- Czy Elanę stać na awans do pierwszej ligi?
- Oczywiście, że tak. Ale dziś kandydatów do dwóch premiowanych miejsc jest przynajmniej 6-7. Poza tym zdecydowanie za wcześnie na takie spekulacje. Do końca rundy jesiennej pozostały dwie kolejki. Potem czekają nas prawie cztery miesiące rozbratu z ligą. Po takiej przerwie wiele może się zmienić; tym zespołom, którym teraz akurat idzie, wiosną może "nie żreć". I na odwrót. Mogę mówić wyłącznie o swojej drużynie - przydałyby się wzmocnienia. Słyszałem, że jeden dobry zawodnik ma zimą do nas dołączyć.
- A jak się pan... wytłumaczy z remisów?
- Myślę sobie czasami, gdzie byłaby Elana gdyby nie tych osiem remisów. Straciliśmy w ten sposób 16 (!) punktów. Patrząc, tak już zupełnie na chłodno, to przynajmniej w połowie powinniśmy powygrywać. Czkawką odbija mi się dotąd drugie spotkanie w Częstochowie z Rakowem. Prowadziliśmy 1:0, potem kontrolowaliśmy mecz, żeby zaraz po przerwie stracić bramkę. Podobny niedosyt towarzyszył nam również po meczach u siebie z Zagłębiem Sosnowiec, Polonią Nowy Tomyśl, czy Ruchem Zdzieszowice. Mogliśmy w nich zainkasować całą pulę.
- Tak czy owak, po 15. jesiennych kolejkach Elana zajmuje trzecie miejsce. Dziwi to pana?
- Trochę dziwi, jeżeli przywołam ponure wspomnienia z poprzedniego sezonu. Przecież przysłowiowym rzutem na taśmę obroniliśmy się przed spadkiem. W klubie nie działo się najlepiej. Dlatego dziś przyjemnie patrzy się na tabelę.
Szersza rozmowa w środowym wydaniu papierowym "Gazety Pomorskiej".