Tęczowy most

Joanna Grzegorzewska
Zefir kładzie się tam codziennie. I potrafi tak leżeć godzinę, dwie, a nawet więcej. Łeb na przednich łapach, półprzymknięte ślepia. Niby śpi, ale nie śpi. Czuwa.

     - Czuje zapach, z całą pewnością - kiwa głową Lis. - Bo inaczej po co szukałby legowiska przy świeżych mogiłach? No po co? _Zefir kładzie się więc najczęściej przy dopiero co zasypanych grobach. Później wstaje, robi obchód. Biegnie zawsze ścieżką, raz, drugi, trzeci. Później jeszcze jedna rundka. Kiedy przyjeżdżamy, wybiega na spotkanie, merda ogonem, prowadzi na wzgórze.
     Psi cmentarz leży na wzgórzu właśnie.
     A raczej - w połowie drogi.
     Na samej górze stoi dom pani Lis i pana Lisa, właścicieli cmentarzyska. Ona ma na imię Barbara, on - Jacek. Ona jest emerytowaną księgową, on - też emeryt, z zawodu chemik. Zefira przygarnęli ze schroniska.
     ------
     **
"...I dopóki sen wieczny nie zamknie nam powiek będziemy przyjaciółmi: Ty - pies i ja - człowiek. Kajro - przyjacielu nad przyjacielami, nie zapomnę Cię."*
     
------ **
     Naokoło pola, wąskie dróżki. Cztery kilometry od Bydgoszczy, niby w Mochlu a nie w Mochlu, bo bardziej w szczerym polu niż we wsi. - _Jak na bezludnej wyspie, prawda? - _oprowadza Lis po gospodarstwie. Widok na obsiane zbożem pola z lewej i prawej, od frontu kamienny mur własnoręcznie przez Lisa układany, uwieńczony wieżyczkami (- Żonę tu czasami, za karę, zamykam. Kajdany mam w piwniczce schowane - żartuje). Na podwórzu: łódź żaglowa, stodoła, drzewa owocowe, dzikie jabłonie, stara lipa, zioła i wielki kopiec z kamieni polnych usypany.
- Kamienie zbieram od lat. Są piękne i wieczne.
     No i teraz jeszcze pełnią ważną rolę: zastępują płytę nagrobną na psich grobach... - _Chowamy tu nie tylko psy, ale wszystkie zwierzęta domowe. O, tu leży królik Tuptuś, a tam kotka Nuka - _Lis oprowadza po cmentarzu. A pani Lis zaraz dodaje: - Mamy nawet jednego konia!
     Pan Lis: - _Początkowo nie bardzo chcieliśmy go tu chować. To przecież miał być cmentarz dla małych zwierząt.
Ale przyjechała właścicielka konia, taka dystyngowana, kulturalna pani, cała zapłakana. I mówi, że musiała konia uśpić. Że to był jej przyjaciel, że go strasznie kochała. Co miałem zrobić?
     Serce się krajało, więc Jacek Lis wziął nosze, wsiadł do samochodu i pojechał do stadniny. Cała wieś prawie przy transporcie była zaangażowana, ale koń w końcu trafił na cmentarzysko.
     Idziemy między mogiłami. Żadnych pomników, krzyży (jak na zwierzęcym cmentarzu pod Warszawą), tylko kamień przy kamieniu, równo w rzędzie ustawione, na nich tabliczki z imionami zwierząt: Ares, Arabelka, Reksio, Puma, Pumcia, Brutus, Bajka. Gdzieniegdzie zdjęcia pupili: królik - puszysta, biała kulka, czarny kocur, wilczur, owczarek podhalański, bokserka Zula. - Pomniki? To już przesada, nie chcemy tu żadnych wygłupów. Ale jeśli ktoś chce sam tabliczkę wygrawerować, proszę bardzo. Lisowie nie mają też nic przeciwko kwiatom. Ani zniczom. Jeden mogiła - tam gdzie suczka Tina leży - jest płotkiem ogrodzona, przy drugiej właścicielka postawiła plastikowego psa - strażnika, przy dwóch innych ktoś białe kamyczki wysypał. Pies Reksio ma kamień z marmuru. I tyle. Nie ma wielkopańskich płyt, granitów, ławeczek. Cicho tu i pusto teraz...
     - Ale ludzie odwiedzają groby, odwiedzają. Postoją, podumają, łzę uronią - opowiada Jacek Lis.
     - Pewna pani przyjeżdża tu prawie codziennie na rowerze. Z Bydgoszczy - wtóruje mężowi Barbara.
     - A przed Wszystkimi Świętymi tyle tu lampek, że jasno jest jak w dzień.
     I te lampki najczęściej zapalają kobiety. Mężczyźni, zazwyczaj, jeśli już żonę czy córkę przywiozą samochodem, raczej nie wysiadają. Wstydzą się chyba łez. Tak mówią Lisowie. Mówią też, że to nie wstyd płakać po stracie przyjaciela.
     Na jednym z kamieni mosiężna tabliczka z wygrawerowanym zdaniem: "Smutno bez ciebie żyć".
     ------
     "Straciliśmy naszego Psa nagle. Bachus odszedł w nocy, w wieku 9 lat (zawał serca). Pożegnałam Go wierszem: No już Pieseczku, no już; jeszcze tylko ubiorę zapłakaną sukienkę, jeszcze wezmę Twoją smycz i obrożę, odprowadzę Cię sercem na niebieską polanę; no a potem, potem spać Cię położę; śpij, śpij spokojnie w psim raju, śnij o domku i o nas, o połaciach bezkresnych przestrzeni; tylko... czemu tak nagle w środku nocy pobiegłeś na spacerek swój ostatni w smugę cieni... ?"*
     ------
     Lisowie przeprowadzili się z Bydgoszczy do domu na wzgórzu w 76., dokładnie. Cmentarz otworzyli trzy lata temu. Ile trudu ich to kosztowało, nawet trudno opowiedzieć. Załatwianie zezwoleń trwało i trwało, bo to odwiert trzeba było zrobić za 1500 zł, a to drugi, a to ekspertyzę, a to mapkę za 500 złotych. To jeden fachowiec przyjechał, to drugi i trzeci. Ale nieważne. Ważne, że jest miejsce, gdzie można chować zwierzęta. Bo, jeśliby nie było tego cmentarza, to gdzie? Na śmietnik? Na wysypisko w Wypaleniskach? - Jeśli ktoś ma małego psa, może go zakopać w ogródku. Pod warunkiem, że ma ogródek. A co zrobić z dużym psem? - _mówi Irena Kwiatkowska, właścicielka Atosa, owczarka niemieckiego pochowanego w Mochlu właśnie. - _W lesie zakopać? Po pierwsze - nie wolno, po drugie - zwierzęta mogą wykopać. Po trzecie - ważne jest, żeby można było tego swojego przyjaciela odwiedzać. A tak jest u Basi i Jacka. Czasami nawet, ciastem nas poczęstują, na kawę zaproszą. Jadąc tam, czuję, jakbym jechała do rodziny.
     Lisowie z każdym porozmawiają, wspólnie powspominają. Znają historię Atosa, Aresa. Pumy... - Tak, historia Pumy jest smutna. Wie pani, gdzie znaleźli Pumę jego ostatni właściciele? W lesie przywiązaną do drzewa! Drutem!!! A pysk miała obwiązany folią, czy czymś takim, żeby nie szczekała! Boże, ci którzy przywiązali ją do tego drzewa, serca nie mają! Czasami wstydzę się, że należę do rodu ludzkiego.
     I może dlatego właśnie Lisowie tak dużego znaczenia nie przywiązują do pieniędzy. Choć cmentarz miał być źródłem dochodu, Lisowie zwierzęta nawet za darmo chowają, jeśli właściciela czworonoga nie stać na wydatek stu złotych. Mówią: - Później mi pani odda. _I oddają? Czasami tak, czasami nie. Czasami w nocy ktoś podjeżdża, wrzuca trupa do najbliższego dołka i znika. - _E..., nie mamy nic przeciwko temu - macha ręką pan Lis. - Powiem więcej, nawet się cieszymy. Bo przynajmniej ten piesek czy kotek nie wyląduje w rowie. Albo gdzieś na wsi za płotem.
     Stoimy pośrodku cmentarza. Grobów jest tu sto z okładem. Kilka nowych dołków - głębokich na 1,5 metra, szerokich na 50 centymetrów - wykopał syn Lisów, 22-letni Karol, student Akademii Bydgoskiej. - Jakieś tam zarządzanie czy marketing studiuje, nie wiem dokładnie. Pojechał do Niemiec. Na wakacje i na traktorek, i żywopłot zarobić. Cmentarz powiększa się, chcemy trawę zasadzić. Potrzebny jest traktorek, bez dwóch zdań. O ogrodzeniu już nie wspomnę. _Lisowie mają też 32-letnią córkę Małgosię, która wyszła za Anglika - weterynarza. Mieszka w Anglii i sprzedaje tam obrazy. - _To ona podpowiedziała nam, żebyśmy założyli cmentarz dla zwierząt. Powiedziała, że na Zachodzie takie cmentarze są popularne - opowiada Lis. - A wszystko przez to, że co rusz ktoś od nas z rodziny pytał, czy nie może pochować w naszym ogrodzie swojego pupila. Pomyśleliśmy więc, dlaczego nie, zróbmy cmentarz. _Zrobili i nazwali Makstan. Od pierwszych imion dzieci: Małgosi, Karola i Stanisława.
     Stanisław był marynarzem. Był. Dwa lata temu utonął. W jego pokoju na poddaszu zagnieździły się szerszenie.
     - _O, a tu mamy alejkę VIP-ów
- śmieją się Lisowie. Tu swojego psa jeden z dziennikarzy pochował, tam znany prawnik, tu rzeźbiarz, dwa groby dalej lekarz. A tam pod drzewem jest najstarszy grób. Owczarka podhalańskiego, Aresa.
     ------
     "Wzięliśmy Go z ulicy, taką małą czarno-białą kuleczkę. Był moim wartownikiem i największym przyjacielem. Wiedział doskonale, kiedy mi było smutno, przychodził i się tulił, patrzył na mnie mądrymi ślepiami. Odszedł. Walczył do końca a my z nim. Umarł mi na rękach, do końca trzymałam rękę na jego serduszku, które powoli przestawało bić. Nigdy się z tym nie pogodzę."*
     ------
     Ares, kiedy odszedł, miał 10 lat. - Zaczął gorączkować, pojechałam do weterynarza, lekarze mówili, że to jakiś wirus, że trzeba podawać zastrzyki - _mimo że od "tamtych strasznych dni" minęły trzy lata, Krystyna Biskupska pamięta wszystko tak, jakby wydarzyło się wczoraj. Płacze. - _Lekarz zrobił badanie krwi, wyniki okazały się dobre. Zrobił więc rentgen płuc. I okazało się, że nasz Ares ma osiem guzów! Uśpiliśmy go piątego grudnia, czyli po tygodniu. Boże, co to był za płacz...
     Oglądamy zdjęcia: Ares z czerwoną chustką przewiązaną na szyi, na swoim ulubionym fotelu, w polu u rodziny, gdzie indziej - w łóżku z panem.
     Potężne psisko.
     Kilka dni przed uśpieniem - cień psa, chudziutki (w ciągu dwóch tygodni schudł dwanaście kilo!), jakiś taki smutny. Wielkie oczy jakby trawione gorączką... A taki był z niego kawał łobuziaka. Ogryzał meble, zjadał kapcie, palmę raz z donicy wykopał. Ale był też przytulny, mądry, wierny. Głowę położył na kolanach, rękę polizał. A kiedy pływał w jeziorze, to tylko łeb i czubek ogonka było widać...
     - Kiedy Ares odszedł powiedziałam sobie, nigdy więcej psów. _Ale na początku stycznia 26-letni syn Krystyny - Paweł - przyprowadził do domu owczarka niemieckiego. - _Daliśmy mu imię Baster. Ale kiedy chcę sobie popłakać, tak od serca, sięgam po zdjęcia z Aresem.
     - Pani Biskupska, emerytka, odwiedza Aresa przynajmniej raz w miesiącu. I jak już jest, świeczkę zapali, postoi nad kamieniem poduma - mówi Lis. - A przed gwiazdką zawsze choinkę Aresowi ustroję - mówi ona. - Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie państwo Lisowie. Przecież Ares był członkiem rodziny: jadł z nami, spał z nami. I ja miałabym go wyrzucić na wysypisko?
     Ares leży pod pięknym kamieniem. Na tabliczce ma napisane: "Smutno bez ciebie żyć. 1992-2001". Pod kamieniem, obok Aresa, leży jeszcze jego ulubiona grająca piłeczka i apaszka czerwona.
     ------
     - Mamo, gdzie jest nasz piesek? - pyta dziecko.
     - W Krainie Psiego Szczęścia, synku.
     - To znaczy w niebie?
     - Chyba tak, nie płacz...
     "...Ta część nieba nazywana jest Tęczowym Mostem. Są tam łąki i wzgórza, zawsze świeci słońce... "*
     ------
     * Cytowane wspomnienia pochodzą ze stron wirtualnych cmentarzy dla zwierząt.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie