Poza miejscowymi Niemcami nikt się nie spodziewał, że miasto tak szybko znajdzie się w rękach wroga. Załamanie się obrony na północno-zachodniej flance i wymuszona przez to zmiana planu walki z potężnym agresorem sprawiły, że regularne oddziały niemieckie weszły do Bydgoszczy już 5 września.
Przeczytaj również: Dziś mija 75 lat od wybuchu w Bydgoszczy niemieckiej dywersji
Był wtorek.
Od północy ulicą Gdańską szli żołnierze 122. pułku piechoty (formacja ta wchodziła w skład 50. dywizji piechoty, która otrzymała rozkaz wkroczenia do miasta). Zanim znaleźli się na wysokości ul. Artyleryjskiej, po lewej stronie mijali spokojną ul. Leśną. - Ojciec zapewne wyszedł przed dom, by zobaczyć, co się dzieje. Nie był uzbrojony. I gdy tak stał, w pewnej chwili padł trupem. Dosięgła go kula niemieckiego żołnierza - opowiadał nam Bernard Pytlewicz, syn - być może pierwszej cywilnej ofiary niemieckiej okupacji.
Dramat miasta i jego polskich mieszkańców, spowodowany tym, że Bydgoszcz znalazła się w rękach wroga, w dwójnasób przeżywała rodzina Tadeusza Janasa, podstępem wywabionego z domu i zastrzelonego w nocy z 3 na 4 września na obecnej ul. Warmińskiego.
Wkroczenia Niemców do Bydgoszczy nie widziała 23-letnia Anna Gogolińska, do wybuchu wojny urzędniczka Poczty Polskiej. - Było polecenie ewakuacji do Warszawy. Opuściłam Bydgoszcz razem z mamą i siostrą, która pracowała w ubezpieczalni. Powróciłyśmy do domu po upadku stolicy.
W lipcu 1939 r. pani Anna po raz ostatni widziała swojego narzeczonego Stanisława Kowalczyka. - Pojechałam do Warszawy na ślub siostry Marii. Potem tylko kartka przyszła od Staszka. - Był w obozie w Kozielsku, zginął w Katyniu - wspominała.
Józef Borecki, uczestnik powstania wielkopolskiego, w 1928 r. został oddelegowany z Jarocina do Bydgoszczy, gdzie organizował skarbiec w Urzędzie Skarbowym. Miał żonę Helenę i trzy córki: Janinę, Zofię i Barbarę. - Rodziny urzędników otrzymały polecenie ewakuacji w kierunku Włocławka. Obowiązkiem ojca, jako pracownika ważnego urzędu państwowego, była ochrona skarbca - opowiadała nam córka Barbara Szneidrowska.
Po kilku tygodniach Boreccy wrócili do Bydgoszczy. Józef został aresztowany 17 października 1939 r. Przetrzymywany był w tymczasowym obozie na Gdańskiej. Tam żona i córki widziały go po raz ostatni. - Do dziś nie wiem, gdzie jest ojca grób - mówi córka.
Czytaj e-wydanie »