Polskich rolników długo przekonywano, że soi modyfikowanej genetycznie nie da się zastąpić w żywieniu zwierząt innym źródłem białka. Wielu w to uwierzyło.

- W żywieniu bydła wykorzystujemy soję niemodyfikowaną genetycznie - mówi Piotr Gnycz z miejscowości Wyszków (na Mazowszu), który w rodzinnym gospodarstwie ma 55 sztuk bydła, w tym 22 krowy mleczne. - Udało nam się kupić w przystępnej cenie, ale dobrze by było, gdyby generalnie ta soja była tańsza.

Gospodarz z Mazowsza nie chciałby ponosić wyższych kosztów produkcji, choć woli kupować soję bez GMO.

Minister przeprowadził twarde rozmowy i wyznaczył kierunek

Zatem na razie w żywieniu zwierząt nasi rolnicy wykorzystują sporo śruty sojowej z roślin GMO. Jakie są szanse na zastąpienie soi modyfikowanej genetycznie polskim białkiem? Wszak jeszcze niedawno jak mantrę powtarzano polskim rolnikom, że bez soi modyfikowanej genetycznie, nie da rady wyprodukować dobrych pasz.

Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa: - Nie sądzę, że kiedykolwiek zamkniemy granice przed importem soi, ale czas skończyć z uzależnieniem od soi modyfikowanej genetycznie, na której zarabia kilka zachodnich koncernów, a nie rolnicy! To one długo lobbowały w naszym kraju, by doprowadzić do takiej sytuacji.

Minister Ardanowski podkreśla, że produkcja rodzimego białka ma iść w kilku kierunkach - chodzi o uprawę roślin bobowatych (w tym soi bez GMO) oraz o dużo lepsze wykorzystanie białka w rzepaku.

pixabay.com, AGW

- Powstają prywatne firmy, które zajmują się nie tylko produkcją oleju, ale wykorzystaniem śruty poekstrakcyjnej - powiedział nam minister Ardanowski. - Na razie jest to odpad, a chodzi o to, żeby ze śruty uzyskać wysokiej jakości pasze, lepiej strawne przez zwierzęta, zaś olej wyprodukować przy okazji.

A co z lobbowaniem na rzecz soi GMO? - Wystarczyło, że przeprowadziliśmy kilka twardych rozmów i powiedzieliśmy: koniec lobbowania za amerykańskimi firmami, udowadniania - ze wsparciem naukowców - że tamtego białka nie można niczym zastąpić! - stwierdził minister. - No i nagle niektórzy - rozumiejąc, iż to nie są przelewki - dochodzą do wniosku: chcemy korzystać z polskiego białka!

Minister ma nadzieję, że coraz więcej firm zechce produkować w naszym kraju koncentrat białkowy. - Kiedyś każdego, kto mówił o zastąpieniu pasz GMO polskim białkiem, nazywano idiotą. Mnie także tak próbowano obrażać - dodał minister. - Wciskanie, że bez amerykańskiej soi polskie kurczaki pozdychają, było szkodliwe dla naszego rolnictwa!

Zastępowanie soi GMO polskim białkiem to będzie długotrwały proces, ale nie można schodzić z tej drogi.

Rolnicy podejmują próby na własne ryzyko

Rolnicy z Mazowsza myśleli o uprawie soi na własnych polach, ale po pierwsze ich grunty nie są do tego najlepsze, a po drugie uznali, że koszty ekstruzji byłyby zbyt wysokie.

Mateusz Stachowiak, rolnik z Rzemieniewic (woj. kujawsko-pomorskie) od kilku lat uprawia soję niemodyfikowaną genetycznie (soi GMO w Polsce nie można uprawiać). W 2015 roku zebrał pierwszy plon. Stachowiak dodaje, że uprawa soi nie wymaga dużych kosztów związanych np. z nawożeniem, ale problemem jest ograniczony dostęp do środków chwastobójczych.

Plusów jest jednak więcej. - Soja poprawia żyzność gleby, zaś śruta sojowa jest doskonałym źródłem białka w żywieniu zwierząt - mówi młody rolnik z Rzemieniewic, który nasiona poddaje procesowi ekstruzji (za pomocą własnego ekstrudera).

- Proces ekstruzji nasion soi oraz rzepaku poprawia strawność białka oraz zwiększa przyswajalność paszy - dodaje Mateusz Stachowiak, który współpracuje z naukowcami z uczelni rolniczych oraz doradcami rolnymi.

Naukowo o uprawie trudnej jak kobieta

Dr hab. inż. Anna Wenda-Piesik, prof. ndzw. z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy podczas Forum Rolniczego „Gazety Pomorskiej” mówiła o soi nGMO - uprawie przyszłości w regionie kujawsko-pomorskim i wielkopolskim.

Żartuje, że soja jest jak kobieta - trudna, ale wiele warta, więc zachęca, by podjąć ten trud.

Prof. Wenda -Piesik wyjaśnia, że soja, która pochodzi z Chin, dziś jest uprawiana przede wszystkim w USA (ponad 45 proc. powierzchni gruntów zajmuje soja, z tego 95 proc. to soja GMO).

Unia Europejska sprowadza rocznie ok. 40 mln ton soi z Ameryki Północnej i Południowej, do Polski trafia ok. 2 mln ton.

W Polsce soja uprawiana jest rzadko, ponieważ to roślina lubiąca ciepło i stałe, umiarkowane opady. Do klimatu w naszym kraju dostosowane są tylko niektóre odmiany.

W Polsce należy uprawiać odmiany bardzo wczesne, o długości okresu wegetacji 120-140 dni.

To roślina krótkiego dnia. Prof. Wenda-Piesik podkreśla, że dwa okresy wymagają szczególnej uwagi. Pierwszy - od siewu do pełni wschodów, gdy rośliny potrzebują temperatury gleby 8-10 stop. C (zatem najlepiej siać w czasie, gdy kończy się kwitnienie wiśni). Drugi okres dotyczy kwitnienia - jeśli w tym czasie temperatura spadnie poniżej 10 stopni C, to nie wejdzie w fazę kwitnienia. Do rozwinięcia kwiatostanu potrzebuje średniej długości dnia poniżej 14 godzin.

Zobacz też: Ryszard Kierzek o jesiennych zbiorach i trzodzie: ten rok jest bardzo trudny [wideo]

Zdaniem pani profesor soja jest najlepszym przedplonem. Po pierwsze dlatego, że korzenie głęboko drenują glebę (co powoduje rozluźnienie warstwy podornej), po drugie - głęboko drenujące korzenie przemieszczają wapń, fosfor i potas do warstw powierzchownych (co ułatwia ich dostęp roślinom następczym), po trzecie - zostawia azot i inne substancje dla roślin następczych (azotu po soi w glebie może być nawet do 100 kg na ha), po czwarte - zwiększa ilość próchnicy glebowej, po piąte - nie przyczynia się do zakwaszania gleby, po szóste - to roślina fitosanitarna. I jeszcze jedno - soja sama produkuje białko dzięki symbiozie z bakteriami brodawkowymi, które wiążą azot z powietrza!

Ważne jest stanowisko oraz odpowiednio dobrana i przygotowana gleba - podkreśla prof. Wenda-Piesik.

Gleba powinna być średniozwięzła, w dobrej strukturze, kl. II-IV b. Nie można siać soi na glebach: piaszczystych, zlewnych i zimnych, ciężkich, po oborniku, o pH < 5,5 oraz > 7. Odpowiednie będzie stanowisko po zbożach, rzepaku, soi, zaś nieodpowiednie po gorczycy i okopowych.

Gleba przed siewem powinna być dobrze spulchniona, pole wyrównane, bez kamieni.

Podobnie uważa Mateusz Stachowiak: - Trzeba dobrze ziemię przygotować do takiej uprawy - mówi. - Ważne jest nawet, by dokładnie wyzbierać kamienie, bo soję, która ma strąki tuż przy ziemi, kosi się na niskiej wysokości i łatwo kamieniami uszkodzić kombajn.

Perspektywy zależą od dobrych przykładów

Czy soja będzie chętniej uprawiana przez polskich rolników? Wpływ na to będą miały między innymi programy krajowe, które pracują nad ulepszeniem uprawy i wykorzystania tego białka w paszach. Jeden z nich realizuje grupa operacyjna EPI - „Moja soja” . Zajmuje się ona tematem: „Soja w województwach kujawsko-pomorskim i wielkopolskim - innowacyjne rozwiązania w uprawie, ochronie i skarmianiu w gospodarstwach rolnych”. Rolnicy wiążą z tym zagadnieniem ogromne nadzieje.

- Kiedy po raz pierwszy siałem soję, okoliczni rolnicy patrzyli z niedowierzaniem - mówi Mateusz Stachowiak. - Wszak to roślina ciepłolubna.

Gospodarze obserwowali, co urosło na jego polach. Dziś patrzą zwykle z zainteresowaniem. - I coraz częściej pytają mnie, czy to się opłaca - dodaje młody rolnik, który chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami i cieszy się, że coraz więcej polskich rolników chce uprawiać soję i przetwarzać ją na pasze.

- Jeśli ekstrudery wejdą do powszechnego użytku, to staną się tańsze - dodaje gospodarz z Rzemieniewic. - Na rynku przybywa coraz więcej mniejszych i tańszych maszyn. Mój ekstruder przerabia pół tony surowca w ciągu godziny, ale można już kupić takie za około dwadzieścia tysięcy złotych, które w godzinę przerobią 50-100 kilogramów. Na własne potrzeby tyle może wystarczyć.
___________________________