go populistyczne hasła głoszone przez polityków i nazywanie wykształconych ludzi wykształciuchami. Nie chce już w tej sprawie być cicho. - To inteligencja tworzy ten kraj. I nie ma się co tego bać. Nie po to człowiek uczy się 20 lat, a później przez następne lata ciężko pracuje, żeby miał się tego wstydzić.

Masa krytyczna
Wstydzić się nie chcą też ateiści. Do niedawna siedzieli cicho, nie liczyli się. Teraz chcą się policzyć.

- Namawiamy ludzi: nie dajmy się tłamsić - mówi "Pomorskiej" Mariusz Agnosiewicz (kiedyś bardzo wierzący, z wiekiem zaczął wyrastać z wiary). Dla niewierzących i wątpiących zarejestrował Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów (dwa lata walk o rejestrację), a wcześniej uruchomił portal Racjonalista. pl (rocznie ma ćwierć miliona odwiedzin). Z ankiety na portalu wynika, że co piąty, który tam zagląda to ateista, połowa myśli sceptycznie, a sześciu na stu ma poglądy antyklerykalne.

Dominują ludzie wykształceni, młodzi, przedstawiciele wolnych zawodów. Niektórzy dotąd obawiali się otwarcie mówić, że nie wierzą. Narzekali, gdy Jezus miał zostać królem Polski. Gdy posłowie modlili się o deszcz. Gdy ojciec ministra edukacji podważając teorię Darwina nakazywał nauczać dzieci, że wszystko na świecie stworzył Bóg. I gdy prezydent RP mówił w "Wiadomościach", że "katolicki system wartości jest jedynym powszechnie przyjętym systemem wartości w naszym kraju i nie ma on alternatywy".

Trudno dociec, co było kroplą, która przelała czarę goryczy. Ale stało się. Może za sprawą Richarda Dawkinsa, który w swojej ostatniej książce "Bóg urojony" pisał: "Jeżeli ludzie tak często nie dostrzegają ateistów, to dlatego, że wielu z nas nie ma odwagi się ujawnić ... Być może potrzebna jest jakaś masa krytyczna, by uruchomić reakcję łańcuchową."

Powstała Internetowa Lista Ateistów i Agnostyków - w kilka dni wpisało się ponad tysiąc osób: studenci, naukowcy, przedsiębiorcy.

- To swoisty coming out ludzi niewierzących - mówi Agnosiewicz.
Niektórzy jeszcze się obawiają, podają tylko swoje imię, inni otwarcie nazwisko, zawód, miejscowość. Postanowili działać, żeby ktoś ich dostrzegł. Nie chcą patronatu Kościoła nad Państwem. Chcą, żeby głos mogli zabrać żołnierze, urzędnicy, policjanci, strażacy - wszyscy ci, którzy z racji wykonywanego zawodu zmuszani są pod presją przełożonych do brania udziału w mszach i uroczystościach religijnych...

- Dopiero zaczynamy, ale widać wielki entuzjazm - mówi Agnosiewicz. - Trzeba propagować większą otwartość w mówieniu o swoim światopoglądzie, nie milczeć w obawie, że komuś nasz światopogląd się nie spodoba albo kogoś obrazi.

Nie będzie Sierpnia?
Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny przygląda się temu społecznemu zrywowi, tym listom, apelom, protestom. Czy oto szykuje nam się narodowe powstanie przeciwko obecnie rządzącym?

- Tych, którzy się buntują nie scala żaden przewodni motyw. Wygląda, jakby był to wspólny front, ale nie jest. Po jednej, antyrządowej stronie, mamy wojska o różnych barwach i wojska, które reprezentują różne interesy - tłumaczy prof. Czapiński. - Na przykład adwokatom przyświeca cel korporacyjny, nie chcą aby państwo się wtrącało, nie chcą żeby był większy dostęp do tego zawodu, bo ewidentnie w ciągu najbliższych lat by na tym tracili. Podobnie aptekarze nie chcą, aby odbierać im przywileje, bo za tymi przywilejami idą ogromne zyski. Z kolei nauczyciele niewątpliwie mają dosyć polityki oświatowej państwa, serwowanej im przez ministra Giertycha i wiceministra Orzechowskiego. Inni z kolei protestują, bo czują się urażeni. Nadszarpnięto ich dobre imię nazywając wykształciuchami, marginalizując albo napuszczając jedną grupę zawodową na drugą... Ludzie mają świadomość tego, że obecne rządy prowadzą nas na manowce, niszczą demokrację, prowadzą do nowego centralizmu, czyli PRL-u bis. Ta świadomość przyświęca już milionom Polaków. Tylko z tego nie wynika jeszcze, że doczekamy ruchu na wzór Sierpnia 1980. Nie będzie "Solidarności" tych, których obecne władze próbują marginalizować urażając ich honor - dowodzi prof. Czapiński.

Dlaczego?
Zbuntowani mogą wyjechać.

- W przeciwieństwie do wyborców PiS i zwolenników ojca Rydzyka, akurat ta grupa, która jest obrażana i spychana na margines, ma wyjście. To zazwyczaj dobrze wykształceni ludzie, mogą urządzić się gdzie indziej. To nie są czasy pierwszej "Solidarności", gdy Polska była zamknięta i trzeba było tu działać, tu pokazać władzy siłę społecznego ruchu.

Teraz - zdaniem prof. Czapińskiego - ruch solidarnościowy nie ma perspektyw. - Będą buntować się poszczególne środowiska, ale też nigdy nie będą działać jednolicie i w porozumieniu. Przedsmak tego mieliśmy przy okazji buntu w służbie zdrowia. Nie było solidarności między lekarzami a pielęgniarkami. Tym bardziej nie wyobrażam sobie takiej solidarności między prawnikami a aptekarzami.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska