[WYPRAWA NA K2] Polacy ruszyli w górę na szczyt K2, ale muszą się śpieszyć, zegar bije

Dorota Kowalska
Widok na K2 od południa
Widok na K2 od południa Maria Ly/CC BY 2.0
Udostępnij:
Jeszcze nikt nie stanął zimą na wierzchołku K2, drugiej co do wielkości góry świata. Polacy podejmują taką próbę po raz trzeci. Himalaiści z całego świata przyglądają się ich wyprawie i trzymają kciuki.

Pogoda mocno daje się we znaki polskim himalaistom, którzy próbują dokonać pierwszego zimowego wejścia na K2. Wczoraj, po bardzo zimnej nocy, wiatr osłabł, a na niebie pojawiło się słońce.

- W niedzielę rano przy słonecznej pogodzie kolejny zespół - Denis Urubko i Marcin Kaczkan - rozpoczął wspinaczkę do obozu pierwszego założonego na wysokości 5950 m - poinformował kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki. - Zespół Urubko - Kaczkan wyruszył do c1 z zamiarem spędzenia tam nocy - dodał Wielicki.

W ostatnich dniach w górze były dwa zespoły: Marek Chmielarski i Artur Małek oraz Maciej Bedrejczuk i Janusz Gołąb. - Pod Nanga Parbat nie było dobrej pogody i pod K2 podobnie, więc przez jakiś czas ta wyprawa „buksowała w blokach startowych”. Ale zegar bije. Trzeba dalej rwać do góry, bo za wysoko nie są - mówił nam kilka dni temu Piotr Pustelnik, prezes Polskiego Związku Alpinizmu. Polacy próbują jednak, mimo nie najlepszej pogody, nie marnować czasu. - Jutro ma być lepszy dzień. Wszystko wskazuje na to, że wtedy będzie można podjąć akcję - mówił w sobotę na antenie TVN24 z bazy pod K2 Marcin Kaczkan. - Na razie trzeba przygotować górę i siebie, trzeba się dobrze zaaklimatyzować. Jak na razie musimy założyć obóz trzeci, czyli przygotować górę, położyć liny poręczowe, wnieść sprzęt biwakowy, namiot. Potem pomyślimy o przejściowym obozie czwartym i dopiero będziemy myśleć o ataku szczytowym - tłumaczył himalaista. I rzeczywiście, wczoraj można było działać.

Pogoda to jedno, ale dopiero 2 lutego do bazy pod K2 wrócili Adam Bielecki, Denis Urubko i Piotr Tomala. Wszystko przez dość nieoczekiwaną akcję ratunkową, którą przyszło im przeprowadzić. W nocy 25 stycznia do bazy dotarła informacja, że Elisabeth Revol i Tomasz Mackiewicz utknęli na wysokości około 7400 m pod kopułą szczytową Nanga Parbat. Wszyscy polscy himalaiści obecni pod K2 wyrazili gotowość ratowania Mackiewicza i Revol. Natychmiast zaczęto też organizować przelot śmigłowcami ekipy ratowniczej.

CZYTAJ TAKŻE: Elisabeth Revol ocalała, Tomasz Mackiewicz został na Nanga Parbat. Czasami góry żądają od swoich zdobywców największej ofiary

27 stycznia Adam Bielecki, Denis Urubko, Piotr Tomala i Jarosław Botor wyruszyli dwoma śmigłowcami z bazy pod K2 do bazy pod Nanga Parbat. Po mniej więcej czterech godzinach wspinacze zostali wysadzeni na wysokości około 4800 metrów. Jarosław Botor oraz Piotrek Tomala zostali w niższych partiach, by założyć obóz pierwszy. Denis Urubko i Adam Bielecki wyruszyli w stronę Elisabeth Revol.

Francuzka wycofywała się Drogą Kinshofera, miała za sobą noc spędzoną wysoko w ścianie, kolejną pod gołym niebem. Mimo to schodziła w dół. Zdołała, mimo wyczerpania i odmrożeń, zachować koncentrację, by pokonać nieznane sobie, skomplikowane fragmenty drogi, której nie znała (z Tomkiem Mackiewiczem wspinali się na szczyt inną drogą). Bielecki i Urubko dokonali rzeczy wyjątkowej. W zaledwie osiem godzin pokonali nocą ponad tysiąc metrów przewyższenia, łącznie z najtrudniejszym fragmentem tej drogi, czyli Ścianą Kinshofera. Około godz. 2.00 w nocy dotarli do odmrożonej Elisabeth Revol, znajdującej się wtedy na wysokości ponad 6 tys. m.

Po kilkugodzinnym odpoczynku ruszyli w dół do obozu pierwszego, z którego na pomoc wyruszyli także Tomala i Botor. Elisabeth udało się uratować, niestety pod szczytem został Tomasz Mackiewicz.

Po akcji ratunkowej na Nanga Parbat cała czwórka postanowiła kontynuować misję zimowego zdobycia K2. Powrót planowany był wcześniej, ale śnieżyca uniemożliwiała przelot śmigłowca.

Czy akcja pod Nanga Parbat wpłynie w jakiś sposób na wyprawę na K2?

- Z punktu widzenia strategii wyprawy - nie. Pod K2 zostało sporo kolegów, którzy kontynuowali akcję górską. Z punktu widzenia czterech himalaistów, którzy ruszyli pod Nanga Parbat - też nie sądzę, aby ta akcja miała na nich jakiś wielki wpływ, odpoczęli po niej w mieście, w dobrych warunkach. Więc na tę czwórkę ta akcja ratunkowa nie będzie mieć wpływu, na całą wyprawę - także nie - mówił nam ostatnio Piotr Pustelnik, prezes Polskiego Związku Alpinizmu.
Niestety, Jarosław Botor, który brał udział w akcji ratowania Tomasza Mackiewicza i Elisabeth Revol, z powodów osobistych opuścił wyprawę.

Jakie szanse mają Polacy na to, aby stanąć na K2? Wszyscy eksperci są zgodni co do tego, że wszystko albo prawie wszystko będzie zależeć teraz od pogody. Na wyprawę poszli najlepsi obecnie polscy wspinacze, zresztą akcją pod Nanga Parbat to udowodnili, mają doskonały sprzęt i olbrzymią motywację. Ale doskonale zdają sobie sprawę, jak trudne zadanie przed nimi stoi. Do tej pory K2 było atakowane zimą w ogóle tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 r. próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 r. ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 r. wspinali się Rosjanie. Żadna z tych ekspedycji nie przekroczyła jednak progu 7650 m.

CZYTAJ TAKŻE: Elisabeth Revol ocalała, Tomasz Mackiewicz został na Nanga Parbat. Czasami góry żądają od swoich zdobywców największej ofiary

- Zimowe K2 jest dla mnie elementem historii polskiej eksploracji zimowej. Dla mnie nie ma znaczenia, kto wejdzie na szczyt. Ważne, żeby którykolwiek z Polaków zostawił tam ślad i żebyśmy bezpiecznie wrócili. Liczy się sukces zespołu, a jak to będzie interpretowane później, nie ode mnie zależy - mówił przed wyprawą jej szef Krzysztof Wielicki w rozmowie ze Sport.pl.

Świat z ciekawością przygląda się wyprawie Polaków na K2. Simone Moro, legenda wśród himalaistów, tak mówił w rozmowie z Polskim Radiem, tuż po zdobyciu 26 lutego 2016 r. Nanga Parbat: - Zdobycie przez Polaków K2 zimą byłoby najlepszym finałem podboju najwyższych gór świata o tej porze roku.

Inna sprawa, że jakkolwiek by się skończyła polska wyprawa na K2, i tak przejdzie do historii himalaizmu. Sława lodowych wojowników zostanie.

Wideo

Materiał oryginalny: [WYPRAWA NA K2] Polacy ruszyli w górę na szczyt K2, ale muszą się śpieszyć, zegar bije - Polska Times

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
ewa
ale też źle postawiony cel. Nikomu poza nimi nie jest to potrzebne. Ryzykują życiem za wiatr na K2 i z tym zejdą na dół, z niczym.
?
zawodowcy to dopiero zajmą się nimi - z Klepsydry
g
gosc
To jest ich ryzyko.
Na pewno w swojej karierze alpinisty, zdobycia K2 zimą to cel dość ambitny, więc trzymaj lepiej kciuki żeby pogoda sprzyjała, bo to chluba była by nie tylko dla tej ekipy ale całej Polski.
z
zawodowcami byli także ci,
którzy martwi leżą na trasach prowadzących na ośmiotysięczniki. Największym z nich był Jerzy Kukuczka.
g
gosc
Oni doskonale znają swoje możliwości i zagrożenia związane z takim wejściem, to są zawodowcy.
l
lucyper
Co prokurator na to,nawet przed glinianką jest zakaz kąpieli...
p
piotrek z lublina
jeszcze jednego nie pochowali a już następni sie do trumny pchają zaraz będzie płacz lament i zbiórka na śmigłowiec niech se chodzą po tych górach tylko niech d*** nie zawracają jak rączki zmarzną bo znowu będzie zapchany internet i wiadomości jak ostatnio.idą tam dla własnej przyjemnosci tak jak ktoś na ryby czy grzyby
Dodaj ogłoszenie