9,5 mln nazwisk jest na Deutsche Verlustlisten! Jak...

    9,5 mln nazwisk jest na Deutsche Verlustlisten! Jak potomkowie odnajdą dziadków, pradziadków...

    MARYLARZESZUT maryla.rzeszut@pomorska.pl tel. 56 - 45 11 929

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    W czasie I wojny światowej listy strat Armii Pruskiej wywieszane były na zakładach usługowych, redakcjach gazet, sklepach... Mieszkańcy szukali na nich

    W czasie I wojny światowej listy strat Armii Pruskiej wywieszane były na zakładach usługowych, redakcjach gazet, sklepach... Mieszkańcy szukali na nich nazwisk swoich bliskich: mężów, braci, synów... ©Archiwum Mariusza Żebrowskiego

    Po niemal stu latach wraca wojna, by... pomóc ludziom odszukać swoich przodków: dziadków, pradziadków... Żołnierzy Armii Pruskiej. Dwoje grudziądzan porwało się na tytaniczną pracę. Na początek uporządkowali 106 tys. nazwisk.
    W czasie I wojny światowej listy strat Armii Pruskiej wywieszane były na zakładach usługowych, redakcjach gazet, sklepach... Mieszkańcy szukali na nich

    W czasie I wojny światowej listy strat Armii Pruskiej wywieszane były na zakładach usługowych, redakcjach gazet, sklepach... Mieszkańcy szukali na nich nazwisk swoich bliskich: mężów, braci, synów... ©Archiwum Mariusza Żebrowskiego

    Aleksandra Kacprzak i Mariusz Żebrowski wprowadzają kolejne nazwiska do "rozszyfrowanej' z gotyku Listy Strat Armii Pruskiej Maryla Rzeszut

    Aleksandra Kacprzak i Mariusz Żebrowski wprowadzają kolejne nazwiska do "rozszyfrowanej' z gotyku Listy Strat Armii Pruskiej
    (fot. Maryla Rzeszut)

    - Dziś mówić o I wojnie światowej, to jak mówić o dinozaurach. Dla ludzi to prehistoria - uświadamia Mariusz Żebrowski, grudziądzki historyk, archiwista i pasjonat militariów. - A jednak dla bardzo wielu to wcale nie jest rozdział zamknięty.
    Szok przeżyli organizatorzy wyprawy szlakiem bojowym uczestników I wojny światowej. Zaprosili na nią potomków żołnierzy tej wojny. Rzecz nagłośnił program telewizyjny Discovery, gazety i inne media. Co ciekawe, nie miała to być wycieczka turystyczna, ale wejście dokładnie w takie warunki, w jakich walczyli na froncie dziadkowie i pradziadkowie: z mieszkaniem w prymitywnych kwaterach, przebywaniem w zabłoconych okopach, wędrowaniem w pełnym rynsztunku, w warunkach niemal bojowych. Coś w rodzaju wędrownego obozu przetrwania.

    Kilka metrów korzeni

    Nie do wiary, ilu chętnych z całego świata się zgłosiło.
    Osiem tysięcy!
    Wyselekcjonowano 150, pojechało 70.
    Ci ludzie chcą się zmierzyć z przeszłością. Będą dalsze etapy wypraw w miejsca walk z I wojny światowej.

    - To znaczy, że potomkowie żołnierzy pragną wiedzieć, co przeżyli ich przodkowie. Co czuli, co mogli myśleć w skrajnych sytuacjach - zauważa Mariusz Żebrowski. - Historia to ludzie. Postanowiliśmy pracować z Olą, drążyć temat Deutsche Verlustlisten, gdyż tego ludzie dziś potrzebują.

    Pierwsze, oryginalne listy strat Armii Pruskiej (kilkadziesiąt sztuk) Mariusz Żebrowski kupił w antykwariacie, jeszcze jako student. - Sprzedawca nie zdawał sobie sprawy, co to za papiery. Wtedy zobyłem je tanio. Dziś ich posiadacze wyznaczają ceny zaporowe - tłumaczy historyk. - Ale są kopie, zdjęcia i skany.

    Wojenna "wizytówka"

    Verlustlisten pisane były gotykiem. Grudziądzki historyk Mariusz Żebrowski umie je odczytać. Archiwum Mariusza Żebrowskiego

    Verlustlisten pisane były gotykiem. Grudziądzki historyk Mariusz Żebrowski umie je odczytać.
    (fot. Archiwum Mariusza Żebrowskiego)

    Każdy może dotrzeć do list strat. Tyle, że pisano je gotykiem, a nazwiska żołnierzy nie są ułożone według alfabetu.

    Mariusz Żebrowski posiadł rzadką sztukę pisania i czytania gotykiem. Umie "rozszyfrować" ciągi informacji w rubrykach, układające się w wojenną "wizytówkę" żołnierza.
    Jak przeciętny człowiek ma znaleźć nazwisko swojego dziadka czy pradziadka? Po pierwsze, nie odczyta prawidłowo tekstu. Po drugie: jak w masie 9,5 mln nazwisk trafić na to, którego szukamy?

    Od której listy zacząć? Liczyć na cudowny traf?
    Wszystkich list było 247.

    - Do dziś uporządkowaliśmy alfabetycznie 106 tysięcy nazwisk. Niektóre osoby się powtarzają, a "rekordziści" występują na listach po 6-7 razy. Tyle na początek. Deutsche Verlustlisten zawierają 9,5 mln nazwisk żołnierzy, którzy polegli, byli ranni bądź zaginęli - objaśnia Mariusz Żebrowski.

    Trzeba tu wykonać tytaniczną pracę! Dwie osoby pracowałyby kilka lat i nie wiadomo, czy by skończyły...

    Drzewo genealogiczne - tym razem o sprawach... wstydliwych

    Pytania z całego świata

    Mariusz Żebrowski: - Odległa I wojna światowa to dla wielu ludzi wcale nie jest rozdział zamknięty Maryla Rzeszut

    Mariusz Żebrowski: - Odległa I wojna światowa to dla wielu ludzi wcale nie jest rozdział zamknięty
    (fot. Maryla Rzeszut)

    - Skontaktowały się ze mną osoby z RPA, Filipin, Kanady i USA, szukające swoich zaginionych przodków na terenach byłego zaboru pruskiego. Wiedzą tylko, że w czasie I wojny światowej zostali powołani do Armii Pruskiej i przepadli w wojennej zawierusze. Co się z nimi stało? Czy zginęli? A może przeżyli. Jeśli tak, to gdzie mieszkali, gdzie są ich groby? - tak tłumaczy motywy stworzenie projektu "Armia Pruska" Aleksandra Kacprzak, genealog i archiwista z Grudziądza. - Projekt ma ułatwić przeszukiwanie Deutsche Verlustlisten, źródła bezcennych informacji o mieszkańcach Prus - żołnierzach wcielonych do armii.

    W precyzyjnie tworzonych listach strat podane jest imię i nazwisko żołnierza, jego stopień wojskowy, regiment w jakim służył, czasem batalion i szwadron. Odnotowane zostało, skąd pochodził (z podaniem powiatu) i w których bitwach uczestniczył. Można się z takiej listy dowiedzieć, czy został ranny, czy poległ, czy był w niewoli. Dokładna data zgonu podawana jest bardzo rzadko. Raczej przybliżona: trzech dni, np. od 22 do 24 marca danego roku.

    - Aż kilkaset tysięcy żołnierzy zginęło w Armii Pruskiej - podkreśla Aleksandra Kacprzak. - Poza tym wielu było rannych i zaginionych.

    Brytyjska królowa Elżbieta II pochodzi od londyńskiego hydraulika Johna Walsha... Dokopać się do przodka

    Nie tylko Niemcy

    Aleksandra Kacprzak: - Poszukujemy wolontariuszy, którzy nam pomogą Maryla Rzeszut

    Aleksandra Kacprzak: - Poszukujemy wolontariuszy, którzy nam pomogą
    (fot. Maryla Rzeszut)

    Dwójka grudziądzan porwała się na tytaniczną pracę.

    - Wpiszemy tyle nazwisk, ile damy radę - wyjaśnia Aleksandra Kacprzak. - Mamy przecież swoją pracę zawodową. Nie możemy tylko i wyłącznie skupić się na "Armii Pruskiej". Rozglądamy się za wolontariuszami. Porządkowanie list strat musi postępować. Nie możemy utknąć w miejscu. Dane są potrzebne.

    Zastanawiające: Dlaczego państwo niemieckie nie uporządkowało przez tyle lat tych list? Do dziś wszystkie byłyby w idealnym porządku, z nazwiskami według alfabetu.
    Mariusz Żebrowski przypuszcza: - Niemcy raczej nie są zainteresowani sprawą. Jeśli setki, tysiące ludzi dotrą do swoich przodków służących w Armii Pruskiej i udowodnią pokrewieństwo, mogą wystąpić o odszkodowania do państwa niemieckiego. A mówimy o ogromnej liczbie osób.

    Niektóre nazwiska z Deutsche Verlustlisten świaczą o tym, że żołnierze służący cesarzowi, byli Polakami: Kosbierski, Kendiorski, Koslowski...

    W Armii Pruskiej służyli nie tylko Niemcy! Za cesarza ginęli także mieszkający na terenie zaboru Polacy oraz wcieleni do wojska mężczyźni innej narodowości, np. Litwini, potomkowie Szkotów, Walijczyków. Napotykam na nazwiska brzmiące z francuska. Pół Europy walczyło w Armii Pruskiej!

    Podporządkowanie społeczeństwa strukturom wojskowym było wówczas wszechobecne. Armia gromadziła informacje zwłaszcza o mężczyznach w wieku poborowym. Potrzebowała danych do szacowania liczby przyszłych żołnierzy. Jako jedna z pierwszych armii wprowadziła obowiązek posiadania przez każdego żołnierza metalowego znaczka identyfikacyjnego (nieśmiertelnika).
    Tworzyła dokładne kartoteki, dzięki czemu dziś można odszukać wielu mężczyzn, którzy mieli obywatelstwo państwa pruskiego.

    Poznanianka odnalazła brata prababci! To scala rodzinę i naród

    Czy już listy strat pomogły komukolwiek odnaleźć swojego przodka?

    - Sława Gucia z Poznania: - Dotarłam, dzięki uporządkowanym w Grudziądzu listom strat, do ważnych informacji i o bracie mojej prababki! Nazywał się Stanisław Patuła, a stacjonował pod Poznaniem. Wiem już, że walczył we Francji i był ranny podczas bitwy. Nie ma adnotacji, że zginął lub zaginął. Przeżył wojnę. Będę dalej zgłębiać przeszłość mojej rodziny.

    - Znając swoją historię, rodzina zacieśnia więzi. Chodzi tu o ważną sprawę tożsamości rodzinnej, ale także narodowej - nie wątpi Aleksandra Kacprzak.

    Kto chce dotrzeć do informacji o Verlustlisten, może wejść na stronę: http://www.genoroots.com/armiapruska.php lub skontaktować się mailowo: prusy22@wp.pl


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (8)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (8) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Nasze Dobre 2018